Wojciech Dzieduszycki-rys biograficzny

Tekst: dr Tomasz Jakubec

Portret: autor nieznany„Głos Narodu” Ilustrowany, nr 4 z 12 października 1901

W 2009 roku nakładem wydawnictwa Księgarnia Akademicka w Krakowie ukazała się książka dr Tomasza Jakubca Wojciech Dzieduszycki. Pisarz, estetyk, filozof, w której autor próbował pokazać twórczość literacką Dzieduszyckiego na tle jego poglądów filozoficznych, społecznych, estetycznych i teoretyczno-literackich (ze Wstępu, s. 7). Poniżej zamieszczamy rozdział pierwszy z tej książki poświęcony biografii Wojciecha Dzieduszyckiego.

Wojciech Dzieduszycki, publikujący niektóre ze swych utworów pod pseudonimem Nienazwany, urodził się 13 lipca 1848 roku w Jezupolu1w Galicji Wschodniej, w hrabiowskiej rodzinie ziemiańskiej. Pierwsze wzmianki o rodzie Dzieduszyckich pochodzą z początku XV wieku. Dokument wydany w roku 1411 przez księcia Fedora Lubartowicza potwierdza wyrok w sporze granicznym, w którym jedną ze stron był Iwasko Dzyadoschiczki. Nazwisko to ukute zostało od nazwy miejscowości – Dzieduszyce (Dziedoszyce), położonej niedaleko Stryja, w powiecie żydaczowskim, gniazda rodowego Dzieduszyckich2. Wedle relacji Maurycego Dzieduszyckiego, historyka zajmującego się genealogią rodu, Dzieduszyccy wywodzili się od osadników węgierskich i wołoskich, przybyłych na Ruś Czerwoną w XIV wieku3.

Dzieduszyccy, pieczętujący się herbem Sas4, nie należeli w XV i XVI wieku do wąskiej grupy posiadających największe wpływy rodów „senatorskich”, nie byli ani bardzo zamożni, ani bardzo rozgałęzieni. Jako przedstawiciele szlachty ruskiej przywileje stanowe otrzymali dopiero w 1434 roku, wielkość swego rodu budowali w ciągu kolejnych stuleci, począwszy od lokalnych godności i dzierżaw. Jan Dzieduszycki (1462-1533), uważany za protoplastę rodu, prawdopodobnie przeszedł na katolicyzm, co było krokiem w kierunku asymilacji ze szlacheckimi elitami polskimi. Na początku XVII wieku Jerzy Dzieduszycki (1575-1641) był już kasztelanem lubaczowskim, co gwarantowało mu miejsce w senacie. W ciągu wieków XVII i XVIII Dzieduszyccy umacniali swą pozycję polityczną i – również poprzez korzystne mariaże – majątkową.

W wieku XIX mamy do czynienia z dwoma liniami rodu Dzieduszyckich, wywodzącymi się od dwóch braci: bogatego i wpływowego Tadeusza Gerwazego (1724-1777) oraz młodszego, wiodącego skromniejszy żywot Dominika Herakliusza (1727-1804). Z linii Tadeusza Gerwazego, której tytuł hrabiowski przyznany został w roku 1775, zwanej – od utworzonej w roku 1893 ordynacji – linią poturzycko-zarzecką, wywodził się, między innymi, Włodzimierz Dzieduszycki (1825-1899), przyrodnik, kolekcjoner, działacz społeczny, założyciel Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie5.

Dominik Herakliusz uzyskał dyplom hrabiowski dla siebie i swoich potomków w roku 1777. Był on dwukrotnie żonaty i miał dwanaścioro dzieci. Spośród czterech synów z drugiego małżeństwa Dominika z Julią Bielską trzeba w tym miejscu wspomnieć o Kajetanie Janie Dzieduszyckim (1772-1842), który poprzez małżeństwo z Florentyną Dunin Borkowską wszedł w posiadanie Jezupola. Synem Kajetana był Władysław Dzieduszycki (1821-1868), znany hodowca koni i poseł na Sejm Galicyjski, w którym jednak nie odnosił takich sukcesów, jak w swoich stajniach. Władysław odziedziczył klucz jezupolski po śmierci ojca, w roku 1843, a w roku 1847 poślubił Antoninę z Mazarakich, z którą miał dwoje dzieci: Marię i Wojciecha (1848-1909)6.

Obdarzony dużym temperamentem, ale i niezwykle pracowity, młody Wojciech odbierał początkowo wykształcenie domowe. Nauczył się kilku języków nowożytnych oraz greki i łaciny, nabrał też nawyku pilnej lektury książek. Edukacja ta przybierała często niezwykłe formy i spotykała się z krytycznymi ocenami:

Kiedy [Dzieduszycki – przyp.TJ] był małym chłopcem, jeszcze za życia ojca, masztalerz ojca robił jednemu z jego przyjaciół uwagę, że młody panicz tak się dziwnie chowa i uczy, że chyba wyrośnie na wielkiego dziwaka: wyłazi na drzewo, siada na gałęzi i tam godzinami czyta i czyta7.

Skutkiem takiego kształcenia było wyrobienie sobie przez młodego człowieka renesansowego z ducha przekonania, zgodnie z którym jednostka była w stanie opanować wiele dyscyplin wiedzy i realizować się w wielu dziedzinach. W obszarze twórczej aktywności Dzieduszyckiego znalazły się, między innymi: polityka, publicystyka, filozofia, psychologia, historia sztuki, estetyka, archeologia, pedagogika, spirytyzm i mediumizm, wreszcie literatura. Pod wpływem matki młody Wojciech stał się bardzo religijny. „Często się modlił i spowiadał, a nawet marzył, że kiedyś wywędruje na pustynię, aby w pustelni prowadzić ascetyczne, świątobliwe życie”8.

Kolejnym etapem jego edukacji było elitarne Theresianum w Wiedniu. W stolicy Habsburgów uzyskał doktorat z filozofii (1871) i ukończył studia prawnicze (1872). W tym czasie był prezesem „Ogniska” – stowarzyszenia studentów polskich w Wiedniu. Odbył podróże do Włoch i Grecji, z czasem zwiedził też większość krajów europejskich, poznając zabytki i zwiedzając galerie sztuki. W 1873 roku poślubił swą daleką kuzynkę Sewerynę Dzieduszycką (1852-1925), córkę hrabiego Aleksandra i Domicelli z Pietruskich herbu Starykoń. Jak czytamy we wspomnieniu:

Panna młoda nie reprezentowała nadzwyczajnej inteligencji lub wykształcenia. Otrzymała domowe, szablonowe wychowanie według recepty ówcześnie ogólnie przyjętej. Guwernantki nauczyły ją tylko języka francuskiego, muzyki, początków historii i literatury – inne dziedziny wiedzy pozostały na zawsze dla niej obce. Mąż wybitnie górował nad nią intelektem, natomiast ona była bardziej praktyczna życiowo. Początkowo żyli zupełnie zgodnie, lecz po upływie kilku lat zaczęli się kłócić, aby na starość przyzwyczaić się do siebie9.

Państwo Dzieduszyccy wkrótce po ślubie dochowali się dwójki dzieci, córki Antoniny Marii, urodzonej w roku 1874, oraz syna Władysława Jakuba, urodzonego rok później10. Początkowo Dzieduszyccy gospodarowali w Olszanicy, w powiecie tłumackim, po śmierci matki Wojciecha w 1880 roku objęli Jezupol, a w roku 1883 Wojciech Dzieduszycki odziedziczył także po stryju Julianie Jarczowce. Z tego mniej więcej okresu pochodzi szczegółowy, kraniologiczny opis wyglądu zewnętrznego pióra anonimowego autora, który podróżował z Dzieduszyckim wspólnie w przedziale wagonu kolejowego:

Czaszka podługowata, twarz ściągła, oczy wielkie niebieskie, włosy blond, nos potężny, garbaty, odznaczały go od kwadratowego, płaskonosego, na wpół turańskiego typu ludowej słowiańszczyzny i wskazywały na pochodzenie aryjskie z rasy wojowników i zdobywców. Nie było jednak w twarzy żadnej cechy wybitnie narodowej. Przeciwnie proporcje raczej przypominały pewne rysy angielskie. Smukłością i niepozornością budowy, niskością czoła, długością dolnej części twarzy poniżej ust, przy mniejszej regularności, jest to typ podobny do Wellingtona i do setek żołnierskich rodzin czysto angielskich, tak się różniących od okazałych i atletycznych postaci wielkoludów celtyckich i szkockich, ale je przewyższających niezłomnym hartem duszy i wytrzymałością fizyczną11.

Ważną część biografii Dzieduszyckiego stanowiła jego kariera polityczna, która rozwijała się kolejno od Rady Powiatowej w Stanisławowie (1874) i stanowiska członka wydziału w Radzie Powiatowej w Tłumaczu (1874), poprzez posłowanie do Sejmu Krajowego (po raz pierwszy wybrany w 1876 roku z I kurii wielkiej własności ziemskiej w obwodzie stanisławowskim), aż po Radę Państwa, w której po raz pierwszy zasiadł jako poseł w roku 1879. W pierwszym okresie działalności w Radzie Państwa Dzieduszycki nie mógł jednakże pokazać swoich możliwości, ponieważ Kołem Polskim twardą ręką rządził Kazimierz Grocholski i posłuszni mu starzy posłowie. W 1885 roku złożył mandat i powrócił do rodzinnego majątku w Jezupolu, gdzie spędził kolejne dziesięć lat życia, poświęcając się pracy umysłowej i pisarskiej.

Ponownie pojawił się Dzieduszycki w Radzie Państwa w roku 1895. Otrzymał tytuł tajnego radcy dworu z tytułem „Ekscelencji” (1898), był wiceprezesem (od 1900), a następnie prezesem Koła Polskiego (1904-1906). W roku 1906 został ministrem do spraw Galicji w gabinecie Maxa Vladimira Becka, ale już w roku 1907 złożył ten urząd ze względu na szereg koncesji, które poczynił Beck na rzecz Rusinów bez konsultacji z ministrem dla Galicji. Wówczas powrócił do parlamentu i piastował już do śmierci stanowisko wiceprezesa Koła Polskiego. W roku 1907 został odznaczony austriackim Orderem Żelaznej Korony I klasy12. Jako polityk cechował się Dzieduszycki silną wolą, znajomością ludzkich charakterów oraz darem wymowy (pod tym względem ustępował tylko „złotoustemu” Ignacemu Daszyńskiemu), co czyniło go świetnym negocjatorem i parlamentarzystą. Ze względu na chaotyczność i roztargnienie dużo gorzej radził sobie jako minister-urzędnik. Był z pewnością politykiem szanowanym i popularnym – z jego zdaniem liczyli się przedstawiciele rządu, cieszył się też uznaniem w sferach dyplomatycznych. Jego przemówienia sejmowe drukowały galicyjskie pisma różnych orientacji, a przedrukowywała prasa wielkopolska; wpływał więc na poglądy Polaków w różnych zaborach. Do legendy wśród okolicznej ludności, pielęgnowanej jeszcze wiele lat po śmierci Dzieduszyckiego, przeszła wizyta w Jezupolu w roku 1905 posła japońskiego w Wiedniu Nabuaki Makino13.

W Sejmie Krajowym Dzieduszycki był założycielem grupy ateńczyków (nazwa ukuta od książki Dzieduszyckiego Ateny), reprezentującej wyższy poziom refleksji politycznej, niż większość reprezentantów Wschodniej Galicji, zwanych „podolakami” lub „żubrami podolskimi”. Ateńczycy sprzeciwiali się nadmiernemu lojalizmowi krakowskich stańczyków, choć podobnie jak stańczycy nie głosili haseł walki o niepodległość. Osobistą zasługą Dzieduszyckiego było przyjęcie przez Sejm Krajowy w 1878 roku uchwały, zgodnie z którą Koło Polskie w Wiedniu miało się zawsze uważać za emanację Sejmu Krajowego i zachowywać wewnętrzną solidarność14.

Poglądy polityczne Dzieduszyckiego można określić mianem konserwatywnych. Był zwolennikiem odzyskania przez Polskę niepodległości, ale odkładał tę kwestię na przyszłość, uznając, że w istniejącej sytuacji większy pożytek przyniesie Polakom legalne działanie w ramach państw zaborczych, aniżeli skazana na klęskę walka konspiracyjna. Ostrzegał przed nowymi teoriami naukowymi i ruchami społecznymi, takimi jak: naturalizm, darwinizm i socjalizm, widząc w nich zagrożenie dla religii, rodziny i społeczeństwa; zwalczał anarchizm i nihilizm. Kwestie te zostaną omówione szczegółowo w kolejnym rozdziale.

Dzieduszycki przez wiele lat, praktycznie do końca życia, zajmował się sprawą ruską. Uznawał narodową i kulturową odrębność Rusinów, popierał tworzenie szkół dwujęzycznych w Galicji Wschodniej, był konsekwentnym i wytrwałym zwolennikiem ugody, jednak „w praktyce ugodę tę rozumiał jako swoisty polski patriarchat nad Ukraińcami (przynajmniej w sferze politycznej)”15. Widział, w nawiązaniu do idei państwa Jagiellonów, naród ruski w obrębie wielonarodowościowej mozaiki pod polityczną zwierzchnością Polski, czy (pod zaborem austriackim) – Polaków, odmawiając tym samym ludności ruskiej prawa do samodzielnego bytu politycznego16.

Oprócz polityki, Dzieduszycki był także aktywny w innych obszarach działalności publicznej. Spośród licznych funkcji, które piastował, wymienić należy stanowisko prezesa Krajowego Towarzystwa Archeologicznego (1881-1892), czy wiceprezesa Koła Literacko-Artystycznego we Lwowie (1894-1895). Szczególnie mocno zaangażował się w sprawy oświaty w Galicji, będąc, między innymi, zastępcą przewodniczącego Rady Wykonawczej Macierzy Polskiej (1888-1895) i piastując urząd członka Rady Szkolnej Krajowej (1895-1904)17.

Wiele uwagi poświęcił Dzieduszycki kwestii pedagogiki i systemu edukacji. Uwagi na ten temat zawarł w Listach ze wsi i w Listach o wychowaniu. Był przeciwnikiem przeładowywania programów szkolnych wiedzą teoretyczną, przy zaniedbaniu umiejętności praktycznych i kondycji fizycznej uczniów. Z niepokojem obserwował, jak chłopi i rzemieślnicy za wszelką cenę chcieli kształcić swych synów na inteligentów (co sprowadzało się zwykle do objęcia przez nich słabo opłacanych posad urzędniczych). Zamiast posyłania jak największej ilości uczniów do klasycznych gimnazjów, postulował kształcenie większości młodzieży w szkołach o profilu praktycznym, przygotowującym do zawodu. Plany konkretnych reform systemu edukacji wielokrotnie przedstawiał w Sejmie Krajowym.

W roku 1870 Dzieduszycki poznał w Krynicy Józefa Kremera, który zainteresował go estetyką i zachęcił do pisania. Potwierdza to początek pierwszej książkowej publikacji Dzieduszyckiego, Fantazji (drukowanych pierwotnie w „Czasie” w roku 1871):

Dziełko niniejsze powstało prawie mimo woli autora. Pewna pogadanka w Krynicy pierwszą Fantazję na świat wywołała; a następne, jakoś same przez się, nieproszone, z pierwszej wypłynęły. Gdy powstało kilka takich fantazji, zaczęły się domagać złączenia w jedną książeczkę. I w ten sposób wychodzi na świat moje dziecię pierworodne18.

Inspirujący filozoficznie mógł być pobyt w Jezupolu w roku 1885 Kazimierza Twardowskiego, wówczas młodego studenta uniwersytetu wiedeńskiego, który pełnił tam funkcję nauczyciela domowego młodego panicza Władysława19.

Wśród prac hrabiego Dzieduszyckiego, poświęconych zagadnieniom filozoficznym, wymienić trzeba książkę Roztrząsania filozoficzne o podstawach pewności ludzkiej (Lwów 1892), w której próbował „usunąć wykopaną przez Kanta przepaść między wiedzą a wiarą, szukał źródeł pewności wiedzy i znalazł je w sumieniu, które miało obejmować zarówno fakt samowiedzy, jak i intuicyjne poczucie powinności moralnej. Na intuicji moralnej gruntował metafizyczne prawdy: istnienie Boga, nieśmiertelność duszy i wolność woli”20. Wspomnieć należy również o rozprawie O wiedzy ludzkiej (Lwów 1895), a także Wykładach o pierwszej filozofii (Warszawa 1880) oraz Historii filozofii. t. 1: Historia starożytna (Brody 1914). W rozprawie Mesjanizm polski a prawda dziejów (Kraków 1901) Dzieduszycki dokonał krytyki mesjanizmu romantycznego i przedstawił własną propozycję neomesjanizmu. W swej ostatniej, wydanej pośmiertnie książce Dokąd nam iść wypada? (Lwów-Brody 1910), autor dokonał zakrojonej na szeroką skalę, opartej o rozległą wiedzę historyczną analizy i oceny sytuacji, w której znalazła się cywilizacja ludzka i podjął się w oparciu o te rozważania próby wyciągnięcia wniosków co do możliwych dalszych jej losów.

Zagadnieniom estetycznym Dzieduszycki poświęcił dwa tomy Studiów estetycznych (Lwów 1878-1881), w których jednakże nad aspektem teoretycznym dominuje rys historyczny rozwoju sztuk plastycznych i żywe opisy konkretnych dzieł sztuki. Do platońskiej teorii idei Piękna nawiązuje praca Dzieduszyckiego Rzecz o uczuciach ludzkich (Lwów 1902). Tematyka filozoficzna, obyczajowa i moralna pojawia się także w powieści-traktacie Władysław. Romans filozoficzny (Lwów 1872), w Listach o wychowaniu („Gazeta Narodowa” 1892) oraz w licznych tekstach publicystycznych.

Dzieduszycki wygłosił wiele prelekcji i odczytów popularyzujących tematykę filozoficzną, przedrukowywanych później w czasopismach. W roku 1894 uzyskał tytuł docenta, a w 1896 r. został profesorem nadzwyczajnym estetyki i filozofii na uniwersytecie lwowskim. Za rozprawę Wiadomości starożytnych o geografii ziem polskich (1887) został wybrany członkiem-korespondentem Akademii Umiejętności w Krakowie. Jako konserwator urzędowy prowadził też konserwację wielu kościołów i cerkwi w Galicji Wschodniej.

Mimo dużej ilości opublikowanych tekstów, które stanowią ponoć zaledwie połowę tego, co napisał21, Dzieduszycki utrwalił się w pamięci swoich współczesnych przede wszystkim dzięki bezpośredniemu kontaktowi, za sprawą swej niezwykłej osobowości, przechodząc tym samym do anegdoty i legendy życia intelektualnego w Galicji. Piszący o nim podkreślają jego erudycję i charyzmę. Uchodził za polihistora, mającego dar pamiętania prawie wszystkiego, co kiedykolwiek przeczytał, prawdziwego „człowieka renesansu”. Niczym „ostatni Sokrates” chodził po ulicach Lwowa czy Wiednia, bądź przesiadywał w słynnej, gromadzącej polskie elity wiedeńskiej kawiarni Puchera i dyskutował, zbijając fałszywe poglądy i głosząc własne. Jego wysoka, szczupła postać o inteligentnej, ozdobionej długimi wąsami twarzy z daleka rzucała się w oczy22. Szczególnie po śmierci autora Mesjanizmu niektórzy wspominający go uderzali w ton patetyczny, sięgając do konwencji neoromantycznej i przedstawiając go jako postać posągową, męża opatrznościowego23.

Zupełnie inny od zarysowanego powyżej portret Dzieduszyckiego wyłania się z kart Pamiętników Kazimierza Chłędowskiego. Warto przytoczyć te fragmenty jego wspomnień ze względu na ich koloryt, zdając sobie sprawę z subiektywnej perspektywy i nacechowania emocjonalnego relacji autorstwa politycznego adwersarza Dzieduszyckiego. Stanowi ona doskonały kontrapunkt dla wspomnień o charakterze apologetycznym, przez co obraz, który powstaje w oparciu o konfrontację tych różnych opinii i punktów widzenia, staje się pełniejszy.

Tunio (Wojciech) Dzieduszycki bywał częstym gościem w naszym towarzystwie. Tunio skończył był gimnazjum w Teresianum w Wiedniu, a w czasach, o których mówię, zdaje mi się, że zdawał doktorat i pisał rozmaite rzeczy, a przede wszystkim dramaty. Uważaliśmy go już nie za bardzo oryginalnego, ale za pół wariata. Brzydki był jak nieszczęście: długi, pochylony blondyn o nie ostrzyżonych, nie uczesanych włosach, opryszczonej, także długiej twarzy, wielkim nosie, szerokich ustach, z których zawsze obrzydliwa wychodziła piana. Jedyne niebieskie oko, chociaż w brzydkiej oprawie, świeciło poczciwie. Tunio mówił ochrypłym, a zarazem nosowym głosem, w ruchach był niezgrabnym jak pawian, śmiał się krótkim, gardłowym, urywanym śmiechem, a kto nie lubił na siebie zwracać uwagi, nie powinien był wychodzić z nim na ulicę. Umysł jego pełen był najdziwaczniejszych pomysłów i psot najdzikszych, w ubraniu niemożliwie się zaniedbywał, co mu na zawsze zostało. Spodnie wiecznie mu opadały, spod kamizelki wątpliwej czystości wychodziła koszula, surdut pomięty, zawalany, krawat przekręcony kokardą pod ucho, kapelusz nie wyczyszczony od lat kilku24.

Chłędowski podkreśla niepospolitą pamięć i wiedzę Dzieduszyckiego, dodając jednak, że „erudycję swoją umiał jeszcze podnosić niepospolitą pod tym względem blagą”25. Większość utworów literackich Dzieduszyckiego uznaje Chłędowski za mierne, stanowiące owoc aktywności chorej wyobraźni, jego pisma filozoficzne za wtórne i w większości przypadków kompilowane „i to nie z dzieł pierwszorzędnej wartości, ale z niemieckich lub francuskich kompendiów”26, zarzucając jednocześnie Dzieduszyckiemu elementarne braki w wiedzy z zakresu historii sztuki oraz brak gustu w urządzeniu własnego mieszkania. Karierę polityczną Dzieduszyckiego uznawał za efekt ambicji jego żony – Seweryny, uważając, że hrabia Wojciech zupełnie się do pełnienia funkcji politycznych nie nadawał:

…mimo tajnego radcostwa Wojciech chodził w dziurawych butach, wyciągał z kieszeni chustkę brudniejszą od najbrudniejszej ścierki, dłubał w nosie coram populojak dawniej i spodni na guziki nie zapinał. […] Nigdym nie rozumiał, jakim sposobem się to stało, że nasze społeczeństwo mogło Wojciecha brać na serio, […] że go wybierało do sejmu i do Rady Państwa; chyba konfuzja, jaka zapanowała w naszym kraju, zrównała się już z konfuzją mieszczącą się w głowie Dzieduszyckiego27.

Chłędowski nie oszczędził nawet córki Dzieduszyckiego, Antoniny, „Ninusi, wielkiej Ninusi, mogącej uchodzić za Brunhildę, gdyby nie miała jasno konopiastych włosów i spojrzenia zbłąkanej owcy”28.

Mimo iż autor cytowanego we wstępie do niniejszej pracy stwierdzenia zżymał się także, że Dzieduszycki bardziej niż z działalnością umysłową kojarzony bywa ze zwyczajem jedzenia w pociągu jaj na twardo, które wyciągał z kieszeni swego podniszczonego „paletota”, nie sposób nie przytoczyć w tym miejscu którejś z licznych anegdot o autorze Baśni nad baśniami, mającym opinię salonowego enfant terrible i gorszyciela „starych ciotek”. Warto przytoczyć choćby tę, jak to jego osobisty sekretarz namawiał hrabiego Wojtka do wzięcia udziału w pogrzebie Juliana Klaczki, mówiąc, że nie wypada, aby nie był na pogrzebie swego wieloletniego przyjaciela. Dzieduszycki miał odpowiedzieć „Klaczko na moim pogrzebie także nie będzie!”29. Zabawna jest też następująca historia:

Ogólną wesołość w całej Galicji wywołało również przemówienie pana Wojciecha wygłoszone na zebraniu, w którym brał udział Dawid Abrahamowicz. Znany ówczesny polityk konserwatywny, Ormianin z pochodzenia, według zupełnie prawdopodobnej plotki był hermafrodytą, na co zresztą wskazywał jego wygląd: przesadna otyłość i kobiece rysy twarzy. Zaliczając go do „trzeciej płci” Dzieduszycki rozpoczął mowę słowami: – Panie, panowie i ty, Dawidzie Abrahamowiczu!30.

Dzieduszycki był sceptykiem, ale pełnym dowcipu i życzliwości. Mimo mentorskiej, patriarchalnej postawy zachował optymizm i świeżość umysłu, lubił młodych ludzi i pomagał im. Seminaria prowadził w kawiarni albo w swoim pokoju hotelowym, za co uwielbiali go studenci; władze uniwersyteckie takie postępowanie wprawiało w zakłopotanie.

Mieszane odczucia budzą informacje o seansach spirytystycznych, odbywających się w Jezupolu, podczas których zjawiały się ponoć duchy Piotra Skargi i Aleksandra Fredry. Duch wielkiego komediopisarza rysował podobno nawet projekty sukien dla pani Seweryny. Zachowała się taka oto relacja zaprzyjaźnionego z Dzieduszyckim lwowskiego lekarza Bronisława Nałęcz-Skałkowskiego, wydana wkrótce po śmierci autora Aten:

Siedziałem przy moim biurku. Fotel, gdzie zawsze siadywały chore, stał naprzeciw na zwykłym miejscu, a śp. hr. Wojciech chodził po pokoju. Rozmowa zeszła na pojęcie Boga, na nasze na ziemi przeznaczenie itp., kiedy nagle poczułem rodzaj dreszczyku, który po mnie przeszedł (zazwyczaj mówi się: „śmierć koło mnie przeszła”) a równocześnie śp. Wojciech zwraca się do mnie i mówi: „jest ktoś!” „jeżeli będę mówił, to pisz”. Osunął się na fotel, twarz mu się dziwnie, w sposób dla lekarza wprost niepokojący zmieniła, stała się do maski podobną, zwykłe zaczerwienienie połowiczne twarzy, która stała się bladą, ustąpiło i głosem zmienionym zaczął dyktować. Nie miałem po prawdzie nawet przygotowanego papieru, tylko na świstkach, jakie były na biurku, pisałem słowa, które jakimś dziwnym głosem wymawiał. Pisałem pilnie, słowo za słowem, nie zdając sobie nawet sprawy z treści tego, co piszę, więcej zajęty stanem fizycznym hrabiego, który dla mnie, jako lekarza, zdawał się budzić pewne obawy. Wreszcie padło ostatnie słowo „Krasiński” i śp. Wojciech przyszedł do siebie. Był bardzo wyczerpany i zażądał wódki31.

W tym samym wspomnieniu czytamy, że Dzieduszycki twierdził również, że podczas jednego z publicznych wystąpień na obchodzie Kościuszkowskim przemawiał przezeń duch Juliusza Słowackiego. Trudno niestety stwierdzić, czy były to kolejne „dowcipy ekscelencji”, czy też Dzieduszycki rzeczywiście kontaktował się z mieszkańcami zaświatów, co ponoć koiło jego lęk przed śmiercią i upewniało o istnieniu życia zagrobowego. Na pewno jednak traktował spirytyzm poważnie, poświęcając przedstawieniu tego zjawiska kilkadziesiąt stron uwagi w swoich Listach czytelnika.

Na ostatnich latach życia Dzieduszyckiego położyła się cieniem ciężka, przewlekła choroba córki. Ojciec zamartwiał się, obawiając się, iż choroba jest nieuleczalna32. 22 marca 1909 roku Dzieduszycki był mocno podekscytowany bieżącymi wydarzeniami politycznymi: sporem austriacko-rosyjskim, wywołanym aneksją przez Austro-Węgry Bośni i Hercegowiny; spodziewał się wybuchu wojny. Z pozoru pełny sił, wspominał, że chce się wybrać w podróż do Wenecji, aby podziwiać Raj Tintoretta33. W nocy dało o sobie jednak znać narastające od lat zwapnienie naczyń krwionośnych i Wojciech Dzieduszycki zmarł we śnie na atak serca34, w Wiedniu – tym samym mieście, w którym w roku 1868 zmarł jego ojciec Władysław35. Pochowany został w rodzinnym Jezupolu.

Jak pisał przyjaciel Dzieduszyckiego, Juliusz Twardowski:

Pan Wojciech w kontuszu, narodowym ubiorze, przedstawiał w obszytym futrem kołpaku z piórami czapli na sędziwej głowie niezapomniany widok i niejeden posiwiały bojownik całował pełen wdzięczności zimną rękę hetmana. Jak za życia, tak i po śmierci otaczało go wiele czci, jak za życia, tak i po śmierci nie miał wrogów, a wszyscy mężowie prawego charakteru, wszyscy cywilizowani ludzie dobrych obyczajów mogli powiedzieć: on był nasz!36

Marian Leszczyński

Pamięci Wojciecha hr. Dzieduszyckiego
Zmarłego nagle w Wiedniu 22. marca 1909 r.

Gdy ponad ziemią naszą chmury przeciągają 

Brzemienne w grom i burzę, – w dali może świta…

Ty Polsko milczeć musisz, choć drżenia wstrząsają,

Boś łańcuchem niewoli od wieku spowita

***

Dlaczego więc Wojciechu w tej przełomu stronie

Rzuciłeś nas na zawsze – bez słów pożegnania?

O Ty polski Seneko, Ty nasz Ciceronie!

Czy z trosk Ci serce pękło przed chwilą skonania?

 

Tyś stał zawsze jak żuraw na spraw naszych straży;

Zawsze czujny i wierny, niezrażon klęskami,

Służyłeś swej Ojczyźnie tak – jak honor każe!

Któż dziś Cię nam zastąpi, w zapasach z wrogami?

 

W chwilach ciężkich walczyłeś, jak wódz u wyłomu

Aby potem znów zasnąć, jak żołnierz – w szeregu;

Dlatego dziś żal głośny w każdym polskim domu:

Dlaczegoś nas opuścił – u nadziei brzegu?

 

Myśli Twoje szerokie ogarniały kręgi

Głosiłeś je otwarcie, śmiało i bez trwogi;

A snuły się wciąż one – jakby złote wstęgi,

By nas przestrzegać, bronić lub wskazywać drogi.

 

Na zawsze nam umilkłeś Ty nasz złotousty

Ażeby zanieść prośbę przed majestat Boga

By skrzepił serca nasze, by srogie dopusty

Powstrzymał ręką Swoją, a skruszył moc wroga.

***

Wracają na sen wieczny do rodzinnej ziemi

Okryte kirem trumny strudzonych szermierzy,

A my pytamy trwożni, żałobni i niemi:

Czy w miejsce tych co legli – stanie zastęp świeży?

 

Jakie losy nam kryją tajniki przyszłości?

A jakie lata jeszcze upłyną i wiele

Nim z posiewu ich myśli – ze szczątków ich kości

Dojrzeje kwiat i owoc – powstaną mściciele…

 

Obozowisko, dnia 27. marca 1909.37

Stowarzyszenie Związek Rodowy Dzieduszyckich Herbu Sas dziękuje Panu dr Tomaszowi Jakubcowi i wydawnictwu Księgarnia Akademicka za udzielenie zgody na publikację artykułu o Wojciechu Dzieduszyckim.
  1. Jezupol – miejscowość w Galicji Wschodniej (dzisiejsza Ukraina), około 20 km na północny wschód od Stanisławowa. Pierwsze wzmianki o Jezupolu pochodzą z XV wieku, kiedy to osada nosiła jeszcze dawną nazwę Czesybiesy. W roku 1437 miejscowość kupił Michał z Buczacza, kasztelan halicki, potem przeszła ona w ręce rodu Kamienieckich. Z czasem Czesybiesy urosły do rangi miasteczka. W roku 1594 miasteczko i okolica zostały zniszczone przez Tatarów. Ówczesny właściciel, Jakub Potocki, wykonując złożone śluby dziękczynne za cudowne ocalenie, ufundował kościół i klasztor Dominikanów (rozebrany ostatecznie w 1775 roku) i zmienił nazwę miejscowości na Jezupol, co miało się wiązać ze szczęśliwym wypadem na Tatarów z płonącego zamku i okrzykiem „Jezu daj pole”. W ciągu wieku XVII Jezupol był systematycznie najeżdżany przez Tatarów. XVIII stulecie było dla miejscowości, stanowiącej już własność rodziny Jabłonowskich, łaskawsze. W roku 1772, po pierwszym rozbiorze Polski, miasteczko przeszło pod zabór austriacki. Rok 1809 przyniósł krótki epizod z wkroczeniem do Galicji Wschodniej wojsk polskich z terenu Księstwa Warszawskiego. W roku 1816 ks. Teresa Jabłonowska odstąpiła majątek jezupolski Julii z Lanckorońskich hr. Dunin Borkowskiej. Pół roku później córka Julii, Florentyna, wyszła za mąż za Kajetana Jana Dzieduszyckiego, który zajął się gospodarowaniem w podupadłym majątku. W ten właśnie sposób klucz jezupolski stał się własnością Dzieduszyckich. Dwór, który zamieszkiwał Wojciech Dzieduszycki, zbudował około roku 1840 Kajetan Jan Dzieduszycki, tuż obok popadającego w ruinę zamku, który wkrótce potem rozebrano. W roku 1894 dwór powiększył i przebudował na pałac Władysław Dzieduszycki, syn Wojciecha. W czasie ofensywy rosyjskiej w 1914 roku pałac jezupolski został spalony, najcenniejsze przedmioty zdołano jednak ukryć. W 1925 roku dwór został odbudowany, ale już w skromniejszym kształcie. Umieszczono w nim wszystkie ocalałe dzieła sztuki i księgozbiór. We wrześniu 1939 roku właściciele musieli ostatecznie opuścić Jezupol, zabierając tylko niewielką liczbę książek i niektóre dzieła sztuki (por. R. Aftanazy, Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej, t. 7, Wrocław 1995, s. 78-82; A. Czołowski, Z przeszłości Jezupola i okolicy, Lwów 1890).
  2. K. Karolczak, Dzieduszyccy. Dzieje rodu. Linia poturzycko-zarzecka, Kraków 2000, s. 22.
  3. Ibidem, s. 24.
  4. Herb Sas (Drag), w odmianie używanej przez Dzieduszyckich przedstawiał się następująco: „W polu błękitnym nad księżycem złotym między dwiema takimi samymi gwiazdami sześciopromiennymi strzała srebrna. W klejnocie nad hełmem w koronie pawi ogon przeszyty strzałą w lewo”. Ród Dragów-Sasów miał przybyć na Ruś Halicką z Marmaroszu, co potwierdza hipotezę o południowych korzeniach Dzieduszyckich. Zasadniczym terenem występowania herbu była Ruś Halicka i Litwa, pieczętowało się nim kilkaset rodów szlacheckich (por. S. Górzyński, J. Kochanowski, A. Jońca (rys.), Herby szlachty polskiej, Warszawa 1994, s. 139-141).
  5. Linii poturzycko-zarzeckiej i losom jej przedstawicieli w XIX i XX wieku poświęcił cytowaną powyżej pracę Kazimierz Karolczak (por. K. Karolczak, Dzieduszyccy…).
  6. M. Tyrowicz, Władysław Dzieduszycki, (w:) Polski Słownik Biograficzny, T. VI, Kraków 1948, s. 122-123.
  7. S. Tarnowski, Wojciech Dzieduszycki. Wspomnienie pośmiertne, „Przegląd Polski”, t. 172, Kraków 1909, s. 2-3.
  8. A. Piskor, Ostatni Sokrates, w: tegoż,  Siedem ekscelencji i jedna dama, Warszawa 1939, s. 287.
  9. Ibidem, s. 283-284. Pośrednie potwierdzenie takiego obrazu małżeństwa Dzieduszyckich przez samego Wojciecha znajdujemy w jego rozprawie Dokąd nam iść wypada?, gdzie tak pisze o małżeństwie w ogóle: „Zrazu, po ślubie, przychodzą najczęściej zawody i nieporozumienia, starcia wyobrażeń i starcia charakterów. Małżonkowie muszą przetrwać miesiące i lata tłumionej niezgody (…) i przyjdzie wreszcie chwila, w której ustalone już małżeństwo, z uśmiechem tylko dawne wspomina nieporozumienia” (W. Dzieduszycki, Dokąd nam iść wypada?, Lwów-Brody 1910, s. 141-142).
  10. Teresa Zielińska w popularnym opracowaniu Poczet polskich rodów arystokratycznych błędnie podaje, że Dzieduszycki miał tylko syna – jedynaka (por. T. Zielińska, Poczet polskich rodów arystokratycznych,Warszawa 1997, s. 112). Synem Władysława Dzieduszyckiego (1875-1940) i Ewy z Koziebrodzkich, a zatem wnukiem po mieczu Wojciecha Dzieduszyckiego (1848-1909) był Wojciech Dzieduszycki (1912-2008), znany aktor, śpiewak, autor tekstów kabaretowych, działacz kulturalny, dziennikarz, recenzent muzyczny i teatralny oraz inżynier, twórca kabaretu Dymek z papierosa oraz receptury mąki wrocławskiej.
  11. (Anonim), Wojciech Dzieduszycki, „Pomoc Własna”, 1886, nr 2, s. 6.
  12. Informacje o karierze politycznej Dzieduszyckiego – por. K. K. Daszyk, Osobliwy Podolak. W kręgu myśli historiozoficznej i społeczno-politycznej Wojciecha hr. Dzieduszyckiego, Kraków 1993,s. 14-15.
  13. A. Piskor, Ostatni Sokrates, s. 318.
  14. Program solidarności polskich przedstawicieli w Radzie Państwa przedstawił Dzieduszycki w rozprawie Przesilenie parlamentaryzmu (W. Dzieduszycki, Przesilenie parlamentaryzmu, Lwów 1900).
  15. K. K. Daszyk, Osobliwy Podolak…, s. 101.
  16. Najwięcej uwagi problematyce ukraińskiej poświęcił Dzieduszycki w Listach ze wsi, cyklu felietonów drukowanych w latach 1889-1890 i 1893 w lwowskiej „Gazecie Narodowej”. Listy ze wsi z lat 1889-1890 ukazały się również w dwutomowym wydaniu książkowym (W. Dzieduszycki, Listy ze wsi, t. 1 Lwów 1889, t. 2, tamże, 1890). Więcej na ten temat piszę w artykułach: Kwestia ruska w „Listach ze wsi” Wojciecha Dzieduszyckiego w: Od strony kresów. Studia i szkice, cz. III, Kraków 2005 oraz Kwestia ukraińska w publicystyce Wojciecha Dzieduszyckiego, „Rocznik Wschodni” nr 10 (2004). Chociaż Dzieduszycki wypowiadał się ze stanowiska konserwatywnego, to jednak jego program był w stosunku do Rusinów dalece ugodowy. Tak podsumował to anonimowy autor wierszyka opublikowanego w satyrycznym „Diable” po jednej z dyskusji sejmowych na temat kwestii szkolnictwa w Galicji Wschodniej i nauczania języka ukraińskiego:
„Dzieduszycki z dawna szczery/ Druh braci Rusinów,
/W obu mowach, chciał wychować
/Wspólnej Matki synów!” („Diabeł”, 1886, nr 3, s. 3).
Zwraca uwagę użycie wielkiej litery („Matka”), czyli posłużenie się argumentem uczuciowo-historycznym, nie pragmatycznym; „bracia”, „matka” to określenia z języka związków pokrewieństwa, typowego dla orientacji konserwatywnej oraz mów wiecowych; „druh” – to słowo przejęte z języka ruskiego, co miało na celu minimalizowanie różnic ideowo-politycznych. Widać z tego, że autor wiersza postrzegał Dzieduszyckiego jako konserwatystę bliskiego sprawie ruskiej.
  17. K. K. Daszyk, Osobliwy Podolak…,s. 20.
  18. W. Dzieduszycki, Fantazje, Kraków 1871, brak numeru strony (przedmowa). Nazwisko Józefa Kremera jako znajomego i inspiratora Dzieduszyckiego pada w tej książce na stronie 91.
  19. Zapewne i dla Kazimierza Twardowskiego, przyszłego twórcy filozoficznej szkoły lwowsko-warszawskiej, pobyt w Jezupolu, podczas którego miał okazję prowadzić dysputy z wszechstronnie wykształconym właścicielem majątku, był inspirujący, z pewnością zaś był o tyle owocny, że Twardowski poznał tam swoją przyszłą żonę (por. J. Bobryk, Twardowski – teoria działania, Warszawa 2001, s. 13).
  20. Zarys dziejów filozofii polskiej 1815 – 1918, red. A. Walicki, Warszawa 1986, s. 242.
  21. A. Piskor, Ostatni Sokrates, s. 305.
  22. Ibidem.
  23. Por. zacytowane in extensona końcu niniejszego rozdziału epitafium autorstwa Mariana Leszczyńskiego. Gdyby nie przywołane w tekście utworu imię Wojciech, można by zgoła pomyśleć, że wiersz poświęcony jest pamięci… Stanisława Wyspiańskiego, a nie „kpiarza nad kpiarzami”, jak określił Dzieduszyckiego Tadeusz Żeleński-Boy (por. T. Żeleński-Boy, Słówka,Wrocław 1988, s. 253).
  24. K. Chłędowski, Pamiętniki,Wrocław 1951, t. 1, s. 153 – 154.
  25. Ibidem, s. 155.
  26. Ibidem.
  27. K. Chłędowski, Pamiętniki,t. 2, s. 278.
  28. Ibidem, s. 279.
  29. B. Szarlitt, O panu „Wojtku” Dzieduszyckim. Wspomnienia osobiste B. Szarlitta,„Naokoło Świata”, 1926, nr 32, s. 161-166.
  30. A. Piskor, Ostatni Sokrates, s. 307
  31. B. Nałęcz-Skałkowski, Ze wspomnień o spirytyzmie, Lwów 1910, s. 14. Podyktowany w trakcie tego „seansu” przez Dzieduszyckiego wiersz został przywołany przez autora cytowanej książki. Mamy tu do czynienia z problematyczną sytuacją. Trudno omawiać ten utwór jako dzieło Dzieduszyckiego, skoro on sam twierdził, że stanowił tylko medium dla Zygmunta Krasińskiego. Jak czytamy dalej: „Śp. Wojciech zaraz twierdził, że ten, co ten wiersz dyktował z całą pewnością był Krasiński. Jako dowód przytaczał użycie archaicznej formy w wierszu i rymie (…) Znawcy tacy, jak profesor Kallenbach przyznają temu utworowi wszelkie znamiona poezji Krasińskiego” (ibidem, s. 14-16). Można oczywiście całą sytuację traktować jako kolejny wybryk lubiącego żarty hrabiego, ale relacja Nałęcz-Skałkowskiego nie wskazuje na to, utrzymana jest w poważnym tonie, tak jakby jej autor dawał wiarę zaobserwowanym wydarzeniom.
  32. S. Tarnowski, Wojciech Dzieduszycki. Wspomnienie pośmiertne, op. cit., s. 8.
  33. Śmierć Ateńczyka, „Nowa Reforma”, 1909, nr 137, s. 2.
  34. W różnych źródłach można spotkać się z różną datą śmierci Dzieduszyckiego – 22 lub 23 marca 1909. Rozbieżność ta wynika zapewne z faktu, iż Dzieduszycki zmarł, wedle relacji, w nocy, czyli położył się spać 22 marca wieczorem, a znaleziono go martwego 23 marca rano, nie sposób ustalić zatem dokładnej godziny, a co za tym idzie, daty jego śmierci.
  35. Władysław Dzieduszycki zmarł 10 października 1866 roku w miejscowości Baden pod Wiedniem, gdzie przebywał na kuracji.
  36. J. Twardowski, Adalbert Graf Dzieduszycki, Wien und Leipzig, (1909), s.6, tłum. cytatu P. Korpal-Jakubec.
  37. M. Leszczyński, Pamięci Wojciecha hr. Dzieduszyckiego zmarłego nagle w Wiedniu 22. marca 1909 r., Lwów 1909.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *