„Niechaj mnie Zosia o wiersze nie prosi” czyli krótka historia rodziny Dzieduszyckich pióra Anny Dzieduszyckiej – Machnik

tekst: Anna Dzieduszycka – Machnik

W widłach Sukielu i Świcy

Rodzina Dzieduszyckich pochodzi z Rusi Halickiej. Jej starożytne gniazdo znajdowało się w widłach Sukielu i Świcy, prawego dopływu Dniestru. Do dziś znajdują się tam wsie Dzieduszyce Wielkie i Dzieduszyce Małe (po ukraińsku Didusici).

Księstwo Halickie na przełomie XI i XII wieku obejmowało dorzecze górnego i środkowego Dniestru oraz częściowo Sanu. Stolica księstwa znajdowała się w Haliczu. W roku 1199 Ruś Halicka została połączona z księstwem włodzimiersko-wołyńskim. Bojarzy haliccy ofiarowali bowiem tron księciu wołyńskiemu Romanowi Mścisławowiczowi, który połączył te dwa księstwa. Książę ten zginął w bitwie z Leszkiem Białym i Konradem Mazowieckim pod Zawichostem w 1205 roku. Jego syn Daniel “wziął od Polaków kilka warowni nadbużańskich w 1213 r.”. Rok później na tronie księstwa halickiego zasiadł królewicz węgierski Koloman, ożeniony z córką Leszka Białego Salomeą. Daniel odzyskał jednak władzę w 1238 roku, zjednoczył rozbite księstwo halickie, a w roku 1255 przyjął koronę królewską z rąk legata papieskiego. Za jego rządów w 1245 roku najazd mongolski spustoszył ziemię halicką i zmusił go do poddaństwa. Dopiero w 1323 roku bojarzy oddali tron halicki księciu mazowieckiemu Bolesławowi Trojdenowiczowi, który panował jako Jerzy II. W 1340 roku Księstwo Wołyńskie dostało się Litwinom, zaś w 1366 roku Ruś Halicka przypadła Kazimierzowi Wielkiemu.

Herb „Sas” i osady Dzieduszyce 

Według starej kroniki Wojciecha Strepy, w 1236 r. przybył na czele Węgrów “na Ruś do księcia Lwa (syna Daniela) hrabia Huyd z niemałym wojskiem, mając na chorągwi herb “Sas”, i że w towarzystwie tego księcia z Rusinami i Litwinami całe Mazowsze…spustoszył”. Działo się to za panowania Bolesława Wstydliwego. Ów Huyd, mówiący saskim językiem (tzn. niemieckim), został przez ojca księcia Lwa, Daniela – późniejszego króla Rusi od 1255 do 1266 r. –  zatrzymany, wielkimi dobrami obdarowany i z jego synowicą ożeniony. Musiał to być pan możny, gdyż na Węgrzech bito czerwone złote z herbem Sas. Pochodził on zapewne z jednej z tych licznych rodzin, które król węgierski Gejza II między 1141 a 1161 r. jako osadników z Flandrii i Niemiec sprowadził i przy wołoskich granicach osadził dla strzeżenia ich i obrony. Do dziś, po bez mała 800 latach, osadnicy niemieccy w Siedmiogrodzie nazywani są przez Rumunów Sasami. Herb Sas posiada do dziś kilkadziesiąt rodzin polskich i ukraińskich. W średniowieczu herb był, jak wiadomo, godłem łączności używających go osób, hasłem, na które stawiali się zbrojnie wszyscy jego uczestnicy. Rycerze mieli jedynie imiona, do których dodawano nazwiska od miejsca, gdzie budowali zamki i osady lub też te miejsca nazywano ich imionami,

Nasz protoplasta, pochodzący, jak się zdaje, z drużyny owego hrabiego Huyda, osiedlił się nad rzeką Świcą, prawym dopływem Dniestru. Było to nie później, niż za panowania Kazimierza Wielkiego. W XIV wieku bowiem został wydany dokument lokacyjny na budowę osad Dzieduszyce. Tam też bojarzy z rodu Dzieduszyckich budowali swe zamki. Zamków tych, lub może dworów obronnych, powstało kilka w najbliższej okolicy dzisiejszych Dzieduszyc Wielkich i Dzieduszyc Małych. Do drugiej wojny światowej pozostały jeszcze ślady po 4 lub 5 z nich. Ich historia tonie jednak w niepamięci z wyjątkiem jednego, jak się zdaje, najmłodszego, o którym opowiem za chwilę. 

Najstarsze źródła pisane, czyli proces o wieprze

Najstarsze zachowane źródła pisane dotyczące naszej rodziny pochodzą z początków XV wieku, ściślej między 1400 a 1430 r. Są to wyroki sądowe rozstrzygające przeważnie spory graniczne. Dowiadujemy się z nich np. że niejaki Iwaszko Dzedoszycki, Diedoschiczki, Dyduszyckij zatwierdza w sądzie granice swoich włości z sąsiadami lub też procesuje się o wieprze, które pasąc się w lesie, nie respektują granic jego posiadłości.

O tym, że potomkowie Iwaszki byli od dawna zasiedzieli w Dzieduszycach, świadczy zapis z akt sądowych, że aby wytyczyć granicę posiadłości Iwaszki od majątku sąsiada Tatumira Balickiego (Balicze- sąsiednia wieś koło Dzieduszyc) zwołano okolicznych starców. Dokument pochodzi z 1413 roku. Starcy ci, w jakim by nie byli wieku, urodzili się zapewne w pierwszej połowie XIV wieku, a więc jeszcze przed przyłączeniem Rusi Halickiej do Polski przez Kazimierza Wielkiego co, jak wiemy, miało miejsce w 1366 r. Wygląda więc na to, że Dzieduszyccy zamieszkiwali te ziemie już za czasów księcia Jerzego II, którym był Bolesław Trojdanowicz książę mazowiecki. On to przekazał je później Kazimierzowi Wielkiemu.

Myk, król Zygmunt Stary, Sokołów i murowany zamek

Następnym znanym z przekazów piśmiennych właścicielem Dzieduszyc był niejaki Mikołaj zwany Mysiem lub Mykiem. Miewał on spory z sąsiadami, a także zasiadał z innymi panami w sądach w czasie rozpraw, których orzeczenia wraz z nimi podpisywał. Był prawosławnym bojarem ruskim. Dopiero jego wnuk Jan, urodzony w 1462 r., związany z administracją królewską jako podsędek lwowski za panowania czterech królów od Kazimierza Jagiellończyka aż do Zygmunta Starego, przyjął wiarę rzymsko-katolicką oraz imię o brzmieniu polskim: Jan. Nie przeszkadzało to jednak by jego syn Mikołaj, a także wnuk Wacław byli nadal prawosławnymi. Ów Jan, posiadający już dość rozległe dobra, otrzymał mając 49 lat w roku 1511 od Zygmunta Starego przywilej na założenie przy Dzieduszycach miasta na prawach magdeburskich. Miasto to nazwano wpierw Dzieduszyce a potem Sokołów od przysiółka Sokołowiec. Zbudował też zamek. A były to czasy i miejsce, gdzie trzeba było strzec granic Rzeczypospolitej. O nieco ponad 100 km na południe znajdowała się granica z Mołdawią, będącą wówczas pod zwierzchnictwem silnie ekspandującej Turcji. Zamek ten był siedzibą możnego rycerza. Duży, murowany (biedniejsi bojarzy budowali drewniane dwory obronne), otoczony trzema fosami i wałami obronnymi. Dwie fosy napełnione wodą i murowana piwnica zamku zachowały się do czasu, kiedy zniszczyli je Ukraińcy po drugiej wojnie światowej. Zachowały się były również stare dęby gigantycznej grubości, pamiętające zapewne czasy powstania zamku. Zamek ten zbudowany był, jak się zdaje na podstawie zachowanych piwnic, na planie kwadratu, z podwórzem w środku i czterema basztami w narożnikach, podobnie jak zamek w Dębnie, starszy od sokołowskiego o około 30 lat. Gdy zamek był już ukończony, Jan zbudował w 1420 r. drewniany kościół pod wezwaniem św. Mikołaja i wyznaczył w akcie fundacji dziesięcinę z kilku wsi na jego utrzymanie. Pisze: “in oppido Dzieduszyce alias Sokołów”. Był bowiem właścicielem miasta, do którego sprowadził rzemieślników i na mocy prawa magdeburskiego dał im przywilej lokacyjny.

Przywileje królewskie, Mikołaj Rej, złoża soli i jedyny potomek

Dochody Jana powiększyły się z czasem, gdyż w roku 1532 otrzymał przywilej królewski na myto od 17 mostów oraz przywilej na 3 jarmarki rocznie w styczniu, maju i sierpniu. Miał już wtedy 70 lat. Wkrótce majątek jego odziedziczył syn Mikołaj, ożeniony z Anną Wilżyńską wdową, posiadającą syna z pierwszego małżeństwa. Mieszkali w zamku sokołowskim, gdzie urodził się ich syn Wacław. Bartosz Paprocki, historyk i heraldyk, nazywa tegoż Wacława człowiekiem zacnym i znacznym, kilkakrotnie obieranym posłem. Owego Wacława wspomina w swym wierszu Mikołaj Rej. “Wilżyński, Djedoszycki jednej byli matki, Choć w ojczyźnie od siebie różne mieli tatki: Jeden Polak, drugi Grek, ale się zgodzili, Bo je równo cnotami na wszem podzielili. Ci nie dbają, by kogo prawe uciskali, Więcej strzegą by komu winni nie zostali. A takie starzy ludzie Philozophy zwali, Co się strzegli wykrętów, cnoty pilnowali”. (Zwierzyniec 1562, rozdz. II, list 85). Owdowiawszy, pojął Mikołaj za żonę Annę Rejównę, siostrę Mikołaja Reja z Nagłowic.

Wacław poślubiając Zofię Oszczewską, córkę wojskiego horodelskiego i Beaty Odrowążówny, wojewodzianki ruskiej, mającej w rodzie licznych senatorów, a także świętych – Jacka, Czesława i Bronisławę w XIII w. – otrzymał z jej posagiem kilka bogatych majątków. Mieszkał jednak z rodziną na zamku w Sokołowie, mającym dopiero około 30 lat. Posiadał też we Lwowie “dworzec” z ogrodem i sadami, karczmą i kilkoma zagrodnikami pod wysokim Zamkiem. Jego syn Rafał sprzedał je później hetmanowi Żółkiewskiemu. Znaczne dochody dawały mu zapewne, odkryte przez niego na terenie jego majątku we wsi Turza, złoża soli. Stało się to, gdy w 1676 r. Stefan Batory przyznał szlachcie na sejmie koronacyjnym w paktach konwentach wyłączną własność wnętrza ziemi. Dotąd bowiem wszelkie złoża we wnętrzu ziemi były własnością króla. Dostał też od króla przywilej na tygodniowe targi w Sokołowie. Po śmierci ojca Wacław był jedynym żyjącym Dzieduszyckim i gdyby zmarł bez męskiego potomka, rodzina Dzieduszyckich przestałaby istnieć.

Siostra Wacława, Barbara, poślubiła Piotra Boratyńskiego, który został marszałkiem pamiętnego sejmu w Piotrkowie, na którym usiłowano rozdzielić Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłówną. Mąż Barbary dowoził później królową Bonę z jej orszakiem do Włoch. Barbara, po śmierci Wacława w 1585 r. wystawiła mu tablicę pamiątkową w katedrze na Wawelu.

Zasługi wojenne i udane małżeństwa

Spośród ośmiorga dzieci Wacława, dziedzicem dóbr został Jerzy (1575-1641). Miał 10 lat, gdy zmarł mu ojciec i znalazł się pod opieką jedynego starszego brata Rafała, który później zginął tragicznie, zamordowany przez pijanego pokojowca. Jerzy ożenił się z Zofią Jaskamnicką i zamieszkał w zamku w Sokołowie, który był jedną ze stannic kresowych, strzegących granic przed zagrożeniem ze strony Turków, Tatarów i Kozaków. Dwudziestoletni Jerzy wsławił się w walkach z Tatarami, ciągnącymi w 1594 roku przez Pokucie i Ruś Czerwoną na Węgry, a także z przywódcą kozackim Nalewajką i – pod Stefanem Żółkiewskim – z wołoskim Michałem.

Za zasługi wojenne dostał w wieku 29 lat od Zygmunta III Wazy kasztelanię lubaczowską, a z nią fotel w senacie. Była to wysoka godność. Senator m.in. w czasie pospolitego ruszenia przyprowadzał do wojewody rycerstwo swego powiatu. W 17 lat później (1621) król mianował go  lustratorem wszystkich dóbr królewskich w województwie ruskim, wołyńskim i bełzkim oraz miast tam się znajdujących.

Siostra Jerzego Anna Dzieduszycka poślubiła “nizwyczajnie” – jak to określano – obcokrajowca, bogatego Greka, przybyłego do Polski pod koniec panowania Zygmunta Augusta, rodem z wyspy Kandyi – Konstantego Korniakta. Przybyszowi temu przyznano w Polsce indygenat, czyli obywatelstwo polskie, polskie szlachectwo z herbem Krucini. Zakupił on wielkie dobra i został nadzorcą ceł Rusi Czerwonej. Wybudował też na rynku we Lwowie piękną kamienicę renesansową, stojącą do dziś i korniaktowską zwaną. Zbudował też w 1575 r. wieżę przy cerkwi wołoskiej oraz odrestaurował jedną z siedmiu baszt (już nieistniejącą), strzegących wówczas murów miejskich, którą zwano również korniaktową lub konstantową.

Spośród pięciorga dzieci Jerzego, dwoje obrało stan duchowny (Samuel – kanonik lwowski, Zofia- bernardynka lwowska), zaś nazwisko i dobra rodzicielskie odziedziczył drugi syn Aleksander. Urodził się, gdy ojciec miał 25 lat, a że Jerzy dożył 66-ciu lat, syn jego czekał na spadek 41 lat. Aleksander jako 26-cio letni młodzieniec w roku 1626 ożenił się z Anną Czuryłówną, posażną i spokrewnioną z możnymi wówczas familiami, panną. Babka jej Zofia Lanckorońska, matka Herburtówna, druga jej babka Jazłowiecka była córką wojewody ruskiego Jerzego Jazłowieckiego z Buczacza, hetmana wielkiego koronnego, i Elżbiety Tarłównej. Wiele możnych rodów w tamtych czasach wygasło nie doczekawszy się męskiego potomka. Tak też stało się w wypadku rodu Czuryłów. Według prawa córki dziedziczyły 1/4 majątku, reszta przypadała synom. Gdy zaś synów nie było, córki dziedziczyły wszystko. Anna Czuryłówna była dziedziczką wielkiej fortuny po wygasłych rodach przodków. Również Aleksander, będący jedynym męskim dziedzicem rodu Dzieduszyckich, otrzymać miał wszystkie dobra swego ojca, uszczuplone jedynie przez posagi sióstr.

Żeniąc się, otrzymał Aleksander od ojca Dzieduszyce Wielkie i część w Baliczach. Posag młodej żony wynosił 10 000 złotych polskich w gotówce. Na duży spadek musieli jeszcze poczekać do końca życia rodziców. Nie mamy przekazów potwierdzających udział Aleksandra w wojnie z Turkami. Miał 20 lat, gdy ojciec jego walczył u boku Stefana Żółkiewskiego pod Cecorą i potem pod Chocimiem. Po śmierci ojca dostał od Władysława IV kasztelanię lubaczowską i w związku z nią miejsce w senacie po swoim ojcu.

Dwa lata po wybuchu powstania Chmielnickiego w roku 1650 (lub 1651) najezdnicze kupy – jak je nazywano – spaliły i spustoszyły miasto Sokołów, Dzieduszyce Wielkie i inne okoliczne wsie. Dokonał tego, jak się zdaje, Kostka Napierski wyprawiony przez Chmielnickiego w czasie oblężenia Kamieńca Podolskiego na ruskie podgórze. Zamek w Sokołowie ocalał.

Aleksander i Anna z Czuryłów dopiero po 12 latach małżeństwa doczekali się syna Mikołaja, a po jeszcze 2 latach Franciszka oraz córkę Eufrozynę. Starszy syn Mikołaj (1638-1682) miał się poświęcić całkowicie rycerskiemu rzemiosłu. Młodo odumarł go ojciec. Miał wtedy 15 lat i przejął opiekę nad młodszym bratem Franciszkiem. Mieszkali, jak się zdaje, na zamku sokołowskim, gdyż 5 lat później uczestniczy tam w podziale dóbr z dorosłym już Franciszkiem, który dostaje miasto z zamkiem w Sokołowie i sąsiednie wsie, zaś Mikołaj Dzieduszyce Wielkie z przyległościami.

W 1649 dostaje Mikołaj przywilej na chorogiew pancerną i nominację na rotmistrza Jego Królewskiej Mości czyli dowódcę onej chorągwi i w 1651 r. na stukonną chorągiew kozacką. W tym ostatnim dokumencie przyznaje mu król Jan Kazimierz „biegłość w dziele rycerskim i odwagę w wielu okazjach wojennych”. Nie było, jak się zdaje, wyprawy za Władysława IV i Jana Kazimierza, w której nie brałby udziału.

Brat Mikołaja Franciszek ożenił się mając 18 lat z 16-to letnią Zofią z Jabłonowa Jabłonowską, siostrą Stanisława Jabłonowskiego, wojewody ruskiego i hetmana wielkiego koronnego, kasztelana krakowskiego, a także dziadka (syna córki Anny) Stanisława Leszczyńskiego króla. Żona Franciszka Zofia była chrzestną matką tegoż króla. Sam Franciszek, podobnie jak jego brat Mikołaj, brał udział we wszystkich ówczesnych wyprawach wojennych. W uznaniu za męstwo dostał od króla starostwo grodowe żydaczowskie, co dawało mu ważne stanowisko starosty grodowego. Dostał też przywilej na 100 – konną chorągiew kozacką z godnością rotmistrza J.K.M. I na jej czele brał czynny udział w wyprawie pod Chocim w 1673 r. W dziewięć lat później Jan III Sobieski mianował go kasztelanem kijowskim, oświadczając, że mu do tego „jedynie osobiste dla rzeczpospolitej zasługi są powodem, któremi nie mało blasku starożytnemu swemu przydał imieniowi. Już bowiem w pierwszej młodości rycerskiemu poświęciwszy się zawodowi, w różnych wyprawach i bitwach, niepospolity duszy i ciała hart okazał, a zostawszy rotmistrzem, w większych i mniejszych okazyach dzielnie i szczęśliwie się sprawił”. W 1689 r. Franciszek został wojewodą ziem podolskich. Ponieważ stolica Podola – Kamieniec Podolski  znajdował się w rękach tureckich, zdobyty w 1672 r., sejmiki województwa podolskiego odbywały się we Lwowie. W związku z tym, a może i ze względu na bezpieczeństwo rodziny, która w razie zagrożenia przed najazdem tatarskim lub tureckim bywała odsyłana z zamku kresowego w bezpieczniejsze miejsce, Franciszek wynajmował we Lwowie kamienicę Józefowicza. Przemieszkiwał jednak również w zamku w Sokołowie, o czym świadczy fakt urodzenia jednej z córek Salomei (babki pierwszej żony Dominika – Barbary Dzierzkównej), w Sokołowie oraz testament napisany 1 stycznia 1704 r. również w Sokołowie. Zofia Jabłonowska, żona Franciszka, odbudowała kościół parafialny w Sokołowie, na miejsce dawnego zbudowanego przez pra – pra – pra dziadka Franciszka w 1520 r. Kościół ten spłonął był zapewne w czasie najazdu „kup kozackich Nalewajki” w 1650 r. Zmarłego w 1704 roku Franciszka pochowano w kościele jezuitów we Lwowie, a wśród szumnych mów pogrzebowych głos zabrał król August II, nazywając zmarłego jako „prawdziwie znakomitego, starożytnej polskiej prawości i pierwotnej w purpurze powagi senatora”. Pozostawił sześć córek i jednego syna Jerzego. 

Polowanie w Dzieduszycach

Jako ciekawostkę przytoczę tu jeszcze list Jana III Sobieskiego do Marysieńki, w którym król opisuje polowanie w Dzieduszycach, należących wówczas do Mikołaja Dzieduszyckiego. Działo się to w październiku 1681 roku. Liczne grono panów polskich i francuskich towarzyszyło królowi w łowach. A oto opis polowania: „Nagrodził ci nam nieźle dzień dzisiejszy w Dzieduszycach wczorajszą pustą knieję w Podhorcach, bośmy zastali prawie ile drzew tyle niedźwiedzi i dzików, tak małych jako wielkich. Wymyślić, nie tylko wypowiedzieć jest rzecz niepodobna takiej uciechy. Był Pan Rezydent Cesarski Jan Krzysztof Baron Zierowski przy wszystkim, który sobie takich rzeczy imaginować nigdy nie mógł, a co największa, żeby ta była jeszcze bez szkody uciecha, gdyby nie p.p. Francuzowie, którzy z fuzji szrótami i z pistoletów zabili mnie charta i Panu Koniuszemu Matczyńskiemu, i brytana co od Pana Koniecpolskiego, szkodliwie postrzelili. Jednemu też janczarowi niedźwiedż głowę odbrał. Ostatni niedźwiedź był un monstr de la nature w niedźwiedziej wielkości. Jużeśmy też do tego strzelać musieli i ledwośmy mu radę dali. Brytanka od Pana Gałeckiego tak załamał i przestraszył, że niewiedzieć gdzie w las zabiegł. J.W. Pan Krakowski X. Dymitr Wiśniowiecki i Pan Hetman Jabłonowski byli przy tej uciesze. Jutro jeszcze więcej kniei z rana spróbujmy szczęścia a na noc do Waści serca mego. Bo lubo by mi było najwygodniej, ciepło i wcześnie w tym domku myśliwskim wziąć lekarstwo, ale mi największy niewywczas jest milszy przy Waści serca mego.”

Języki obce, podróże i nowoczesne gospodarzenie

Wszechstronnie wykształcony, znający sześć języków obcych z tureckim włącznie, jedyny syn Franciszka Jerzy (1670-1730) obracał się od wczesnej młodości w najwyższych kręgach ówczesnej Rzeczypospolitej włącznie z dworem Jana III Sobieskiego. Zawdzięczał to m.in. swemu wujowi hetmanowi i kasztelanowi krakowskiemu Stanisławowi Jabłonowskiemu. Z nim też wojował przeciw „pohańcom”, jak nazywano wówczas Turków i Tatarów. Aby uzupełnić jego wykształcenie ojciec wysłał go w podróż po całej niemal Europie. Później król August Mocny wysłał go w poselstwie do papieża Innocentego XII a także do Wenecji, Wiednia i do Stambułu. Dostał za swe zasługi godność Wielkiego Łowczego Koronnego oraz tytuł hrabiowski. Był też starostą żydaczowskim i zasiadał w sądach kapturowych.

Gdy po śmierci ojca odziedziczył po nim majątek, postanowił zadbać o rozwój gospodarczy powierzonych sobie ziem. Rozpoczął od rodowego gniazda, jakim był Sokołów. Bogaty, wykształcony, obyty w świecie wizję rozwoju miasta Sokołowa ujął w uniwersale, zawierającym szereg ważnych przywilejów dla mieszkańców tego miasta. Zwalniał ich na szereg lat z rozmaitych opłat gwarantując im nietykalność, wyszczególniając w tym Żydów oraz pozwalając wszystkim osadnikom na bezpłatne korzystanie z drzewa na budowę domów z jego lasów w Turzy i Baliczach. Biednym obiecywał nawet pokrycie kosztów budowy domu. Ziemia na ogrody miała zostać wieczystą własnością osadników. Mogli też czerpać zboże z jego spichrzów. Sokołów miałby szansę rozwinąć się w zamożne miasto, gdyby nie czasy i miejsce nad wyraz niespokojne. To rodzące się miasto kresowe miało zginąć na zawsze w latach czterdziestych naszego tragicznego stulecia. 

Zamek w Sokołowie, gdzie przemieszkiwali jeszcze rodzice Jerzego, był już dla niego zbyt archaiczny i niewygodny. Zbudował sobie pałac w Cucułowcach, który bogato wyposażył i pielęgnował. Zmarł bezpotomnie, pozostawiając wdowę Mariannę z Zamojskich. Portret Jerzego znajduje się wśród zbiorów Borysa Woźnickiego. 

W sąsiednich Dzieduszycach, odległych o około 1 km, mieszkał stryjeczny brat Jerzego, syn Mikołaja Stanisław. Wojak, zasłużony w walkach z Tatarami, chorąży trembowelski, regimentarz, pułkownik J.K.M. Jan III Sobieski nazywa go w przywileju na chorążostwo trembowelskie „niepospolitej dzielności i poświęcenia, którego w tylu różnych bitwach z Turkami i Tatarami dał dowody”. 

Stanisław, podzieliwszy majątek między dwóch synów Franciszka i Jana, nakazał im mieszkać razem w podzielonym na pół zamku w Dzieduszycach; Franciszek, chorąży lwowski, Jan, podczaszy halicki oraz pułkownik pancernej chorągwi Michała Sapiehy. Żona Jana Róża Lipska ufundowała cerkiew grekokatolicką w Dzieduszycach Wielkich przemienioną przez rządy sowieckie na prawosławną. W przysiółku Werbina (Wierzbina), której mieszkańcy zrabowali w 1939 roku kościół i dwór w Sokołowie, miała się zapaść starożytna cerkiew i gdy silny wiatr wieje słychać jeszcze dzwony tej podziemnej niewidocznej świątyni. 

Tadeusz i Dominik – początek dwóch linii Dzieduszyckich

Synowie Jana i Róży Lipskiej, Tadeusz i Dominik byli w XVIII w. jedynymi przedstawicielami rodziny Dzieduszyckich. Dali oni początek dwóm liniom do dziś istniejącym. Bardzo różni w upodobaniach byli ci bracia. Tadeusz brał czynny udział w życiu publicznym. Starosta żukowski, regimentarz partii podolskiej i pokuckiej, mającej kilkanaście chorągwi, podkomorzy halicki, Cześnik Wielki Koronny, tajny radca, poseł na sejm – oto urzędy, jakie piastował. Był gorącym patriotą, zwolennikiem reformatorskiego stronnictwa Czartoryskich i Sejmu Czteroletniego. Stanisław August mianował go w 1770 roku generał – lejtnantem wojsk koronnych i dał mu order św. Stanisława.

Brat Tadeusza Dominik został wysłany na wychowanie do Luneville w Lotaryngii – fundacji Stanisława Leszczyńskiego. Dominik lubił nade wszystko wiejskie zacisze domowe. Zaznał mimo to służby wojskowej jako generał adiutant polnej koronnej buławy hetmana Branickiego w 1755 r. zaś 6 lat później otrzymał od Augusta III pułkownikostwo w wojsku koronnym.

Potomków Tadeusza i Dominika nie sposób tutaj wymienić ani opisać ich dziejów. Ograniczę się tylko do wspomnienia niektórych z nich.

Wpierw o potomkach Tadeusza. Miał on z żoną Salomeą Trembińską ośmioro dzieci. Najstarszy syn Walerian (1754-1832) był w 1794 roku agentem Kościuszki we Lwowie. Młodsi bracia też walczyli u boku Kościuszki. Antoni – dyplomata – piastował różne urzędy, jak np. pisarza wielkiego litewskiego, sekretarza rady nieustającej do spraw zagranicznych. Był też generalnym dyrektorem poczt w Koronie i Wielkim Księstwie Litewskim, sekretarzem stanu przy królu po Konstytucji 3-go Maja. Nie przystąpił do Targowicy, mimo bliskich stosunków z królem. Potomkowie Antoniego osiedlili się we Włoszech. Trzeci syn Wawrzyniec był adiutantem Kościuszki. Walczył m.in. pod Racławicami. Józef, najmłodszy syn, przebył jako osiemnastolatek kampanię kościuszkowską, służąc w artylerii. W 1809 roku został powołany do rządu Księstwa Warszawskiego na urząd dozorcy Izby Obrachunkowej we Lwowie, a następnie uzyskał nominację na kapitana w pierwszym pułku piechoty wojsk galicyjsko-francuskich, lecz potem ze względu na układy familijne dotyczące żup solnych, które miał nadzorować, dostał od księcia Józefa Poniatowskiego zgodę na dymisję. W 1811 roku został mianowany marszałkiem sejmiku powiatu zamojskiego. Przed kampanią 1812 roku generał Sokolnicki zaproponował mu stanowisko adiutanta w randze kapitana. Nie doszło to jednak do skutku i Józefa ominęła fatalna kampania rosyjska z 1812 r.

Biblioteka, muzeum i ordynacja

Józef zgromadził dużą bibliotekę, liczącą 18325 tomów, 321 rękopisów i 203 dokumentów, zwaną później poturzycką, przejętą przez Ukraińców po wybuchu drugiej wojny światowej. Ożenił się z siostrzenicą Pauliną Działyńską. Ich jedyny syn Włodzimierz Dzieduszycki założył we Lwowie, do dziś istniejące, muzeum przyrodnicze, noszące nazwę do drugiej wojny światowej: Muzeum Dzieduszyckich. Zgromadził w nim 226 gatunków ptaków, ssaków, ryb, owadów (3796 gatunków), zbiór botaniczny (2000 gatunków) i mineralogiczny, wreszcie szkielet mamuta i dwa stosunkowo dobrze zachowane nosorożce prehistoryczne, znalezione w pokładzie wosku ziemnego w Staruni1. By pomieścić te zbiory, kupił pałacyk we Lwowie, finansował opracowanie zbiorów i założył ordynację Zarzecko-Poturzycką, z której dochody miały zapewnić utrzymanie Muzeum. Ufundował też dwa stypendia rocznie na UJ. Był członkiem wielu towarzystw naukowych krajowych i zagranicznych, m.in. Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Otrzymał liczne odznaczenia i medale, a także  francuską Legię Honorową. Był dziedzicem wielkiej fortuny, która powiększyła się jeszcze przez małżeństwo z Alfonsyną Miączyńską, dziedziczką wielkiego majątku. Mieli cztery córki: Klementynę (Szembekową), Annę (Tadeuszową Dzieduszycką), Marię (Cieńską) i Jadwigę (Czartoryską).

Konie, Słowacki i Pol

Dominik z dwóch żon miał 12 dzieci. Najstarszy syn z pierwszej żony Barbary Dzierżkównej – Jędrzej, był dziadkiem drugiego ordynata Tadeusza, męża Anny Dzieduszyckiej, córki Włodzimierza (pierwszego ordynata). Czwarty syn z drugiej żony Dominika Julii Bielskiej – Kajetan był ojcem Juliusza, znanego hodowcy koni arabskich, które sprowadzał z Bliskiego Wschodu, dokąd osobiście podróżował. Sprowadził stamtąd 5 ogierów i 3 klacze czystej krwi arabskiej. Hodował je w Jarczowcach, gdzie ojciec jego był już założył stadninę. Ożenił się późno z dużo młodszą od siebie Zofią Bobrówną, której Słowacki wpisał się do sztambucha: „niechaj mnie Zosia o wiersze nie prosi…”. Była ona chrzestną matką ostatniego właściciela Sokołowa Stanisława Dzieduszyckiego.

Wincenty Pol zadedykował Juliuszowi wiersz: Mości Juliuszu, ty biały lwie Wschodu./Wielki koniuszy wielkiego narodu./Kiedy na ciebie i twe konie patrzę,/Nic z tej dzielności w duszy mej nie zatrze,/Jaką świeciły wielkie nasze dzieje…”. Stadninę Juliusza odwiedzał nawet cesarz Franciszek Józef.

Brat Juliusza, Władysław, również zamiłowany hodowca, założył w Jezupolu stadninę koni rasy angielskiej. Synem jego był Wojciech Dzieduszycki filozof, pisarz i polityk, austyjacki minister do spraw Galicji. Zasłynął również z wielu, nieraz dość śmiałych, dowcipów.

Tak w wielkim skrócie wyglądają dzieje rodziny Dzieduszyckich, jednej z rodzin kresowych, których historia została zachowana, dzięki kronikarskiej pasji Tadeusza, gromadzącego istniejące jeszcze w XVIII wieku źródła w swoim archiwum domowym w Zaderewaczu, a które później wykorzystał częściowo i uzupełnił jego prawnuk Maurycy w XIX wieku, wydając swoją Kronikę domową Dzieduszyckich2. W historii naszej rodziny nie brak kart chwalebnych. Zapewne – jak w każdej rodzinie i społeczeństwie – były także i mniej chwalebne, ale te historyk naszej rodziny przemilcza. Niechaj postawy i czyny chwalebne będą dla nas nie tylko powodem do dumy, ale również zobowiązaniem.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *