Nieistniejące już dzisiaj miasteczko Sokołów koło Stryja w Ukrainie umierało kilka razy. Istniało 433 lata – od powołania aktem lokacyjnym 15 kwietnia 1511 roku do ostatecznego zniszczenia 20 sierpnia 1944 roku. Mieszczanie sokołowscy sprzed kilkuset lat dali początek rodzinom żyjącym tu do końca istnienia miasteczka: Przytoccy, Kaflowscy, Cisowscy, Furykowie, Kowalewiczowie, Ogonowscy, Grocholscy i inni.
W 1620 roku Sokołów spłonął w czasie najazdu Tatarów – drewniany kościół miał wtedy sto lat, miasto sto dziewięć. Ocaleni z pogromu szybko rozpoczęli odbudowę. Niestety w 1651 roku miasto zostało ponownie spalone, tym razem przez Kozaków, którzy nie oszczędzili również sąsiednich wsi Dzieduszyce Wielkie i Łany. Sokołów znów podniósł się z pogorzeliska, Zofia z Jabłonowskich Dzieduszycka odbudowała kościół, a jej mąż Franciszek go wyposażył.
23 września 1939 roku po południu do Sokołowa od strony Dzieduszyc Wielkich wkroczyła Armia Czerwona, która rządziła miastem do czerwca 1941 roku, wywożąc Polaków w głąb Rosji.
W czwartek 10 lipca 1941 roku banderowcy zabili pięciu sokołowian. Byli to: Furyk i Winiarz (Polacy), Dydejczyk (Ukrainiec), Engelman i jego syn Ałta (Żydzi).
Pod koniec 1941 roku rozpoczęła się eksterminacja Żydów w Sokołowie. Najpierw Niemcy odizolowali ich od pomocy, zakazując im wszelkich kontaktów z Polakami, potem rozpoczęli deportację do tymczasowego getta w Stryju. Niektórych Żydów mordowali na miejscu w Sokołowie. Ocalała tylko jedna osoba.
W nocy z wtorku na środę 11/12 kwietnia 1944 roku – bandy UPA napadły na uśpione miasteczko i wymordowały wielu jego mieszkańców. Wcześniej spalili 15 polskich zagród i zabili 11 osób w Krychówce.
W nocy z 19 na 20 sierpnia 1944 roku – banderowcy kolejny raz zaskoczyli śpiących sokołowian i zamordowali co najmniej 17 osób. Ich domy zostały spalone.
Po tym napadzie Sokołów już się nie podniósł. Historię miasteczka spisała Anna Dzieduszycka-Machnik, która jest córką ostatnich właścicieli Dzieduszyc i Sokołowa Stanisława i Anny z Komierowskich. Urodziła się w Sokołowie 31 sierpnia 1925 roku. W 2013 roku ukazała się jej książka Sokołów koło Stryja. Miasteczko, którego już nie ma spisana na podstawie relacji świadków tamtych wydarzeń oraz dokumentów.
Na zrekonstruowanym na podstawie przedwojennej mapy planie Sokołowa autorka umieściła ulice, przy nich domy, kościół, synagogę, szkołę i sklepy, nadając im kolejne numery 1–144. Przed II wojną światową Sokołów posiadał 144 budynki i obiekty oraz był zamieszkały przez 873 osoby narodowości polskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Kolejne numery to kolejne opowieści o ludziach, którzy tu razem żyli, pracowali, uczyli się, bawili się, spotykali się w młynie, sklepach i łaźni. Nawet najdrobniejsze zapamiętane szczegóły zostały zapisane, dom po domu naniesiony na mapę, aby utrwalić pamięć o ludziach, którzy w nich mieszkali.
Kiedy Anna Dzieduszycka-Machnik zbierała materiały do książki, po Sokołowie została już tylko resztka cmentarza ze zniszczonymi nagrobkami, kamień z fragmentem rzeźby z kościoła, postument z ukraińską repliką figury Matki Boskiej oraz ślad po ul. Głównej na łące. Dzisiaj ostała się tylko figura z ukraińską Matką Boską. Po cmentarzu nie ma już śladu.
Zapraszamy do lektury fragmentu książki Anny Dzieduszyckiej-Machnik Sokołów koło Stryja. Miasteczko, którego już nie ma, z którego poznamy wszystkich przedwojennych mieszkańców miasteczka.
„Przy skrzyżowaniu dróg ze Stryja i z Żydaczowa znajdowała się figura Matki Boskiej (24) – jedyna, która ocalała z całego miasteczka, choć przyszła i na nią kolej, bo w latach siedemdziesiątych zamówiono nową figurę we Lwowie, a tę „polską” ponoć rozjechano traktorem (…). Podstawa figury ocalała. Było na niej napisane: „Pod Twoją obronę uciekamy się”. Dziś napis jest niewidoczny, zaciągnięty wapnem. Ludziska kochają Matkę Boską, przynoszą jej kwiaty, modlą się, tak jak dawniej sokołowianie. Jedynie tu nic się nie zmieniło. Wydaje się, że Matka Boska tak samo kocha Ukraińców, jak Polaków.
Koło figury dawna droga rozchodzi się: na prawo do Dzieduszyc Wielkich i Małych, na lewo do miasteczka Sokołów. Z prawej strony drogi za zakrętem w kierunku Dzieduszyc są jeszcze dwa domy. Jest to budynek nowej poczty (7) i dom Baranieckiego, regulatora rzek, w którym mieszkał z córką i zięciem Krupem (8). Nasze górskie rzeki wymagały różnych poprawek. Wciąż zmieniały koryto, zagrażały domom, ogrodom i polom. Pan Baraniecki miał tu niemało roboty, m.in. umacniał podmywane brzegi plecionką z wikliny.
Ul. Główna – odcinek I, strona południowa
Cofamy się teraz na wschód, w stronę centrum miasteczka. Z prawej strony drogi, naprzeciw figury Matki Boskiej, w pierwszym domu, mieszkał Ukrainiec zwany „woziwodą” (9). Woził bowiem w beczkowozie wodę pitną do dworu. Miał mieszkanie służbowe i studnię, z której czerpał wodę. Była to woda źródlana, która wypływała również w kilku miejscach małego cieku opływającego miasteczko od południa. Ciek ten nazywano Rzeczyną. Z „woziwodą” sąsiadował posterunek policji (10). Sokołów w okresie międzywojennym miał kolejno kilku policjantów. Byli to: Jędraczek, który mieszkał u Żydówki Małki (122), Kostecki, mieszkający u Władysława Kaflowskiego (68), Majocha (do roku 1934), Pakuła, Stanisław Pędrak, Rakoczy, Walenty Ronge, o którym wiemy, że w 1939 r. przeszedł przez Węgry, Austrię, Włochy do Anglii, by powrócić po wojnie w 1961 r. do Polski. Komendantem policji w Sokołowie był policjant Szczudłowski. Imion i stopni większości policjantów nie udało mi się odnaleźć.
Obok posterunku stał dom Mariana Kaflowskiego „Hapaja” (11) i jego żony Domiceli, którzy mieli dwóch synów: Mariana i drugiego, którego imienia nie udało się ustalić. Domicelę banderowcy mordowali dwa razy. Za pierwszym razem, gdy 13 kwietnia 1944 r. sąsiad, Ukrainiec z przysiółka Werbyna, Mykoła Capajło, wpadł do jej domu i przebił ją bagnetem. Upadła i udała martwą. To ją uratowało. Zostawił ją i przeżyła. Za drugim razem, przy następnym napadzie 20 sierpnia tegoż roku, inni mordercy skutecznie dokonali już na niej mordu. Wiadomym było, że w Werbynie – przysiółku Dzieduszyc Wielkich – znajdowało się siedlisko skrajnych nacjonalistów. Dlatego od tej, zachodniej części Sokołowa zaczynały się napady i od tej strony ucierpiało najwięcej mieszkańców miasteczka.
Za domem Mariana Kaflowskiego, na działce ofiarowanej przez Stanisława Dzieduszyckiego na nową szkołę (12), rozpoczęto właśnie jej budowę. Była wielka pora po temu. W istniejącej w Sokołowie 6-klasowej szkole (67) była jedna izba. Druga znajdowała się w tzw. domku szkolnym (58) naprzeciwko szkoły. Fundamenty pod nową szkołę przetrwały na pastwisku do XXI w. Nikomu nie są już potrzebne.
Dalej stał dom Piotra Przytockiego (13). Obok mieszkały siostry Przytockie (14), a za nimi Kazimierz Szczurowski (15), zamordowany przez oddziały UPA na oczach dzieci 12 kwietnia 1944 r. Łaskawi byli mordercy: nie zabili dzieci, które zostały sierotami, teraz pełnymi, gdyż żona Szczurowskiego, Emilia, zmarła wcześniej, zostawiając ich pięcioro. Nie dożyła tragedii Sokołowa, podobnie jak ukochana babcia dzieci, obie pochowane są na miejscowym cmentarzu (….).
Następne domy układały się wzdłuż bocznej drogi odchodzącej od głównej na południe, w stronę Świcy. W pierwszym z nich mieszkał ogrodnik zajmujący się szkółkami Stanisława Dzieduszyckiego – Wawrzyniec Nowaczyk (16), „bardzo pracowity i dobry fachowiec” – jak go określił administrator majątku, Eugeniusz Bredichin (zob. Aneks 4). Kolejny dom należał do Mieczysława Kaflowskiego (17) zamordowanego 12/13 kwietnia 1944 r. Jego żonę Marię, matkę sześciorga dzieci: Bolesława, Stanisława „Nunka”, Sławka, Tośka, Marysi i Heleny, zamordowano przy następnym napadzie 19/20 sierpnia 1944 r. Dalej był dom Hermanów: Andrzeja i Julii (18), którzy mieli córki Joannę i Anielę, dalej mieszkał Józef Ogonowski „Kabłuk” (19) z żoną Brońcią Kulikowską i jeszcze dalej Józef Rząsa z żoną Emilią (20). Następny dom był Geni Przytockiej, późniejszej Besterowej (21). Za nim stał dom Józefa Przytockiego „Pierożka” (22), syna Heleny Przytockiej „Kostyczki” (136), brata Grzegorza „Siania” (132). Ostatni w tym rejonie to dom Pasternaka (23).
Ul. Główna, odcinek I, strona północna
Za figurą, idąc do miasteczka po lewej, północnej stronie, stało pięć domów otoczonych zielenią. Mieszkali tu: Władysław Ogonowski „Kleryk” (25) i siostry Ogonowskie „Kleryczki” – zamordowane 30 kwietnia 1944 – dalej Władysław Przytocki „Mazurek” (26) z żoną i synami: Tadeuszem i Marianem, oraz córką Tolką, a w następnym domu Aniela Furyk z domu Grocholska (27), wdowa po Eliaszu Furyku, kowalu. Jej wnuk to Robert Cisowski, po wojnie lekarz stomatolog w Olsztynie. Dalej stał dom Józefa Ogonowskiego (28), a na końcu przed mostem dom Mikołaja Ogonowskiego „Szrajbuna” (29).
Teraz przechodzimy przez mostek na młynówce, która znów zakręciła i przecina drogę. Wchodzimy do centrum miasteczka Sokołów. Jest to drugi odcinek ulicy nazwanej przez nas Główną, prawdziwe centrum miasta. Cóż, że nie dane mu było rozwinąć się w wielkie miasto. Zostało miasteczkiem. Nie było warunków. Niegdyś znajdowało się przy skrzyżowaniu dróg wiodących z północy na południe i z zachodu na wschód, przy drodze, tej właśnie ul. Głównej, która wiodła z Żydaczowa do Doliny i dalej. Odbywały się tu, jak wiemy, jarmarki za czasów Jana Dzieduszyckiego w XVI w. i później, przewożono cenny ładunek z podkarpackich solanek. Potem trakty handlowe ułożyły się inaczej, solanki przestały być atrakcyjne, ziemie ubogie. Bogate były zawsze tylko lasy i rzeki!
Ul. Główna –,,Marszałkowska” Sokołowa – szeroka, brukowana grubym szutrem, przecinała prostym szlakiem całe miasteczko, od figury Matki Boskiej do rzeki Sukiel, która opływała Sokołów od północy i odgraniczała go od ruskiej wsi Łany. Po obu stronach ul. Głównej stały parterowe, drewniane domy (z jednym wyjątkiem – domem Juliana Furyka). Po prawej stronie polskie, po lewej w większości żydowskie. Obie społeczności łączyły odrębność kulturową i religijną z przyjazną tolerancją wobec drugiej strony. Od dzieciństwa ludzi łączyła szkoła. Dzieci lubiły się, nie zważając na inną religię i obyczaje. Razem uczyły się w szkole, tylko religię poznawały osobno. Dzieci katolickie uczył ksiądz proboszcz, żydowskie – nauczycielka Żydówka, w specjalnym budynku (70) przy ul. Głównej, w którym mieszkała. Kościół katolicki (64) mieścił się w głębi, po prawej stronie Sokołowa, synagoga (56) – po lewej, za rzędem domów żydowskich stojących przy ul. Głównej. Przy kościele były dzwonnica i plebania (63), przy synagodze mykwa (57), która służyła również katolikom do kąpieli. Wodę w mykwie grzał Polak, Pokorny (31), zaś rabin miał ładny dom przy ul. Głównej (51) w pobliżu synagogi.

Piętrowy dom Juliana Furyka, z prawej Adolfa Cisowskiego, z lewej Franciszka Przytockiego i pies Burek pp. Furyków, foto.: archiwum rodzinne
Wśród parterowych, drewnianych domków wyróżniał się jeden, jedyny: murowany, piętrowy budynek z balkonem (34). Była to własność Juliana Furyka żonatego z Józefą Cisowską. Oprócz mieszkania państwa Furyków i ich pięciorga dzieci: Emanueli, Izabeli, Eugeniusza, Władysława i Szymona, mieścił on sklep korzenny, masarnię i restaurację. Wędzarnia znajdowała się w ogrodzie. Julian Furyk wraz z Antonim Dydejczykiem (125) radnym sokołowskim, Winiarzem – nauczycielem, mieszkającym na Łanach, Żydem Engelmanem („Jajłą”) i jego synem Ałtą (114), byli pierwszymi ofiarami mordów w Sokołowie. W czwartek 10 lipca 1941 r. zostali nocą wyprowadzeni z domów i okrutnie zamordowani przez Ukraińców pod lasem Krasna. Inni sokołowianie zginęli później, w kwietniu i sierpniu 1944 r.
Ul. Główna, odcinek II, strona południowa
Po lewej stronie młynówki, a po prawej od ul. Głównej, znajdowały się trzy budki z mięsem (30). Żydzi jedli, zdaniem Stanisława Kaflowskiego, więcej mięsa niż Polacy. Dwie budki były żydowskie, koszerne: w jednej „wyrąbywał” i sprzedawał mięso wołowe Żyd, Herszko Czarny (44), drugą prowadziła Żydówka. U niej kupowano wołowinę dla dworu. Kiedyś opowiadając o dolegliwościach swego bydlęcia, powiedziała: „moja krowa ma spieczone usta”, co wywołało wesołe komentarze. W pobliżu budek z mięsem znajdowała się rzeźnia (31), gdzie mieszkał Pokorny. Tenże Pokorny, jak się rzekło, grzał wodę w żydowskiej mykwie obok synagogi. Natomiast obok rzeźni mieszkał Antoni Kowalewicz (32) o przezwisku „Kalapon”. Jego żona Kasia była gospodynią u proboszcza. Dalej, po lewej stronie kamienicy Juliana Furyka, mieszkał Adolf Cisowski o przezwisku „Paługa” (33). U niego mieszkała akuszerka Jentuczek.
Okazały dom Juliana Furyka (34) był dumą i ozdobą Sokołowa. Z lewej strony sąsiadem kamienicy Juliana Furyka był Franciszek Przytocki „Franc” (35), bednarz. U niego mieszkał Żyd, który bił kury koszerne. Jego córka chodziła do szkoły z sąsiadką, córką Juliana Furyka, Izabelą Furyk. W następnym domu mieszkał Mikołaj Przytocki „Jajecznik” z siostrą Heleną (Suchecką) (36). Ich matka Maria Przytocka została zamordowana przez UPA 19/20 sierpnia 1944 r. Nieco dalej znajdowała się trafika Jana Ogonowskiego (37), a dalej stał dom parafialny (ludowy), w którym mieszkało kilka rodzin (38): Cisowski z żoną Marią, synami Ludwikiem, Józefem, Władysławem i Bronkiem, Berta Łopuska, Antoni Wiśniowski oraz Józef Kaflowski „Józeczko”, który na piechotę nosił pocztę do Stryja (20 km!).
Ul. Główna, odcinek II, strona północna
Z drugiej, północnej strony ul. Głównej znajdowały się przeważnie domy żydowskie. Tam mieszkał rabin, jak też, w innym domu, brat rabina. Tam stał dom Żyda Dingota z rodu Dawida, w którym znajdował się sklep z różnymi towarami, tam, za rzędem domów, stały synagoga i mykwa. Można by powiedzieć, że była to mała dzielnica żydowska. Stało tam też kilka domów chrześcijańskich (piszę chrześcijańskich”, nie „polskich”, gdyż większość Żydów uważała się za Polaków). Różnice pochodzenia czy wyznania nie stanowiły tu, jak sądzę, większego problemu. Jak bowiem ocenić np. to, że w żydowskiej mykwie, gdzie dokonywano rytualnych ablucji, wodę grzał Polak chrześcijanin, a kąpać się mogli wszyscy sokołowianie. A wynajmowanie pokoju w domu chrześcijańskim przez Żyda i odwrotnie – czyż nie było to zgodne współżycie tych dwu kulturowo i religijnie różnych środowisk?
Na początku północnej strony drugiego odcinka ul. Głównej, w pierwszym domu od strony młynówki, mieszkał Herszko Czarny (44), Żyd, który „wyrąbywał” mięso wołowe i sprzedawał je w budce nad młynówką (30). Obok stał dom Forsta (45), Żyda, który miał sklep towarów mieszanych i spożywczych. Za nim mieszkała babcia Kulikowska (46), dalej Leon Ogonowski (47). Za nim znajdował się szereg domów żydowskich (fot. 9): dom Tepera,,Kozy”, brata rabina, dom Dingota (49), Żyda z rodu Dawida, który miał sklep (w swoim domu oczywiście) towarów mieszanych. Miał on dwie córki: Hawkę i Hajkę, oraz syna Dawida, jedynego w tej rodzinie, który uniknął Holokaustu, będąc w wojsku sowieckim. Wyjechał później do Izraela. Po wojnie, gdy wrócił z wojska, spotkały go panie Kryłowskie, sokołowianki zamieszkałe w Bytomiu. Zaprosiły go do siebie, witając serdecznie krajana, sąsiada. Wszystkich Żydów sokołowskich wymordowali Niemcy po wkroczeniu na teren okupacji sowieckiej. W chwytaniu Żydów pomagała, niestety, policja ukraińska. Niektórych ukrywali Polacy, niektórych Rusini. Za Dingotem mieszkał Szymon (50), Żyd, handlarz z kulawym koniem, dalej był ładny dom rabina Tepera (51), brata,,Kozy”. Koło rabina mieszkał Michał Kaflowski „Michałko” (52), komendant straży pożarnej. Dalej Buchwald Zejłyk (53), Żyd, który miał lodownię i butelkował piwo, za nim Misztel (54), Żyd, który miał sklep skórzany, głównie z butami. Na końcu, przed skrzyżowaniem z ul. Droga do Pańskiego Sadu, mieszkał Mojsze (55), Żyd.

U. Główna, strona północna; od lewej: dom Dingota (49), Szymona (50), Tepera rabina (51), Michała Kafkowskiego (52), Zejłyka Buchwalda (53), Misztela (54); lata 30. XX w.
Za rzędem opisanych domów przy tym odcinku ul. Głównej był placyk, rodzaj ryneczku, i dalej synagoga (56) i mykwa (57).
Dochodzimy do mniej więcej środka miasteczka. Tu znajduje się skrzyżowanie ulic odbiegających od ul. Głównej: na południe ul. Kościelną w stronę kościoła, i na północ – ul. Do Pańskiego Sadu.
Ul. Kościelna, strona zachodnia
Na rogu ulic Głównej i Kościelnej znajdował się, wspomniany już, domek szkolny (58), a obok niego mieszkali bracia Szczurowscy: Grzegorz i Jan (60). Był to dom nr 15 w tamtym czasie. Bracia prowadzili sklep tytoniowy. Dalej, w stronę kościoła, mieszkała rodzina Grzegorza Gromadki (61), krawca. Jego syn Ludwik dał się zapamiętać z pewnego incydentu. Gdy kiedyś niósł wodę ze studni, zobaczył młodą dziewczynę, służącą kierowniczki szkoły, na której zapaliła się suknia. Niewiele myśląc, chlusnął na nią wodą z wiadra i ugasił ogień. (…). Za obejściem Gromadki stał dom Grzegorza Kaflowskiego (62) żonatego z Emilią Szczurowską. Mieli córkę Józefę i dwóch synów: Adama i Felka. Byli zamożnymi obywatelami miasta Sokołów: posiadali dwa konie! Dom ich spłonął w pożarze jeszcze przed wojną i ostatecznym spaleniem miasteczka. Jako znaczniejszy obywatel Sokołowa, Grzegorz Kaflowski został z rodziną wywieziony do ZSRR w 1940 r. Dom Kaflowskich był już ostatnim domem po prawej stronie uliczki prowadzącej do kościoła.
Dalej stał kościół (64) (…) z dzwonnicą i plebanią (63). Niedaleko na wschód od plebanii mieszkało dwóch braci Grocholskich. Pierwszy, Józef Grocholski (65), miał trzy córki. Jedna z nich, Maria, poślubiła Jana Przytockiego (116), który uniknął rzezi ukraińskiej w Sokołowie, gdyż był w armii Andersa i zginął, walcząc pod Monte Cassino. Druga córka Helena poślubiła później Stanisława Cisowskiego, którego w 1913 r. trzymał do chrztu Stanisław Dzieduszycki. Józef Grocholski był sekretarzem gminy, szanowanym obywatelem Sokołowa. Mieszkańcy miasteczka pamiętają, że to on prowadził księdza pod baldachimem w czasie procesji. Obok mieszkał jego brat Bronisław Grocholski (66) z żoną Teklą i również trzema córkami: Marią, późniejszą Białobrzeską, Zofią, późniejszą Strugowską, i Anną, późniejszą Węgrzynowską. Bronisław Grocholski był organistą i kościelnym (…). Bronisław Grocholski został zamordowany 19/20 sierpnia 1944 r. Obaj Grocholscy mieli „żabi skok” do plebanii i do kościoła.
Ul. Kościelna, strona wschodnia.
Przy drodze do kościoła, po jej wschodniej stronie, otoczona zielenią, znajdowała się szkoła (67). Był to parterowy, drewniany, jak cały Sokołów, budynek, w którym z jednej strony mieściło się mieszkanie kierowniczki szkoły Stanisławy Reiter, z drugiej zaś jedna jedyna izba szkolna. A była to szkoła 6-klasowa. Do szkoły przynależał jeszcze tzw. domek szkolny, w którym też odbywały się lekcje. Kierowniczka szkoły Stanisława Reiterówna była osobą wykształconą. Dbała o elegancję, makijaż, piękne szatki, ozdobione mieszkanie. Interesowała się historią Sokołowa i napisała nawet o nim artykuł do Ilustrowanego Przewodnika (Stanisława Reiter, Sokołów koło Stryja, Ilustrowany przewodnik, 1938). Niedługo przed wybuchem wojny wyszła za mąż za Eugeniusza Bredichina, administratora majątku i przyjaciela Stanisława Dzieduszyckiego. Razem z mężem uciekła przed nadejściem sowietów w 1944 r. do Zarzecza, gdzie schronił się też u swego brata Stanisław Dzieduszycki z rodziną. Podobno sowieci po wejściu do Polski szukali Bredichina (,,białego” Rosjanina, zbiegłego ze Związku Sowieckiego) – musieli wiedzieć, że ich „biały” Rosjanin mieszka w Sokołowie. Po wojnie Bredichin został dyrektorem dużego PGR-u na ziemiach zachodnich.
Ul. Główna, odcinek III, strona południowa
Wracamy teraz do ul. Głównej. Z jej prawej strony, idąc na zachód w stronę Łanów, mieszkał Władysław Kaflowski (68) z żoną Anielą z domu Wyndyk. Mieli trzech synów: Antoniego, Mieczysława i Józefa, i trzy córki: Wandę, Marię i Jadwigę. Władysław Kaflowski, herbu Lis, był jednym z zamożniejszych obywateli Sokołowa. Jego wnuk Stanisław kształcił się przed wojną w szkole średniej w Żurawnie. Za Niemców (1941–1944) w domu Władysława Kaflowskiego mieściła się poczta. Urzędnikiem pocztowym był Kruszelnicki, mieszkający również w tym domu. W zamożnej, patriotycznej rodzinie Kaflowskich mieszkał też syn Kruszelnickiego Janek, dowódca jednostki AK, która miała siedzibę w sąsiedniej, ufortyfikowanej wsi Korczunek. Janek zaprzysiągł do organizacji wnuka Władysława Kaflowskiego, Stanisława (17). Sam zginął później w czasie obławy niemieckiej na Korczunku, podobnie jak jego kolega Józek Burdzy z przedwojennego Strzelca.
Obok domu Kaflowskich stała chata Żyda Hejsia (69). Hejsio woził pocztę do Stryja. Jechał końmi, nie chodził, jak dawniej Józef Kaflowski „Józeczko”, na piechotę. Między domami Kaflowskiego i Hejsia znajdowała się studnia miejska (…). Tu też stała szkoła żydowska (70), w której żydowskie dzieci uczyły się religii. Inne nauki pobierały normalnie w szkole polskiej z dziećmi polskimi. W szkole żydowskiej mieszkała nauczycielka religii mojżeszowej. Religii katolickiej uczył w szkole ksiądz proboszcz.
Za szkołą żydowską stał dom Piotra Króla (71) i dalej Mariana Przytockiego (72), następnie Andrzeja Falkowskiego zwanego „Andruncio” (73), żonatego z Niuńką Łopuską, córką Berty Łopuskiej (38), woźnej w domu ludowym. Niuńka za okupacji sowieckiej mieszkała we dworze. Falkowscy mieli dwóch synów: Bolka i Bronka, oraz córkę Stachę.
Tuż przed korytem starej młynówki znajdował się dawny cmentarz sokołowski (74). Był ogrodzony, mogiły były widoczne (dziś jest to pastwisko). Inaczej niż najstarszy cmentarz, umieszczony dawnym obyczajem wokół kościoła, który nie miał już widocznych miejsc pochówków. Najnowszy cmentarz założono w latach międzywojennych po lewej stronie drogi z So- kołowa do Dzieduszyc Wielkich, niedaleko za skrzyżowaniem z drogą do Dzieduszyc Małych. Powodem założenia nowego cmentarza było niszczenie grobów przez starą młynówkę. Po zwiększonej wodzie, w podmytym brzegu strumienia pojawiały się kości. Nowy cmentarz, zaniedbany, zdewastowany, istnieje do dziś. Niektórzy sokołowianie przyjeżdżają tu jeszcze, by pomodlić się na grobach swoich bliskich. Nie brak tu grobów sokołowian pomordowanych w tragicznych latach czterdziestych ubiegłego wieku. W tamtych dniach sokołowianie chowali również swój dobytek w grobowcach, gdy musieli nagle uciekać (pieszo). Potem wracali i zabierali, co się dało. Cmentarz pozostał smutnym, widocznym reliktem Sokołowa. (…)
Ul. Główna, odcinek III, strona północna
Po północnej stronie ul. Głównej, przy starej młynówce, mieszkał szewc Hujar (79). Miał trzy córki: Stasię, Genię i Celę. Za nim stał dom Franciszka Diakonowicza (78), woźnego miejskiego, który czasem ogłaszał z bębnem komunikaty. Dalej stał dom żydowski (77), a za nim dom Żyda Ałty (76) i dalej biednego Żyda (75), który podobno nosił czasem buty na opak, lewy na prawej nodze, prawy na lewej.
Za starą młynówką zaczynał się rejon zwany przez sokołowian Ryń. Gdzieś w tym miejscu znajdowało się wyschnięte koryto starej młynówki, która wypływając z Sukielu w stronę młyna, opływała Sokołów od południa, biegła poza kościołem i plebanią i skręcała na północ obok starego cmentarza, gdzie podmywała groby, przecinała znów ul. Główną i wpadała wreszcie z powrotem do Sukielu. Później zmieniono jej bieg tak, by nie skręcała na północ za kościołem, a płynęła prosto i wlewała się do Świcy.

Sokołów przed młynem, stoją od prawej: Tadeusz Przytocki, Stefan Kirsz, Izabela z Furyków Kirsz, Pak Elko, Marian Ogonowski, Wiśniewski (młynarz) z synem Antonim, na górze: Gienek Furyk i Staszek Tabisz; 1944 r.
Ul. Główna, odcinek IV, strona południowa
Za starym korytem młynówki, przy ul. Głównej, mieszkało kolejno trzech Żydów: Buchwalter (80), Mordka z synem Ickiem i córką Małką (81) oraz Majszulim (82), przewodniczący Rady Gminy Sokołów. Jak widać, urzędnicy samorządu naszego miasta byli pochodzenia polskiego i żydowskiego, o zgodnym współrządzeniu. Dalej stał dom Ludwika Ogonowskiego, syna Marka (83), żonatego z Anną Kulikowską, siostrą Stanisława. Ich dzieci to córka Maria (późniejsza Wiatr) i syn Kazimierz. Dalej stał dom Bronisława Kulikowskiego i jego siostry Teresy (84). Zostali oni zamordowani 20 sierpnia 1944 r. Następny dom należał do Józefa Smoczkiewicza i jego żony Marii (85) oraz syna Jana. Obok nich mieszkał Władysław Michuń (86) – rybak, a dalej Paweł Przytocki zwany „Pawlikiem” (87), który był mistrzem budowlanym. Za jego domem szła droga na pastwisko nad Świcą. Przez to pastwisko rowem płynęła struga, zwana Rzeczyną. Wpadała do młynówki. W górnym swym biegu płynęła przez łęgi ciągnące się z prawej strony Świcy po zachodniej stronie drogi do Dzieduszyc Małych. Płynęła za nowym cmentarzem, przecinała drogę do Dzieduszyc Małych przy skrzyżowaniu z drogą do Dzieduszyc Wielkich, dalej szła za młynówką i kościołem, wreszcie „za Pawlikiem”. Struga ta nie była zwyczajną strugą. Miała kilka miejsc, w których woda była nadzwyczajnie zimna. W strudze ponoć bywały szczupaki. Zimna woda ukazywała się w trzech miejscach: za nowym cmentarzem, koło kościoła i „za Pawlikiem”. Zimna woda musiała pochodzić ze źródeł. Zaczarowana Rzeczyna. Stroiła łęgi w dywan niebieskich hiacyntów na wiosnę, była kolebką żab, tam się rozmnażających, sprowadzała szczupaki z Sukielu, chłodziła sokołowian w gorące lato.
Przy drodze zwanej „za Pawlikiem” stał sklep,,Abruncia” (88), a za nim mieszkał Stanisław Kulik z siostrą Helką (89), która śpiewała w kościele. Dalej Ludwik Kaflowski, zwany „Ludwikiem Polskim”, z żoną Rozalią (90). Rankiem Rozalię słychać było w sadzie, jak śpiewała godzinki: „Zaacznijcie wargi naszee, chwaalić Pannę świętą, zacznijcie opowiadać cześć Jej nieepo- jętą…” Słuchać tego musiał ich sąsiad, stolarz Karol Falkowski (91) i jego czterej synowie: Józek, Bolek, Stachno i Genek oraz trzy ładne córki. Dalej stały dwa domy Furyków, Bronisława (92) – kowala, którego córka Rozalia wyszła za Cisowskiego, zaś wnuczka to Stanisława Drews – oraz jego siostry Michaliny (93), doświadczonej kalectwem: głuchoniemej. Dalej mieszkał Mikołaj Kaflowski „Mikolcio” (95), synem jego był Marko. Mieszkali naprzeciw Budziaków. „Mikolcio” został wywieziony do Niemiec. Po wojnie znalazł się w Anglii. Za nim był dom Władysława Wiśniowskiego (94) młynarza (fot. 24), i dalej Mariana Przytockiego (96), następnie Tabisza (97) – stolarza. Ostatni dom z prawej strony ul. Głównej przed Sukielem i Łanami należał do Jana Sikory (98), który miał dwóch synów: Zygmunta i Zbysz- ka. Sikora był sekretarzem gminy Sokołów. To on niedługo przed II wojną światową sprowadził autobus do Sokołowa. Był znaczącym i zamożnym sokołowianinem, co mu się niewątpliwie przysłużyło do wywózki do ZSRR (zachował się jego podpis – można powiedzieć, pamiątka – na dowodzie osobistym Anny z Komierowskich Dzieduszyckiej, żony ostatniego właściciela majątku Sokołów z 18 kwietnia 1934 r.).
Ul. Główna, odcinek IV, strona północna
Przechodzimy teraz na lewą stronę (północną) ul. Głównej, idąc od figury Matki Boskiej. Zaczynamy od jej końca, od strony brodu na Sukielu i sąsiedniej wsi Łany Sokołowskie. W ostatnim domu przy tej ulicy, naprzeciw, jak się rzekło, domu Kaflowskiego, mieszkali trzej bracia Budziaki (99), Żydzi. Zajmowali się stolarstwem. Stanisław Kaflowski wspomina, że u nich zamawiał jesionową sypialnię, którą mu wykonali. Pod rządami sowieckimi dwóch z nich służyło w milicji. Po zajęciu Sokołowa przez Niemców uciekli do Związku Radzieckiego. Następne domy ciągnąć się teraz będą w kierunku wschodnim, to znaczy w stronę figury Matki Boskiej. Wpierw będzie to dom Kulikowskich „Kubrychy” (100), ich córka Genia pracowała przed wojną we dworze. W pamięci jego mieszkańców pozostawiła najcieplejsze wspomnienia. Poślubiła później Piotra Przytockiego, syna Tomasza (131). Osiedliła się w Zabrzu. Ma dwie córki lekarki. Jej siostra Bronka poślubiła Józefa Ogonowskiego „Kabłuka” (112). Mieli dwie córki: Pelunkę i Stefkę. Dalej mieszkał Sławek Ogonowski (101), żonaty z Pelagią Przytocką. Zginął tragicznie w Bolechowie. W następnym domu mieszkał Kornel (102), który miał syna Michała, a dalej Józef Cisowski „Kajetańcio” (103) i jego synowie: Kazimierz i Poldek. W następnym domu była gmina i wójt Umiński (104). Za gminą Cisowski „Łedek” (105) i dalej Dudio Brener (106) – Żyd, szklarz. Sąsiadował z Zejłykiem (107), również Żydem, piekarzem. Dalej mieszkał Mocio (108), Żyd, zięć Szymona (50). Następny dom należał do Bronisława Cisowskiego (109) i obok niego mieszkał Andrzej Cisowski,,,Andrunio” (110). W jego domu mieścił się Urząd Gminy Sokołów (w innym czasie niż w domu wójta Umińskiego). Miał kochanego konia Baśkę. W dalszym ciągu ulicy mieszkał Kuba Cisowski (111) z żoną Bronką Kulikowską i córkami: Genią, Pelunką, Stefką, za nim mieszkał Żyd (112), dalej Leon Diakonowicz (113) z synem Mieczysławem i córkami: Marią, Janką, Stefą i Anielą. Na tyłach domów przy ul. Głównej na jej odcinku IV znajdowało się „ścierwisko”. Było to miejsce, na którym grzebano padlinę. Tam, niestety, Niemcy zamordowali lekarza, Żyda, i jego żonę.
Ul. Do Pańskiego Sadu, strona wschodnia
Przy tej stronie drogi mieszkał wpierw Engelman, Żyd,,,Jajła” (114), który miał dwóch synów: Ałtę i Dawida. Został z synem Ałtą zamordowany 10 lipca 1941 r. Dalej znajdowało się siedem polskich domów, w których mieszkali: Tabiasz Ogonowski (115), Jan Przytocki „Kubaty” (116) z żoną i córkami: Julią (Klimczak), Stefanią (Szczudłowską), Emilią (Tabisz), i synami: Władysławem i Janem, wywiezionym do ZSRR, który przeszedł szlak bojowy z generałem Andersem i zginął pod Monte Cassino. Dalej Marek Ogonowski (117) i jego trzej synowie: Stanisław, Bronek i Marian, zamordowani (z wyjątkiem Stanisława) 19/20 sierpnia 1944 r., za nimi Maciej Kryłowski (118) – sołtys – i jego żona Józefa z domu Kulik z Daszawy, zamordowana 18/19 sierpnia 1944 r. (spłonęła w domu), mieli dziewięcioro dzieci: Władek, Józek, Kazik, Hela, Mania, Wisia, Genia, Kasia, Józia (Nusia). Dalej: Władysław Ogonowski (119), Przytocka (120) i Jadwiga Brzezicka (121).
Ul. Do Pańskiego Sadu, strona zachodnia
Zachodnią stronę drogi Do Pańskiego Sadu, sąsiadującą z synagogą, zajmowało siedem domów sokołowian tak polskiego, jak i żydowskiego pochodzenia. Ten ciąg siedmiu domów od południa zaczynał dom Żydówki Małki (122), która mieszkała z córką Bałką Retman i bratem. Prowadziła sklep spożywczy i towarów mieszanych. U niej mieszkał policjant Jędraczek. Następny dom należał do Zygmunta Przytockiego (123) i jego żony Stanisławy. Mieli synów: Mariana i Władysława, oraz córkę Helenę. Do Przytockiego należały dwie jatki z mięsem nad młynówką. Jego sąsiadem był Żyd Teper (124). Następny dom należał do Antoniego Dydejczyka (125) – Ukraińca – przewodniczącego Rady Miejskiej Sokołowa, zamordowanego 10 lipca 1941 r. Dalej mieszkał Feliks Kaflowski „Jasiuńcio” (126). Miał on żonę Julię, córki: Jadwigę (Budzioch) i Janinę (Oleksyn). Następny dom należał do Bronisława Sąsiadowskiego „Fucika” (127), zamordowanego 18 sierpnia 1944 r., kolejny zaś do Józefa Siechowskiego (128) i jego żony Julii, oraz syna Tadeusza.
Ul. Kąt
Ten zakątek z kilku domami znajdował się w sąsiedztwie starego sadu dworskiego zwanego świńskim rajem”, niedaleko końca ul. Do Pańskiego Sadu. W miejscu tym, w pobliżu Sukielu, znajdowało się jakieś bajorko, zwane przez miejscowych „Sadzawką”. Pierwszy ze stojących tu domów należał do Marcina Ogonowskiego zwanego „Marko” (129) i jego żony Anny. Mieli oni córkę Mańkę i syna Mieczysława. Zamordowani zostali nocą 11/12 kwietnia 1944 r. W następnym domu mieszkał Przytocki (130) – pisarz gminny – i jego synowie: Józef i Jan, oraz córka Helena. W tym samym domu mieszkali również: Tomasz Przytocki (131) z żoną Rozalią, synami Janem i Piotrem (mężem Geni Kulikowskiej), córką Stanisławą i dziećmi z drugiej żony z domu Chruńczuk, Anielą i Władysławem. W następnym domu mieszkała rodzina Grzegorza Przytockiego „Siania” (132), brata Józefa „Pierożka” (22). W ostatnim domu z tego rejonu mieszkał Władek Wojtkowski (133), który zajmował się wikliniarstwem: wyrabiał meble, koszyki z wikliny. Na dachu jego domu było gniazdo bocianie. Pozostało w pamięci sokołowian jako wróżba szczęścia dla mieszkańców.
Ul. Do kąta, strona wschodnia
W tym rejonie rząd domów ciągnął się od mostu na młynówce do Kąta. Było tu osiem domów. W pierwszym, zaczynając od Kąta, mieszkał Jan Smoczkiewicz „Faja” (134), z żoną Rozalią, synem Józefem „Baniaczkiem” i córką Wandą, która została wywieziona na roboty do Niemiec. Tam została i poślubiła Holendra. W następnym domu żyła rodzina Matuszewskiego, organisty (135), jego żona i córka Helena. Dalej mieszkała Helena Przytocka „Kostyczka” (136), matka Józefa i Grzegorza oraz kilku córek. W następnym domu Juliana i Anieli Kowalewiczów (137) zamieszkiwał ich syn Antoni „Dziuńko”, zatrudniony we dworze w charakterze ogrodnika. Ożeniony był z Katarzyną Kaflowską, córką Józefa z domu parafialnego (38). W domu Kowalewiczów mieszkała też ich córka Jula, która pracowała we dworze i razem z rodziną Stanisława Dzieduszyckiego wyjechała tuż przed wybuchem wojny do Zarzecza koło Jarosławia. Tam wyszła za mąż za Józefa Hajduka. Jej najstarszy wnuk Władysław został księdzem, wnuczka siostrą zakonną. Za Julianem i Anielą Kowalewiczami mieszkał Władysław Kowalewicz (138) – murarz – z żoną Anną, synem Stanisławem „Kacefonem” i dwoma córkami: Marią (Ilewicz) i drugą, niezapamiętaną z imienia. Obok nich Magdalena Sawicka (139), dalej Józef i Magdalena Rakszewscy (140) z dwojgiem dzieci niepełnosprawnych i bratem Magdaleny, Makowskim – szewcem. Magdalena była krawcową zatrudnianą często we dworze. Była dobrą kobietą, mocno doświadczoną przez los (dwoje dzieci niepełnosprawnych umysłowo). To ona, po rabunku dworu, ulitowała się nad bezpańskim dworskim jamnikiem Filusiem, który niespodziewanie stracił grunt pod nogami. Uratowała też trochę książek z dworu i zwróciła je właścicielom. Ostatnim domem, stojącym już na rogu tej ulicy i ul. Głównej, przy moście na młynówce, był dom Blinda (141), Żyda. Był tu niegdyś zajazd i karczma. Sokołowska karczma była niezawodnie potrzebna m.in. w czasie jarmarków.
Ul. Do Kąta, strona zachodnia
Zachodnia część tej ulicy miała nader skromną zabudowę. Stały tam tylko trzy domy, naprzeciw karczmy. Dalej znajdowało się zakole młynówki i ścieżka, którą szło się do miasteczka od dworu, od młyna, gościńcem wiodącym od Stryja. Tuż nad młynówką stały więc trzy domy: najbliżej mostu świetlica strażacka (142), za nią dom Żyda o niezapamiętanym nazwisku (143) i dom Grzegorza Kaflowskiego „Fucika” (144), szewca, który miał córkę Józkę i syna Bronka, zamordowanego 19 sierpnia 1944 r.
O ile od strony ul. Głównej domy nie miały ani ogrodów, ani ogrodzeń, jak przystało na zabudowę miejską i niegdyś plac targowy, o tyle za domami ciągnęły się obszary zielone. Np. ogród państwa Furyków (34) graniczył z ogrodem plebanii (63). Także domy przy bocznych uliczkach: Kościelnej i Do Pańskiego Sadu, tonęły w zieleni” (A. Dzieduszycka-Machnik, s. 54–68).
W pięćdziesiątą rocznicę spalenia Sokołowa jeden z byłych mieszkańców zaproponował postawienie tablicy na cmentarzu o następującej treści:
„W tym miejscu był cmentarz Rzymsko Katolicki parafii Sokołów, miasta założonego 11 IV 1511 r. przez Jana Dzieduszyckiego i istniejącego do 19 VIII 1944 r. Rodacy pomni pamięci swoich przodków tutaj grzebanych przez ponad 4 stulecia, tablicę tę poświęcają. W pięćdziesiątą rocznicę zagłady Sokołowa, przynosimy żyjącym tu Braciom Znak Pokoju. Niech złączy nas wzajemne przebaczenie i pojednanie. Sokołowianie. 19 sierpień 1994 r.” (A. Dzieduszycka-Machnik, s. 194).
ANEKS
Dzisiejsza figura Matki Bożej stoi na przedwojennym postumencie, na którym widnieje napis: „Fundacja pierwszych członków”.
Anna Dzieduszycka-Machnik opisała szczegółowo historię osady miejskiej tworząc bezcenny dokument pełen licznych źródeł, ilustracji i zdjęć.