Franciszek Ksawery Prek (1801–1863), głuchoniemy artysta malarz-amator i literat z sympatią sportretował Magdalenę Morską na kartach swojego pamiętnika1, w którym skrupulatnie opisał swoje wizyty w Zarzeczu.
K. Prek, Autoportret, Zbiory Bibl. Jagiellońskiej, za: K. Prek, Czasy i ludzie, Ossolineum 1959
15 grudnia (1831)
Bawiłem w Zarzeczu pięć niedziel. Wówczas to miałem porę przypatrzyć się cnotom jego właścicielki. Sprawiedliwa pani, uprzejma sąsiadka, przychylna krewna, dobroczynna dla ubogich, wspaniała dla emigrantów polskich. Jej dom staje się domem każdego z nich; opuszczając go w zamiarze dalszej podróży, właśnie jak ze swego kufra bierze bieliznę, ubiór, zgoła co mu jest potrzebnego. Wielu z tych nieszczęśliwych po kilka miesięcy tam zostawali, niektórzy los swój znaleźli. Pan Raczyński opatrzony w konie, pojazd, sprzęty ożenił się w sąsiedztwie Zarzecza z panną Zgierską. Jednym słowem, radą, majątkiem, znaczeniem biegnie ta pani w pomoc cierpiącym dla ojczyzny i przyimuje wszystkich z równą otwartością, nie wchodząc, czy tego wart lub nie, nie wahając się omylić.2
4 lutego (1819)
Pani Morska dawała dla księżnej Adamowej bal u siebie w Zarzeczu. Całe sąsiedztwo zgromadzone, muzyka regimentowa, oświecenie domu doskonałe, obiad i kolacja wykwintne, przyjęcie gospodyni ochocze czyniły go jednym z najładniejszych i najweselszych. Śniadanie było w górnym apartamencie. Składa on się z sali okrągłej z kopułą w sztukaterie, ekstrapięknej posadzki, meblów nie wytwornych, ale bardzo gustownych, i pokoju zwanego weneckim dlatego, że w nim znajduje się okno na wzór weneckiego, wiele biustów, figur alabastrowych, mozaik i obrazów pięknych, kupionych we Włoszech w czasie pobytu tam pp. Morskich. W sali były stoły papierem cienkim okryte i w różne desenia pogiętym, zupełnie naśladujące marmur biały. Na nich znajdowało się wszystko, co smak i przepych wyobrazić może. Bal trwał do ósmej z rana.3
22 września (1822)
Pani Morska dając co niedziela u siebie w Zarzeczu bal dla sąsiadów i przyjmując ich z największą uprzejmością, zasługuje prawdziwie na wdzięczność. Tam to niejeden skłopotany domowymi i często niemiłymi interesami otrząsa się z nich choć na kilka godzin i wyciąga zasępione czoło, tam to dzieci ucząc się cały tydzień wyskaczą wesoło, tam to młodzież obojga płci spotyka się przecież. Całe więc sąsiedztwo złożyło się na piknik dla tej pani. Dom pani Ruckiej najsposobniejszym jest do pomieszczenia dużej kompanii. Obrano Siennów. W tym celu zbudowano jeszcze w ogrodzie obszerną salę z dwoma gabinetami, obok nich rozpięty był namiot z napojami, lodami, a w domu przygotowane stoły. U każdego jedna z kompanii dama była gospodynią, starając się jak najładniej ubrać go. Mnóstwo świateł gorzało na dziedzińcu, droga prowadząca do sali biało z niebieskim malowanej i rzęsisto oświeconej gęsto lampami odznaczoną była. Damy wszystkie miały suknie białe z niebieskim, jako kolory ulubione pani Morskiej.Czego tylko mogła dostarczyć okolica, o wszystko się wystarano, aby jedną z najładniejszych uczt utworzyć. Gdy kolacja już gotową była, poprowadzono królowę balu inną drogą, również oświeconą, na końcu której przy wchodzie do pokojów ujrzała transparent przedstawiający Zarzecze, a na dole następujący napis: Wdzięczni sąsiedzi za miłe w nim spędzane chwile. Tańcowano do 9 z rana i po sutym śniadaniu rozjechali się dopiero goście.4
27 października (1844)
Byłem u pani Morskiej w Zarzeczu, gdyż dawno jej nie oddałem mego uszanowania. Dopiero co wróciła z Paryża i Londynu, gdzie nie zważając na lata, których już przeszła osiemdziesiąt, i pomimo tegorocznego tak słotnego lata podróż odbyła. Mówiła mi, iż w Londynie przyjęta została do klubu angielsko-zagranicznego, któremu ofiarowała album z własnoręcznymi rysunkami swego ulubionego Zarzecza i kwiatami w bukiety ich kwitnienia ułożonymi. Dostała za ten dar podziękowanie listowne od lorda Buckingham i oraz zaproszenie na wieczór, które Towarzystwo ostatni raz dawało w tej porze roku. Powiadała mi także, że mój rysunek jej salon[u] podczas balu przedstawiła Towarzystwu.5
Oprócz pojedynczych wpisów, Franciszek K. Prek zamieścił również na stronach pamiętnika obszerny portret Magdaleny Morskiej i jej męża Ignacego:
MAGDALENA z hr. Dzieduszyckich hr. MORSKA poszła za mąż za Ignacego hr. Morskiego; własny miała majątek znaczny, ten złączywszy z mężowskim, tenże podwoiła. Ignacy hr. Morski był mężczyzną bardzo małego wzrostu, krzywy, garbaty, piersi wypukłych, bardzo słaby i powolny, twarzy nieprzyjemnej, włosów siwych, na przodzie w górę zadartych, bogaty, ale bardzo skąpy, nie miał z nią żadnych dzieci. Choć Ignacy hr. Morski tak był nieprzyjemny, słowem brzydki, zawsze jednak była [dla] niego przychylną i szczerą i jak swojego szacowała małżonka. W dobrach Zarzeczu wybudowała za poradą i wiedzą małżonka pałac i założyła ogród wspaniały. Długie czasy małżeństwo to żyło w spokojności i na pozór szczęśliwie, aż jednego czasu Ignacy hr. Morski przypadkowo zapoznał Zofię Czosnowską z domu Potockich. Była to pani rzadkiej piękności, która miała jedno, a z ks. Józefem Poniatowskim, marszałkiem, czyli wodzem wojsk polskich, drugie dziecię; i tę hr. Morski namiętnie pokochał i chociaż tenże był jak już powiedziano, tak brzydkim, pani Czosnowska dla jego majątku samego zdawała się jemu sprzyjać. Małżonka jego wprawdzie miała córkę, którą jednakże nikt za płód hr. Morskiego z początku uznać nie chciał, lecz bezzasadnie, gdyż dorósłszy to dziecię wiele miało do ojca podobieństwa. Hr. Morski dobra Łąkę z przyległościami w cyrkule rzeszowskim zapisał pani Czosnowskiej, [z] drugiego małżeństwa Oborskiej. Ta kobieta, z życia nierządnego powszechnie znajoma, roztrwoniła majątek cały, narobiła więc długów, wskutek których dobra posprzedawano; sama zaś do Warszawy się udała, tam życie bezprzykładnie rozwiązłe prowadząc, takowe nędznie zakończyła.
Miłość Ignacego hr. Morskiego ku pani Czosnowskiej powzięta zwątliła słabe hrabiego zdrowie. Małżonka jego obawiając się, ażeby majątek mężowski nie przeszedł w ręce pani Czosnowskiej, użyła nadwornego hrabiego doktora Rainold, ażeby nakłonił pacjenta do pamięci o własnej familii; i ten swoimi przedstawieniami wymógł na chorym, że małżonce swojej zapisał dobra Zarzecze z przyległościami. Umarł potem Ignacy hr. Morski, a małżonka majątek po nim pozostały objęła. I po śmierci hrabiego doktor Rainold zostawał przy dworze pani Morskiej, rościł sobie albowiem nadzieje jeżeli nie na miłość, to pewnie na wdzięczność pani Morskiej. Lecz gdy pani Morska do niczego się nie poczuwała, doktor Rainold otwarcie się o zawdzięczenie, czyli raczej zaliczenie pieniędzy, upomniał, jeżeli nie z miłości, to wskutek wyrobionego na Ignacym hr. Morskim dla małżonki zapisu. A ponieważ pani Morska do żadnego nakłonić się nie chciała zawdzięczenia, doktor Rainold ją opuścił, lecz nie powściągnął swojej pożądliwości. Napadł później hrabinę i o pieniądze groźnie upominać się począł; gdy jednak groźby jego były nieskuteczne, porwał hrabinę za gardło i potężnie dusić począł. Na krzyk jednakże uczyniony nadbiegli służący i od szaleńca ją uratowali, jego zaś wyrzuciwszy, drzwi wszystkie pozamykali i pobyt dalszy u dworu jemu zabronili. Nie dał sobie Rainold tego zakazu powtórzyć, spakował swoje rzeczy, jednakże odjeżdżając hrabinie groził, że ją życia pozbawi; ta groźba nabawiła hrabinę obawą i sprawiła, że w krótkim czasie potem wojażować zaczęła.
Powróciła później do Zarzecza i trudniła się murowaniem wielu innych budowli na kształt holenderskich; szklarnie wszystkie napełniła roślinami różnych krajów. Hr. Morska, nie mając licznej familii, a znaczne dochody, dawała w Zarzeczu co niedzielę bal dla sąsiadów lub też inne zabawy, do których jednakże nie spraszała gości, gdyż raz na zawsze dla sąsiadów dom jej był co niedziela otwartym. Lecz nie tylko sąsiedztwo, ale młodzież z dalszych okolic zwiedzała znajome i sute zabawy, do których swoją nadworną używała kapele. Te bale i zabawy trwały aż do rewolucji w roku 1830. Po tej rewolucji zamknęła wszystkie uczty i zabawy, a to w tym celu, ażeby nieszczęśliwych polskiej ziemi emigrantów zapomagać; i w tym zawodzie nie złamała danego słowa, owszem, wielkie udzielała tym nieszczęśliwym zapomogi.
Hrabina Morska wszystkie swoje pobudynki i cały ogród z kwiatami w Zarzeczu ze wszystkich widoków zewnątrz i wewnątrz [poleciła] Tabaczyńskiemu odrysować, rysunek zaś ten przez pana Tepplara odrytować. Własnoręcznie zaś opisy do tych napisała i dziełko to pod nazwą: Zbiór rysunków wyobrażających celniejsze budynki wsi Zarzecza w Galicji w obwodzie przemyskim leżącej, częścią z natury zdjętych lub uprojektowanych z opisem budownictwa wiejskiego w sposobie holenderskim i angielskim i ogólnymi myślami o przyozdobieniu siedlisk wiejskich przez M. M. w Wiedniu 1836 drukiem wdowy po Ant. Straussie (z portretem autorki, fol. med.) w rzadkim, bo tylko w 50 egzemplarzach, do druku podała.
Już w 84 wieku życia swego przyszło pani Morskiej na myśl podróżować do Francji i Anglii; uskuteczniła tę myśl swoją i wraz z panią pułkownikową Kotkowską w drogę się puściła. W Anglii będąc w Londynie przyjęta została do klubu angielsko-zagranicznego, któremu ofiarowała album z rysunkami swego ulubionego Zarzecza i kwiatami w bukiety ich kwitnienia ułożonymi. Otrzymała za ten dar podziękowanie listowne od lorda Buckingham oraz i zaprosiny na wieczór, który to towarzystwo ostatni raz dawało w tej porze roku.
Powróciła nareszcie pani Morska z Anglii i po tak dalekiej w tak późnym wieku wyprowadzonej podróży dość w czerstwym zostawała zdrowiu; bawiła jeszcze lat kilka w ulubionym Zarzeczu, [aż] nastąpiła i na nią śmierć dnia 11 maja w roku 1847 w 88 roku życia jej. Majątek oddała testamentem bratu Józefowi hr. Dzieduszyckiemu, wszystkich zaś swoich dworzan i służących legatami obdarzyła.
Józef hr. Dzieduszycki jest to jeden z najbogatszych magnatów galicyjskich. Wielkie ma po bankach kapitały, które mu znaczny procent niosą, ma bardzo znaczne dobra ziemskie, pomnożył swój majątek spuścizną po siostrze odziedziczoną; lecz niedługo używał tego nowego majątku, gdyż w pół roku po siostrze życia we Lwowie dokończył. Zostawił tylko jedynaka, syna Włodzimierza, bardzo delikatnej ciała budowy i niepewnego życia.
Magdalena hr. Morska była wzrostu małego, twarzy niepięknej, pomarszczonej, nosa szerokiego, oczów czarnych, dużych, brwi okrągłych, wielkich, ust ściśniętych; zawsze nosiła na głowie kapelusz; ubiór nosiła przystojny, na balach i zabawach kosztowny. Nadzwyczaj kochała kwiaty i ojczyznę. Była ona znakomitą damą, sprawiedliwą panią, uprzejmą sąsiadką, przychylną krewną, dobroczynną ubóstwu, wspaniała emigrantom polskim. Rozporządziwszy bowiem całością majątku swojego, jedną ręką darowuje kilkadziesiąttysiączne długi i kilka tysięcy korcy zboża włościanom swoim, zostawia prócz tego wsparcie dla biednych, wynagradza wszystkie dawne i nowe usługi oficjalistów i sług swoich, rozdaje upominki i z najszlachetniejszym przyznaniem, wdzięcznością i przyjaźnią ocenia ostatnie mianowicie w chorobie pielęgnujących ją osób, a drugą ręką, nie przepominając o dobroczynnych lub użytecznych zakładach, obdarza domy sierot i ochrony dzieci we Lwowie, bibliotekę Naukowego Zakładu imienia Ossolińskich, krajowe towarzystwo gospodarskie, robi legaty dla mnogich nieszczęśliwych i dla sióstr miłosierdzia w Przeworsku, Moszczanach i we Lwowie, w jednym i drugim domie.
ZARZECZE, wieś w obwodzie przemyskim, leży o dwie mile od Jarosławia. Zarzecze należało do Ignacego hr. Morskiego, który nie miawszy potomstwa zapisał te dobra swej żonie Magdalenie z Dzieduszyckich. Swoim staraniem jeszcze za życia męża wymurowała piękny pałac, z jednej strony okrągły, w której stronie wewnątrz znajduje się sala także okrągła, a w niej okna głębokie z arkadami; pomiędzy oknami znajdowały się szafy zwierciadlane lśniące arkadami. Tu zwykle odbywały się tańce. A poza te wspomniane szafy, których cztery były, można było wkoło obejść. Schody prowadziły do górnych apartamentów. Nad wymienioną salą znajduje się sala mniejsza, także okrągła, z kopułą w sztukaterie; uwagi godną między innymi jest posadzka. Z tej sali wychodziło się do pokoju zwanego weneckim, dlatego że w nim znajduje się okno na wzór weneckiego, a także wiele biustów, mozaik, figur alabastrowych pięknych obrazów i gustowne bardzo meble. Z dolnej sali wychodziło się do trzech pokoi bawialnych; w jednym z mniejszych znajdowały się szafy szklanne, w których były różne wypchane ptaki. Z tej wychodziło się przez długość oranżerii, inne pokoje były przeznaczone na sypialnię i na górze dla gości. Z tej dolnej sali schody schodziły do wielkiego pokoju jadalnego.
Pałac ten mocno był zmurowany, ale powierzchowność jego niegustowna. W planie budowany, ale dla ilości szaf pokoje bardzo ścieśniały. Obok tego pałacu znajdował się ogród pełen kwiatów, w którym był piękny staw z łabędziami. Wszystkie inne budynki wystawiła hrabina Morska na kształt holenderskich, które wzory, podróżując po Holandii. sobie wzięła. Wystawiła dużą oberżę, kilka domków dla rzemieślników, dom mieszkalny dla sędziego i innych oficjalistów, młyn, kuźnię. Cegły czerwone, a pomiędzy nimi biała glina piękny widok przedstawia tych budynków: słowem, wszystkie te budowle mogłyby wśród Holandii ładnymi się nazwać.6
- Prowadzony był w sposób systematyczny od 1818 r. przez prawie 40 lat, uzupełniony z czasem o część biograficzną. Tekst pamiętnika znalazł się w zbiorach Towarzystwa Naukowego Krakowskiego – dziś Biblioteka PAN, Bibliotece Jagiellońskiej i Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. Pamiętnik został krytycznie opracowany i wydany przez Ossolineum pt. Czasy i ludzie w 1959. ↵
- 15 grudnia 1831, Czasy i ludzie, Ossolineum 1959, s.154. ↵
- 4 lutego 1819, Czasy i ludzie, Ossolineum 1959, s. 17. ↵
- 22 września 1822, Czasy i ludzie, Ossolineum 1959, s. 29. ↵
- 27 października 1844, Czasy i ludzie, Ossolineum 1959, s. 250. ↵
- Czasy i ludzie, Ossolineum 1959, s. 512-515. ↵