Skip to main content

Na uroczystości, która odbyła się 5 stycznia 2022 roku w Muzeum Dom Jana Matejki w Krakowie śp. Izabela Dzieduszycka została włączona w Poczet Mistrzów Polskiej Pracy Organicznej. Poniżej zamieszczamy laudację, którą wygłosił prof. Kazimierz Karolczak.

Kazimierz Karolczak

Izabela z Bojanowskich Dzieduszycka – mistrzyni pracy organicznej „Człowiek Kultury Pro Publico Bono”

Laudacja

Przed kilku dniami minęła pierwsza rocznica śmierci Izabeli Dzieduszyckiej, osoby niezwykłej, której poświęcamy dzisiejsze nasze spotkanie. Pan Bóg dał jej długie życie, które w znacznej części poświęciła pracy na rzecz rodziny i społeczeństwa. Te słowa brzmią może nieco patetycznie, ale proszę się nie obawiać, to nie panegiryk na cześć naszej bohaterki, a laudacja. Prezentację zacznę od dzieciństwa i domu rodzinnego, jako że charakter człowieka kształtuje się pod wpływem różnych czynników, ale bez wątpienia najważniejszym jest wychowanie w domu rodzinnym. To stamtąd wynosi się (bądź nie wynosi) wartości, którymi kierujemy się potem w dojrzałym życiu. Wychowywać nie da tylko teoretycznie, to trzeba robić na własnym przykładzie, w rodzinie. Izabela urodziła się w wielkopolskiej rodzinie Bojanowskich i dzieciństwo (szczęśliwe, jak sam wspomina we wspomnieniach spisanych przez Elżbietę Misiak-Bremer) spędziła w Niechłodzie, rodzinnym majątku w pow. leszczyńskim. Z Bojanowskich pochodził bł. Edmund Bojanowski (kuzyn pradziadka Izabeli), twórca ochronek wiejskich, założyciel zgromadzenia ss. Służebniczek Najświętszej Marii Panny. Jego działalność społeczna sprzed kilkudziesięciu lat (zm. 1871) była swego rodzaju wzorem dla młodego pokolenia rodziny. W wychowaniu domowym dziewcząt w rodzinach ziemiańskich niezwykle ważną rolę odgrywała matka i nie inaczej było w Niechłodzie. Rodzicami Izabeli Dzieduszyckiej byli Józef Bojanowski (1887-1934) i Maria Motty (1896-1947), wywodząca się ze znanej w Wielkopolsce (szczególnie w Poznaniu) rodziny francuskiego pochodzenia (od 1806 r. w Wielkopolsce), o której mawiano, że byli najbardziej poznańscy z Francuzów! Pradziadkiem Izabeli w prostej linii po kądzieli był dr Marceli Motty, autor słynnych Przechadzek po mieście, będących kopalnią wiedzy o życiu mieszkańców dziewiętnastowiecznego Poznania. Marceli od 40 lat jest patronem Koła Przewodników w Poznaniu. Jego wnuka Jana Karola Motty (zm. 2011), kuzyna Izabeli, prawnika, działającego w stowarzyszeniu Absolwentów UJ miałem przyjemność poznać przed kilkunastu laty. Dziadek Izabeli, Jan Motty, prezes Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, przeznaczał znaczną część swych dochodów na kształcenie synów z ubogich rodzin mieszczańskich. Potrzeba pomagania bywa zazwyczaj „dziedziczona”, w kolejnych pokoleniach, staje się naturalnym odruchem w różnych momentach życia, a czasem wręcz podstawą angażowania się w życie publiczne. Izabela widziała to w postępowaniu swojej matki, sama własnym przykładem przekazała swoim córkom. Po latach wspominała, że z domu wyniosła miłość, przyjaźń i szacunek do innych ludzi. Ja bym do tego dodał jeszcze etos pracy, tak charakterystyczny dla Wielkopolski. Sam coś o tym wiem, bo moje dzieciństwo upłynęło w sąsiednim powiecie, a że trochę później, to i bez przerwy na wysiedlenie. Rodziców Izabela straciła wcześnie, ojciec zmarł w 1934 r. w wieku 47 lat, a matka, znacznie młodsza od męża, w 1947 r. w wieku 51 lat. Wybuch wojny pozbawił Bojanowskich domu rodzinnego, podzielili los innych ziemian wysiedlonych z Warten Gau. Okupacja spędzona w Sandomierzu i w Starachowicach była dla Izabeli szkołą samodzielności i odpowiedzialności, nie tylko za siebie, ale już także za innych. Nie potrafiła stać z boku i wyłącznie obserwować aktywność starszego rodzeństwa, ale sama włącza się w konspirację. Została zaprzysiężona jako łączniczka Armii Krajowej, wykonywała powierzane jej zadania. W 1945 r. po przejściu frontu rodzina wraca do Niechłodu, by ponownie przeżyć, ostateczne już wypędzenie z domu.

Studia ekonomiczne (na Akademii Handlowej w Poznaniu), tenis stołowy (dwukrotne mistrzostwo Polski w singlu kobiet), praca w przemyśle okrętowym, ministerstwie przemysłu ciężkiego to kolejne etapy w życiu młodej kobiety. Wreszcie małżeństwo z Tadeuszem Dzieduszyckim (listopad 1960 r.), wejście do rodziny męża, pielęgnującej podobne wartości, w jakich sama została wychowana. Dzieci, nieprzerwana praca zawodowa i wreszcie początek współpracy z Klubem Inteligencji Katolickiej w połowie lat 70. ubiegłego wieku, wynikający z pragnienia zapewnienia córkom kontaktów z dziećmi wychowywanymi w rodzinach o podobnych wartościach. Izabela nie zamierzała jednak tylko brać, korzystać z wysyłania córek na obozy organizowane przez KIK, ale aktywnie włączyła się w pracę stowarzyszenia, co ostatecznie ukształtowało jej światopogląd. Wkrótce też została wiceprzewodniczącą, a potem przez 10 lat przewodniczącą Sekcji Rodzin (1977-1986). To właśnie ta sekcja po wprowadzeniu stanu wojennego nawiązała kontakt z Prymasowskim Komitetem Pomocy Represjonowanym przy warszawskim kościele św. Marcina, organizując obozy także dla dzieci z tych rodzin. Rozszerzenie działań na parafie dało w 1983 r. początek ruchowi Przymierza Rodzin, które stało się kolejnym dzieckiem Izabeli Dzieduszyckiej, któremu poświęciła się bez reszty w następnych latach. Początki wcale nie były łatwe, zwłaszcza że w 1982 r. przeszła z przyczyn politycznych na wcześniejszą emeryturę, przez 1,5 roku myła okna, by utrzymać rodzinę (mąż na bardzo niskiej emeryturze). Na przyszłość procentowały trwałe przyjaźnie zawierane podczas 11 pieszych pielgrzymek do Częstochowy!

Życie Izabeli Dzieduszyckiej wymyka się spod standardowej oceny. Na emeryturze podejmuje się ogromnego zadania, doprowadza do wybudowania na Ursynowie wspaniałej Szkoły Przymierza Rodzin. Była motorem tego przedsięwzięcia, nie znała słowa „nie da się”…, a brakujące środki zdobywała sobie tylko znanymi sposobami. Wzbudzała tym podziw współpracowników, a zapewne dumny byłby z niej także zmarły przed laty jej teść, ordynat Włodzimierz Dzieduszycki, określający ją żartobliwie jako finanzminister pierwszej klasy1.. Nauka w pierwszej z tych szkół (bo potem powstawały następne) rozpoczęła się w 1997 r., a już po dwóch latach uczyło się w niej 480 dzieci na trzech szczeblach nauczania: podstawowym, gimnazjalnym i licealnym. W następnych latach rozszerzano sieć szkół, a ambicją Izabeli Dzieduszyckiej stało się stworzenie także uczelni wyższej. W 2001 r. powstaje Wyższa Szkoła Przymierza Rodzin w Warszawie, która od 2020 r. działa pod nazwą Collegium Verum. Warto przypomnieć, że podstawowym celem Przymierza Rodzin jest pomoc rodzicom w wychowaniu ich dzieci w duchu nauki Kościoła katolickiego, oficjalnie zostało ono zarejestrowane w 1991 r.

Wydawało się, że praca wykonana na rzecz Przymierza Rodzin pozwoli Izabeli Dzieduszyckiej na zasłużony odpoczynek i przypatrywanie się z satysfakcją na dalszy rozwój stowarzyszenia. Nic bardziej błędnego. W 1999 r. w Szkole Przymierza Rodzin reaktywował się po kilkudziesięcioletniej przerwie Związek Rodowy Dzieduszyckich, którego wiceprzewodniczącą została Izabela Dzieduszycka. W tej roli od początku starała się skierować aktywność rodzinnego stowarzyszenia przede wszystkim na podkarpackie Zarzecze, gdzie pozostał dawny pałac ordynacki Dzieduszyckich. Poprzez Przymierze Rodzin starała się o stypendia dla ubogich dzieci z gminy, które mogły kształcić się w Warszawie, organizowała wycieczki do stolicy dla dzieci z Zarzecza. Związek Rodowy Dzieduszyckich na swoim drugim zjeździe w 2002 roku w Zarzeczu podjął decyzję o wyrzeczeniu się starań o odzyskanie pałacu, pod warunkiem, iż będzie on służył polskiej kulturze i edukacji. Na decyzję tę duży, o ile nie decydujący, wpływ miała Izabela Dzieduszycka, ciesząca się ogromnym autorytetem w rodzinie. Sprzeciwiono się tym samym zamiarom sprzedaży pałacu przez starostę przeworskiego i podjęto współdziałanie ze Stowarzyszeniem Rozwoju Gminy Zarzecza. Rada Powiatu Przeworskiego, przychylając się do woli spadkobierców Włodzimierza i Wandy z Sapiehów Dzieduszyckich, podjęła w dniu 28 kwietnia 2006 roku uchwałę2, w sprawie wyrażenia zgody na darowiznę Gminie Zarzecze położonego we wsi parku i pałacu z oficyną, należącego niegdyś do Dzieduszyckich. Zaznaczono, iż może być ona wykorzystywana na cele działalności kulturalnej, oświatowej, sportowej i turystycznej (a więc nie związane z działalnością zarobkową). Decyzja ta umożliwia realizację starań Związku Rodowego Dzieduszyckich o utworzenie w tych obiektach Muzeum o charakterze edukacyjnym i Ośrodka Spotkań Międzynarodowych. Izabela Dzieduszycka była już wtedy przewodniczącą Związku Rodowego. Bardzo mocno w tę sprawę zaangażował się wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Krzysztof Olendzki, a wspierał ówczesny arcybiskup Józef Michalik i władze województwa Podkarpackiego. Miałem dużą przyjemność blisko współpracować z Izabelą Dzieduszycką i Muzeum Kamienica Orsettich w Jarosławiu w przygotowaniu koncepcji owego wzorcowego, jak z perspektywy czasu dziś oceniamy, przedsięwzięcia na polu kultury i zachowania dziedzictwa narodowego. 23 lutego 2007 r. podpisano w Zarzeczu akt notarialny, trójstronne porozumienie pomiędzy właścicielem pałacu i parku, tj. gminą Zarzecze, Związkiem Rodowym Dzieduszyckich i starostwem jarosławskim, na mocy którego powołano do życia w pałacu Muzeum Dzieduszyckich, jako Oddział Muzeum w Jarosławiu oraz Ośrodek Spotkań Międzynarodowych. 26 kwietnia 2008 roku Muzeum zostało uroczyście otwarte i poświęcone przez arcybiskupa Józefa Michalika. Spełniło się kolejne marzenie Izabeli, a rodzina Dzieduszyckich symbolicznie powróciła do Zarzecza. Okresowo zjeżdżają tu nie tylko jej przedstawiciele na zjazdy i uroczystości rodzinne, ale też wiele osób ze świata kultury, np. na organizowane w karnawale bale. We wszystkich tych spotkaniach uczestniczy wójt Zarzecza, zainteresowany promowaniem gminy i regionu, przyciąganiem inicjatyw mogących zmniejszyć bezrobocie, wydobyć mieszkańców z marazmu ekonomicznego. Wydaje się, że pałac i potomkowie dawnych właścicieli mogą w tym pomóc, tym bardziej, że sami szukają sposobu na jego ożywienie i to najchętniej we współpracy z władzami gminy. Izabela Dzieduszycka włożyła w to całe swoje serce, co już pośmiertnie doceniły władze samorządowe regionu przyznając jej w 2021 r. honorowy tytuł „Zasłużona dla Województwa Podkarpackiego”, a w pośmiertnym pożegnaniu w imieniu Wspólnoty Pro Publico Bono Waldemar Rataj napisał: „Genius loci” Pałacu i Muzeum Dzieduszyckich w Zarzeczu już odtąd zawsze będzie wyrażać także geniusz patriotyzmu, obywatelstwa i twórczej przedsiębiorczości Pani Izabeli. W Jej osobie żegnamy mistrzynię pracy organicznej i człowieka kultury solidarności.

Wspomnieć też warto, że w ramach powołanej na fundamencie dziedzictwa św. Jana Pawła II „Karty Solidarności”, Izabela Dzieduszycka współtworzyła Stowarzyszenie Genius Loci, Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie i uczestniczyła w pracach na rzecz „kultury pamięci pro publico bono” w Wilanowie, w Wielkopolsce i na Podkarpaciu. Symboliczna jest też data śmierci Izabeli w Uroczystość Narodzenia Pańskiego 25 grudnia 2020 r. Za swą działalność otrzymała wiele odznaczeń, w tym Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice  2004 rKrzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski w 2011 r.

Izabelę Dzieduszycką poznałem w końcu lat 90. XX wieku, a więc w końcowym okresie jej pracowitego życia. Od tego czasu miałem okazję blisko z Nią współpracować, wspomagać Ją historycznymi komentarzami dotyczącymi głównie, chociaż nie tylko, rodziny Dzieduszyckich. Wiele spotkań, rozmów, wspomnień… Wielokrotnie zastanawiałem się też nad rolą wypełnianą przez Nią nie tylko w rodzinie, ale również w środowiskach z którymi związana była działalnością społeczną. Po zakończeniu kariery zawodowej aktywnie realizowała się bowiem nadal w życiu publicznym. Nie potrafiła być bierna, a z natury towarzyska, przyciągała do współpracy wiele wartościowych osób. Umiała nie tylko pozyskiwać współpracowników, ale zarażać ich swoim entuzjazmem, wykorzystywać – w dobrym tego słowa znaczeniu – ich kompetencje dla realizacji celów społecznie użytecznych. Wszystko to sprawiało, że Izabeli nie sposób było odmówić.

Przed kilkunastu laty udzieliłem długiego wywiadu Marcinowi Gurbale. Rozmawialiśmy o Włodzimierzu Dzieduszyckim, pierwszym ordynacie, jako patronie twórczej przedsiębiorczości. Zakończeniem wielogodzinnej rozmowy była refleksja o kontynuowaniu jego działalności w kolejnych pokoleniach rodziny. Przygotowując się do dzisiejszego wystąpienia wróciłem do wypowiedzianych wówczas słów, bo pojawia się w nich Izabela. Cytuję: Przetrwało myślenie Włodzimierza „pro publico bono”, czyli myślenie, że nie dla siebie człowiek się urodził i nie dla siebie żyje, że trzeba coś zrobić dla innych. To się objawiało w rodzinie Dzieduszyckich przez cały czas. Tę wolę inicjatywy posiada Izabela z Bojanowskich Dzieduszycka i za wielu Dzieduszyckich to nadrabia.

Na prośbę Izabeli napisałem też przedmowę do Jej wspomnień Kucem na Ursynów. Zdania te chciałbym przytoczyć na zakończenie mojego dzisiejszego wystąpienia.

Izabela z Bojanowskich Dzieduszycka łączy dwie rodziny obrosłe historią, szeroko rozgałęzione i skoligacone, potwierdzające w kolejnych pokoleniach swoją obecność w życiu Polaków. Obu rodzinom długie trwanie zapewniało liczne potomstwo w każdym niemal pokoleniu, ale rozgłosu i znaczenia przydawały wielkie indywidualności, których osiągnięcia wpisywały się w kulturę, politykę czy gospodarkę. Do tego ostatniego grona zalicza się Izabela, dla której oba nazwiska, zarówno odziedziczone po ojcu, jak i przyjęte od męża, stanowiły nie tyle powód do dumy, co rodzaj zobowiązania wobec przodków. Zobowiązania tym trudniejszego do wypełnienia, że obu rodzinom odebrano nie tylko cały dorobek poprzednich pokoleń, ale i podstawy bytu materialnego. W przeszłości wystarczało mądrze korzystać ze swego bogactwa, używać go na cele szlachetne, by zapisać się na kartach historii. Takiej szansy nie miało już pokolenie Izy, wchodzące w dorosłość w innej, powojennej rzeczywistości. W PRL-u znane nazwisko nie tylko nie pomagało, ale bywało też przyczyną dramatów osobistych. Izabela Dzieduszycka nie tylko przetrwała ten czas, ale wyszła z niego wyjątkowo silna, zdeterminowana do działania dla wspólnego dobra.

Z perspektywy ponad dwudziestu lat widzimy, jak wielkim przełomem dla Polaków był 1989 rok. Jedni z trudem odnajdywali się w „wolnym świecie”, inni – korzystając ze swoich umiejętności i talentów – rzucili się w pogoń za „lepszym życiem”, którego wyznacznikiem stał się pieniądz. Większy dom, lepszy samochód, określały pozycję w nowym społeczeństwie, a coraz grubszy portfel, czy rosnący stan konta stawał się w odczuciu wielu wyznacznikiem osobistego sukcesu. Droga do owego sukcesu wiodła nie tylko przez gospodarkę, ale i przez politykę. Zachowania altruistyczne nie były częste i popularne, a przez „galopantów” biznesowych traktowane niemal jak dziwactwo. W tej „ekskluzywnej mniejszości” Izabela Dzieduszycka funkcjonowała już od połowy lat siedemdziesiątych XX wieku, a pojawienie się III Rzeczypospolitej pozwoliło Jej jedynie rozwinąć skrzydła w działalności pro publico bono.

Wiele razy zastanawiałem się, skąd Iza czerpie tyle siły, z czego wynika Jej niepohamowany entuzjazm do publicznego działania, Jej niepoprawny optymizm? Tego nie można się nauczyć w dorosłym życiu, to nabywa się w dzieciństwie, w procesie wychowania, wzrastania w rodzinie. To właśnie RODZINA cały czas była i jest siłą napędową Izy, podstawą Jej działania. Rodzina różnie definiowana, ale zawsze najważniejsza. Z każdej z nich wiele wyniosła, ale też dużo im dała. Bojanowscy, Dzieduszyccy, Ministerstwo Przemysłu Ciężkiego, KIK, Przymierze Rodzin, Szkoły Przymierza Rodzin, Związek Rodowy Dzieduszyckich i Zarzecze, to w moim odczuciu kolejne „rodziny”, dla których Izabela żyła, bezinteresownie poświęcała swą energię i czas. Wyjątkowe miejsce w Jej życiu zawsze zajmowały najbliższe osoby: mąż, córki, zięciowie, wnuczęta, ale nigdy nie musiała wybierać między „swoimi rodzinami”, bo najbliżsi nie tylko Ją wspierali w działaniach na rzecz innych, ale i aktywnie w tę pracę się włączali.

Nie spotkałem drugiej tak zapracowanej na emeryturze osoby, tak skutecznie przeprowadzającej swe zamierzenia i tak daleko w przód planującej coraz to nowe przedsięwzięcia. Czasem trudno sobie było wyobrazić, że stał za tym jeden człowiek, krucha, wrażliwa starsza Pani…, najlepszy prezent, jaki Bojanowscy mogli dać Dzieduszyckim! Izabela od ponad pół wieku przydawała blasku nazwisku swego męża, kontynuując najlepsze tradycje przodków, mimo, iż nie dysponowała dawną fortuną rodziny, to przerastała ich energią, skutecznie realizowała zamierzenia wymagające nawet dużych nakładów finansowych. Zapisała nowy, trwały ślad Dzieduszyckich w polskiej kulturze. Bo Polska, to dla Izy też była rodzina, taka największa.

Nie mam wątpliwości, że Izabela z Bojanowskich Dzieduszycka w pełni zasługuje na włączenie jej w „Poczet Mistrzów Polskiej Pracy Organicznej”, co też gorąco popieram!

Zapraszamy do wysłuchania audycji przygotowanej przez Pro Publico Bono Communicatio pt. „Izabela Dzieduszycka – Mistrzyni Polskiej Pracy Organicznej”.

TRANSMISJA sobota 8 stycznia 2022, godz. 19:00

Izabela Dzieduszycka, fot. Zbigniew Bielawka

Audycja została przygotowana z okazji VII Dnia Mistrzów Polskiej Pracy Organicznej, poświęconego śp. Izabeli z Bojanowskich Dzieduszyckiej, która 5 stycznia 2022 roku podczas sesji transmitowanej z Muzeum Dom Jana Matejki w Krakowie została włączona w Poczet Mistrzów Polskiej Pracy Organicznej. Inicjatorem obywatelskich obchodów Dnia Mistrzów Polskiej Pracy Organicznej oraz organizatorem Pocztu Mistrzów Polskiej Pracy Organicznej jest Towarzystwo Pracy Organicznej im. Hipolita Cegielskiego i Mirosława Dzielskiego, którego pierwszą Honorową Przewodniczącą była śp. Izabela Dzieduszycka.

  1. List Włodzimierza Dzieduszyckiego do Róży Dzieduszyckiej z 3 X 1963 (Warszawa). W zbiorach Anny Dzieduszyckiej-Machnik z Krakowa.
  2. 2 Uchwała nr XXXVI/252/06 Rady Powiatu Przeworskiego z dnia 28 kwietnia 2006 roku.