Skip to main content

W centrum Kołomyi, przy ulicy Teatralnej, stoi okazały gmach dawnego Domu Ludowego. Na początku XX wieku zbudowała go ze składek ukraińska społeczność miasta i przez lata był ośrodkiem jej życia kulturalnego i politycznego. W 1926 roku Wołodymyr Kobryński (1873–1958) zaczął gromadzić tu w jednym niewielkim pokoju przedmioty huculskiej i pokuckiej sztuki ludowej. Przynosili je okoliczni mieszkańcy. Zbiory szybko się rozrastały i 31 grudnia 1934 roku otwarto dla publiczności pełną ekspozycję muzeum.
Dziś Narodowe Muzeum Sztuki Ludowej Huculszczyzny i Pokucia im. Josafata Kobryńskiego ma ponad 50 tysięcy obiektów, od znalezisk kultury trypolskiej po współczesne rękodzieło. Do muzeum należą też oddziały w Kosowie i Jaremczu oraz słynne Muzeum Pisanki w budynku w kształcie jajka.

Na jubileuszu stulecia muzeum w Kołomyi dyrektorka Jarosława Tkaczuk porównała ukraińskich artystów ludowych do kamyczków ukrytych głęboko w fundamentach pięknego domu. Niewidoczni i niedoceniani, często nawet nieświadomi wartości tego, co niosą, dźwigają cały ciężar tradycji. Dlatego ważne jest, mówiła, aby skarby kultury ludowej, były rozumiane i cenione i by Ukraińcy uczyli się o nich w szkołach byli z nich dumni. Ta misja należy dziś do muzeów. Jej owoce już widać. Do muzeum przychodzą ludzie przygnębieni, a wychodzą podniesieni na duchu. Żołnierze ze wschodu, którzy wchodzili, mówiąc po rosyjsku, przy wyjściu obejmują pracownice muzeum i próbują mówić po ukraińsku. Dyrektorka nazwała to wielkim zwycięstwem.

Wśród gości na uroczystości dyrektorka wymieniła rodzinę Dzieduszyckich, której przodek, Włodzimierz Dzieduszycki, stworzył we Lwowie jedno z najważniejszych muzeów przyrodniczych w Europie.

„Kłaniam się dziś państwu Dzieduszyckim, pani Melanii i jej mężowi Mateuszowi, którzy kierują Związkiem Dzieduszyckich w Warszawie i zawsze są z Ukrainą. Bo ich przodek podarował [Lwowowi] jedno z najpotężniejszych muzeów przyrodniczych na kontynencie, w którym zebrał wszystko, co charakterystyczne dla Galicji. I od tego czasu wszyscy potomkowie kontynuują jego dzieło. Mamy o czym rozmawiać. Mamy o co się spierać. Mamy z czym polemizować, mamy czego się uczyć. Mamy za co przepraszać i prosić o przebaczenie u nas. Ale musimy być świadomi, że my, żyjący dziś, nie ponosimy winy za to, co działo się kiedyś. I musimy zrobić wszystko, aby to, co dobre, się powtarzało i mnożyło, a porażki i złe sprawy nigdy się nie powtórzyły. To jest nasza dzisiejsza misja. To misja naszej kultury, naszego języka, naszych muzeów.”

Obchody stulecia otworzyła konferencja „Narodowe Muzeum Sztuki Ludowej Huculszczyzny i Pokucia im. J. Kobryńskiego w wymiarze historii, kultury i pamięci”. W panelu „Osobowości w muzealnictwie Ukrainy” Mateusz Dzieduszycki opowiedział o działalności Włodzimierza Dzieduszyckiego. Moderatorem panelu był prof. Iwan Monołatij, kierownik Katedry Nauk Politycznych Przykarpackiego Uniwersytetu Narodowego im. Wasyla Stefanyka, a pozostałymi prelegantami: Lesia Stefanyk – dyrektor Centralnego Państwowego Archiwum Historycznego Ukrainy, o. Iwan Rybaruk – proboszcz parafii we wsi Krzyworównia, przełożony cerkwi Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy oraz Jurij Plekan – kandydat nauk historycznych, dyrektor Muzeum Historii Miasta Kołomyi.

Szanowni Państwo,
chciałbym na wstępie podziękować gospodarzom i całemu środowisku ukraińskiego muzealnictwa za to, że dorobek Włodzimierza Dzieduszyckiego jest dziś pielęgnowany i badany także tutaj, w Kołomyi i we Lwowie nie jako element cudzego dziedzictwa, lecz jako część wspólnej historii tej ziemi. To najlepszy dowód, że troska o dziedzictwo kulturowe potrafi przekraczać granice, tam gdzie wyznacza je polityka.
Rok 2025 był w tym kontekście wyjątkowy. Obchodziliśmy dwusetną rocznicę urodzin Włodzimierza Dzieduszyckiego, a do obchodów włączyły się największe instytucje Lwowa: Państwowe Muzeum Przyrodnicze Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, Lwowska Narodowa Naukowa Biblioteka imienia Wasyla Stefanyka, Centralne Państwowe Archiwum Historyczne Ukrainy, Muzeum Historyczne we Lwowie, Lwowska Narodowa Galeria Sztuki oraz Ukraiński Uniwersytet Katolicki. Hasłem tych obchodów było: „Dziedzictwo, które łączy”. Do tego hasła chciałbym dziś wrócić.
Dzieduszycki tworzył swoje muzeum we Lwowie, gdy muzealnictwo w całej Europie było dopiero w powijakach, a Polski i Ukrainy nie było na jej mapie. Naukowcy uznają je za jedno z pierwszych muzeów przyrodniczych na kontynencie – muzeum poświęcone konkretnej ziemi, jej przyrodzie i kulturze, a nie kolekcji ciekawostek. Dzieła muzealnicze fundowane, inicjowane i prowadzone przez Włodzimierza przechodziły spod panowania monarchii austro-węgierskiej w ręce polskie, przetrwały niemiecką i sowiecką okupację i wreszcie trafiły we władanie Ukrainy. Dorobek Włodzimierza jest więc dziś bez najmniejszej wątpliwości częścią ukraińskiego muzealnictwa. Dla nas Polaków, w moim wypadku także potomków Włodzimierza, jest ogromną radością, że Ukraina uznaje Włodzimierza za osobowość swojego muzealnictwa i że wspólnie możemy troszczyć się o dziedzictwo kulturowe przez niego przekazane.

Dzieduszycki gromadził zbiory od młodości, a publiczną wystawę otworzył już w 1870 roku – wcześniej niż powstały osobne gmachy podobnych muzeów w Londynie czy Wiedniu. Muzeum objęło przyrodę, ale też kulturę ludową, w tym bogatą kolekcję huculską.
I tu dochodzimy do wątku ważnego dla nas, zebranych dziś w Kołomyi. To właśnie poparcie Dzieduszyckiego, najpierw jako posła, a potem jako marszałka Sejmu Krajowego, przesądziło o powstaniu tutejszej szkoły garncarskiej. Miasto miało lokal, ale brakowało środków na nauczyciela i wyposażenie. Dzieduszycki doprowadził sprawę do sejmu, który przyznał potrzebną subwencję. Szkoła powstała w 1876 roku. Pół wieku później, na bazie tej samej tradycji, powstało Muzeum Sztuki Ludowej Huculszczyzny i Pokucia – instytucja, która jest dzisiaj gospodarzem naszej konferencji.

Chcę opowiedzieć jeszcze o jednym wydarzeniu, które łączy tę postać wprost z miejscem, w którym się dziś spotykamy. W 1880 roku odbyła się w Kołomyi wielka wystawa etnograficzna Pokucia – pierwsza taka wystawa na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej – współorganizowana przez Dzieduszyckiego. Na jej otwarcie przyjechał sam cesarz Franciszek Józef, który kupował eksponaty. Razem z Dzieduszyckim hojnie obdarowali młodą huculską parę, której wesele stało się żywą prezentacją miejscowych zwyczajów. To wydarzenie miało miejsce dokładnie tutaj, sto czterdzieści pięć lat temu.

Na koniec chciałbym powiedzieć kilka słów o tym, kim właściwie był Włodzimierz Dzieduszycki, bo to pytanie samo w sobie jest ważne dla panelu o osobowościach w muzealnictwie Ukrainy.
Żył w czasach monarchii austro-węgierskiej, w wielonarodowej Galicji. Był Polakiem, mówił po polsku, był katolikiem. Ale jednocześnie znał i szanował swoje ruskie korzenie – jego rodzina wywodziła się od dawnych ruskich bojarów. Wspierał zarówno polskie, jak i ukraińskie dążenia narodowe, przyjaźnił się z duchownymi greckokatolickimi, fundował budowę cerkwi na równi z kościołami. Obejmując urząd marszałka, mówił o miłości do ziemi, na której – jak to ujął – wszyscyśmy się tu zrodzili.
Muzeum, które stworzył, przetrwało obie wojny światowe i kilka zmian granic, aż po dzisiejszą niepodległą Ukrainę. Ta ciągłość jest sama w sobie dowodem, że jego dzieło wykroczyło poza jedną tożsamość narodową.
Dzisiejsze spotkanie w Kołomyi, sto pięćdziesiąt lat po jego wkładzie w powstanie tutejszej szkoły garncarskiej, jest najlepszym dowodem, że jego słowa się nie zdezaktualizowały: kultura i troska o jej dziedzictwo łączy narody, a nie dzieli.

Cały program konferencji znajduje się na naszej stronie TUTAJ

Serdecznie dziękujemy dyrektor Narodowego Muzeum Sztuki Ludowej Huculszczyzny i Pokucia, pani Jarosławie Tkaczuk, oraz całemu zespołowi muzeum za zaproszenie na obchody stulecia i za niezwykłą gościnność. Jesteśmy pełni podziwu dla tego, że w czasie wojny, w bardzo trudnych warunkach, udało się przygotować jubileusz tak bogaty w treści, spotkania i wzruszenia. Możliwość opowiedzenia w Kołomyi o Włodzimierzu Dzieduszyckim i jego dziele była dla nas zaszczytem. Życzymy muzeum kolejnych stu lat, a jego pracownikom, tym niewidocznym kamyczkom w fundamencie, siły i uznania, na które zasługują.

Post scriptum

W Kołomyi działały dwa domy ludowe. Dom Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” również wzniesiono ze składek społecznych. Budynek ukończono w 1895 roku. Modernistyczną willę z elementami stylu szwajcarskiego zdobi ceramiczny fryz, który wykonał malarz Walerian Kryciński, nauczyciel kołomyjskiego gimnazjum. Po latach zaniedbania dom popadł w ruinę. W 2016 roku Fundacja MOSTY przeprowadziła jego inwentaryzację, a wolontariusze pod kierunkiem Mykoły Hubczuka z Kijowa, solisty Narodowej Opery Ukrainy, oczyścili go i urządzili w nim „Małą Filharmonię”. Odbywają się tam koncerty charytatywne, z których dochód trafia do ukraińskich żołnierzy.

Podczas uroczystych obchodów stulecia muzeum wystąpiło wiele zespołów folklorystycznych z Huculszczyzny i Pokucia. Oglądanie ich było dla nas prawdziwą przyjemnością. Zapraszamy do obejrzenia fragmentów niektórych z występów.

Zapraszamy również do galerii zdjęć z naszego pobytu w Kołomyi.

Leave a Reply

Skip to content