Podczas gdy Lesia Dziendzieluk przywraca blask kolejnym kartom księgi gości Włodzimierza Dzieduszyckiego, my zajmujemy się przygotowaniem publikacji, w której znajdą się opracowane naukowo zdigitalizowane karty albumu, biogramy osób wpisanych do albumu oraz przepisane teksty. Zapraszamy do lektury niektórych z nich.

Album poturzycki – rys. nr 85470
REWIR KORCZYŃSKI (drogowskaz z lewej strony)
REWIR POTURZYCKI (drogowskaz z prawej strony)Niewodź [oryginalna pisownia] mnie na pokuszenie
Ojców moich wielki Boże!
Wszak gdy wstąpił w progi moje
Włos mu z głowy spaść nie może.(Zemsta – Komedya Alex: Fredry)
85470
2). Hr. Włodzimierz
3). Fabiański.

Album poturzycki – Lis do Dzika
Lis (do Dzika)
Spiesz się także! Już czas pono.
Słyszysz? Właśnie zatrąbiono!
Dzik (z dumą)
Tak odyniec się nie zniża
Na nagonkę nie uderza.
Gdybym ja się tak wykpiwał
Nasz pan bardzo by się gniewał.
Ja na strzelców pójdę w pędzie
Potem… niechaj co chce będzie.
(słychać wystrzał – Dzik się zatrzymuje)
Aj!… strzał!
Lis (śmieje się)
Próżna trwoga taka.
To samopał grzmi Rybaka.
Dzik (z pośpiechem)
Więc tam pójdę!
Lis
Strzeż się tego!
On ma straszną broń Dreysego.
Dzik
Więc mi podaj sposób jaki
Jeśli chcesz zjeść me warchlaki.
Lis
Słuchaj: Śród tych licznych gości
Różne są narodowości.
Bardzo groźna ich postawa,
Będzie z nimi trudna sprawa.
Wszędzie błyszczy lufek cztery:
Jest Jenerał od Landwery
I z nad Zbrucza Podolanin,
Jest i nowy Sanoczanin,
A od skrętu skrzydłowego
Nasz Pan obok Bazylego.
Dzik (w największej rozpaczy)
Gdzież iść? Mów! Dry [oryginalna pisownia] na mnie skóra!
Choć jednego daj Mazura!
Lis
Oto rada moja taka:
Idź na Włodzia Podolaka
Tam od Markowego Kąta.
Nuż znów sztuciec z krzesłem spląta. –
Wiesz – tak w roku zeszłym było
I spudłował, że aż miło. –
Dzik
Tak – lecz poźniej się poprawił
I dubletę nam wyprawił.
Lis
Więc idź tam gdzie pan ze Lwowa.
Co Marsallę w flaszce chowa
Co kulami tak dołuje
Ma kwasełko co się psuje,
Aż trzy sztućce i lornety,
Noże zamiast cygarety. –
Dzik
Tam iść radzisz? – Jakżeś głupi!
On niedźwiedziom skórę łupi. –
Lis
Więc niebędzie [oryginalna pisownia] czychał [oryginalna pisownia] skrycie
Na waszmości nędzne życie. –
Dzik
Lisie! licha twoja rada!
Ejże! czy to niejest [oryginalna pisownia] zdrada?
Lis (obrażony)
Jak ty śmiesz mi tak ubliżyć?
Co? – lisowi nie dowierzać?
Idź wprost! – Ja za tobą sadzę –
Ja cię z miotu wyprowadzę.
Dzik
Spiegelbergu! znam cię z dawna.
Twa rodzina już jest sławna.
Lecz cóż? … Bądź już mym patronem
Idźże tuż za mym ogonem.
Lecz masz dzicze moje słowo,
Gdy idąc za twą namową,
Jakiej biedy się nabawię,
To ci taką łaźnię sprawię
Kłem ci skórę zedrę z krzyża
Że ją poślesz do kuśnierza.–
(odchodzi ku linii strzelców)
Lis (patrzy za odchodzącym)
Idź że, głupcze, w sidła moje.
Już się twoich kłów nie boję.
(śmieje się)
Na sztych sadzi – pusta głowa –
Wprost na pana z Switarzowa. [oryginalna pisownia] (słychać wystrzał)
Dobrze ci tak – zły potworze!
Ot! – już kulę masz w komorze.
Ja za tobą nie polecę
Twe warchlaki w mej opiece.
(zbliża się do zabitej sarny)
Ty – nadobna – młoda Pani!
Jak twój los me serce rani
Ja twe zwłoki tu zagrzebie [oryginalna pisownia] I zapłaczę na pogrzebie.
Twój trup blady niech tu leży
I niech czeka mej wieczerzy.
(zagrzebuje w śniegu sarnę – słychać
hałas zbliżającej się pogonki) [oryginalna pisownia] Iść czy nie iść? – To pytanie!
Hamletowi rozwiązanie
Ja zostawiam takiej sprawy
Lecz sam nie chcę tej zabawy.
Niech tam inni płacą skórą!
A od czegóżem lisiurą?
Ja bym z mym pojęciem bystrém [oryginalna pisownia] Pierwszym zostać mógł Ministrem.
Nim się końca doczekamy
Lis nie głupi – Szust do jamy.
(ucieka do jamy)
(Zasłona spada)

Album poturzycki – nr rys. 85533
ADRES
Nas – ptaszków spiewających poczt piękny, niewinny
Składa dziś Jaśnie Panu ten Adres dziękczynny,
Za opiekę nad nami i chęci łaskawe
I za ową chwalebną Sejmową Ustawę.
Bo treść owej Uchwały Sejmu jest natury
Że nam odtąd nie grożą żadne sekatury
I już nam obojętne teraz – z pańskiej łaski
Są Rozjazdy, sidełka, lep i samotrzaski.
Oby … Ci za to wiecznie Fortuna sprzyjała
Oby … Ci Lancastrówka nigdy nie kłapała
Oby … Ci już na przyszłość w Lotatnickim lesie
Rogacz leżał – aż jego pogonka podniesie.
Oby … gdybyś w Zarzeczu przykład strzałów dawał
Przez Ciebie już zabity dzik z martwych nie wstawał
Obyś … za Twoje chęci tak szlachetne, czyste,
Kiedyś nasze prawnuki jadał na pieczyste! –(: podpisy : )
Czajkus, siebie trans mare długo wybierenis
Presidentus electus totus zgromadzenis. [: m . p :]Rossignolus nachtigal – vulgo nocokrzykus.
[: m . p :]Widehopus na dudka siebie wystrychnikus.
[: m . p :]Kos niger żółtorostrus, – schwarzgelber vulgaris.
[: m . p :]Alauda se in Galliam in lustro miraris.
[: m . p :] 85533

Album poturzycki – nr karty 85461
Podpis pod rysunkiem:
Stojąc na stanowisku na grubego zwierza, myśliwy powinien sobie
o ile możności rozszerzać widnokrąg dla łatwiejszego strzału, stać cicho
i nieopuszczać [oryginalna pisownia] stanowiska przed ukończeniem miotu.
85461Gawęda o rybaku
Nad brzegiem Bugu w Poturzyckim borze.
Zjawił się łowiec! – I któż to być może?
Postać Marsowa, i wzrok jego hardy _
Nosi strój krótki – koloru musztardy.
Ma ładownicę – w domu zapomnianą
Na głowie siwą czapkę pożyczaną. _
Choć ma broń palną – łatwo poznać będzie
Że to niezwykłe jest jego narzędzie
Bo ile szkodzi wiatr w niebie gwiazd szykom
Tyle broń jego rogaczom i dzikom.
Nie jest to łowiec, ku zwierzyny szkodzie,
Bo jego łowy nie w borach, lecz w wodzie.
Gdy słuchać chcecie – opowiadać będę,
Czemu dwórurkę [oryginalna pisownia] przemienił na wędę:On to przed laty uganiał przez jary
I za szarakiem rozpuszczał ogary
I dzielnie w trąbkę myśliwską uderzył,
W Bertholda Schwarza wynalazek wierzył.
Lecz jako strzelec – miał błąd jeden mały
Że zamiast strzelby – nosił samopały!
Gdzie bór … jodły kryje w chmury
Słynny samopał wciąż strzelał do góry –
Choć niewidziano [oryginalna pisownia] ni zwierza ni ptaka
Wciąż grzmiał samopał naszego rybaka.
W prawdzie tam [oryginalna pisownia] kasę myśliwską wzbogacił
Bo za strzał każdy, grzywnę do niej płacił.Więc z wynalazkiem Schwarza rozbrat bierze
I odtąd w nurtach zatapia więcierze [oryginalna pisownia] A strzelbę, którą się tak dotąd szczycił
Rzucił ze wzgardą – i za wędkę chwycił.
I zamiast walki z dzikami leśnymi
Odtąd robaczki wygrzebuje z ziemi. _
Raz tylko zwierza byt samopał zwabił _
Rybak w miot strzelił i tam kozę zabił. _Ale nasz rybak – choć broni nie nosi
Postrzały różne sam zbyt często znosi.
Bo jego serce, śród życia podróży
Strzałom Amorka za cel wiecznie służy.
Tyle ma biedy z tym Bożkiem niecnotą
Że je zestrzelił teraz na rzeszoto. _
Z tej strzelaniny co teraz wypadnie
Ten co pomyśli rzecz łatwo odgadnie.
Bo coś w sekrecie już ludzie gadają
Że na rybaka wędkę zarzucają
A on niebaczny – gdzieś siedzi w głębinie
Jak złota rybka tam po falach płynie
I z tego może być przygoda taka
Że rybka złowi na wędkę rybaka.
85461

Album poturzycki – rys. nr 85504
Dziś
1go LUTEGOStaś Gwoździczek nim spudłuje
W koło [oryginalna pisownia] siebie las korczuje.
Choć w myśliwstwie tak jest kutym
Kuropatwy strzela w lutym.
85504

Album poturzycki – wiersz „Wiwat Poturzyca”
Wiwat Poturzyca
Pryncypał powiada:
„Zontag daj już znak”
Wnet telegraf gada }
„Tik, tok, tik, tak, tak!”} bis.Gruby Pryncypale,
Na tę dobrą wieść
Strzelby ku twej chwale }
Wrzeszczą: „Cześć Ci cześć!”} bisBieży rój myśliwych
Na sokalski szlak
A serca szczęśliwych }
Biją: Tik, tok, tak ! } bisWreszcie dzięki Bogu
Zajeżdżamy w czas
Pryncypał u progu }
Z Nerciem wita nas. } bisJasno oświecony
Poturzycki dwór,
Stół już zastawiony }
Na nim rosół z kur. } bisWnet się uciszyli,
Jak gdyby mak siał,
Zjedli i wypili, }
Co Pryncypał dał. } bis.Pryncypał w bezika
Z Gołuchowskim gra
W oczach obu dzika }
Namiętności skra. } bis.Pryncypał po polsku
Rzekł im: „Dobra noc!”
Potem po angielsku }
Do łóżeczka : hoc! } bisOleńcio narzeka
Na płci pięknej brak,
Gdy ujrzał ucieka }
Bo mu to nie w smak. } bis.Taniego wiseczka
Gdy przestali grać
Wszyscy do łóżeczka }
Grzecznie poszli spać. } bis.Cóż to ? Niedźwiedź z rysiem
Biją się o łup ?
Nie, – to Staś ze Zdzisiem
Tłumią się łup, cup !Nie było sposobu
Rozerwać tych dwóch,
Wreszcie rozbił obu
Piotra wielki brzuch,
Buch!
Album „Wspomnienia z poturzyckich polowań” (1870–1896) to coś więcej niż księga gości. To – jak pisze prof. Tadeusz Budrewicz w towarzyszącym publikacji szkicu – myśliwski rytuał przeniesiony na karty papieru, gdzie zamiast trofeów łowieckich ułożono wiersze, rysunki i karykatury. Wśród autorów znajdziemy Jana Aleksandra Fredrę, Wincentego Pola, Kornela Ujejskiego, Henryka Sienkiewicza; wśród ilustratorów – Juliusza Kossaka, Leopolda Starzeńskiego i Franciszka Tepę.
Po 1945 roku album przez dziesięciolecia uchodził za zaginiony. Dziś, przechowywany we Lwowskiej Narodowej Naukowej Bibliotece Ukrainy im. W. Stefanyka, przechodzi konserwację i digitalizację – dzięki współpracy polsko-ukraińskiej, prowadzonej pod okiem kierowniczki pracowni konserwatorki Lesi Dziendzieluk.
Efektem prac będzie publikacja elektroniczna: cyfrowa reprodukcja wszystkich 83 zachowanych kart, artykuły historyczne osadzające album w kontekście kultury łowieckiej i towarzyskiej galicyjskiego ziemiaństwa oraz ponad 60 biogramów gości Poturzycy. Album wróci w ten sposób do obiegu naukowego – będzie dostępny dla badaczy z Polski, Ukrainy i całego świata, bez narażania kruchego oryginału.


MD







