Wojciech Dzieduszycki (1848–1909) – filozof, pisarz, polityk, prezes Koła Polskiego w Wiedniu i minister dla Galicji – był znanym mistrzem żartu i mistyfikacji. W 1950 roku przypomniał o tym na łamach londyńskich „Wiadomości” dyplomata i dziennikarz Jan Fryling (1891–1977), który opowiedział dwie zabawne historie z jego życia.

Julian Fałat, Wojciech Dzieduszycki, 1909, Muzeum Dzieduszyckich w Zarzeczu
Duch Krasińskiego w Jezupolu
Około 1890 roku w Jezupolu przebywał Kazimierz Twardowski, późniejszy wybitny filozof, wówczas wychowawca syna Wojciecha, Władysława. Wspominał, że gospodarz zafascynował się wtedy spirytyzmem: po dworze krążyły wirujące stoliki i tabliczki z alfabetem. Pewnego wieczoru Dzieduszycki ogłosił, że duch Zygmunta Krasińskiego obiecał mu podyktować dalszy ciąg „Przedświtu”. Przez kilka tygodni powstawał obszerny poemat. Twardowski nie miał wątpliwości, że to mistyfikacja, ale przyznawał, że mistrzowska – słownictwo, rytm i obrazowanie Krasińskiego zostały podrobione z zadziwiającą wiernością.
Gość z Japonii
Drugą historię Fryling usłyszał w Tokio pod koniec lat 20. od hrabiego Nobuakiego Makino, jednego z najbliższych doradców cesarza Hirohito. Makino był po 1905 roku posłem Japonii w Wiedniu i tam poznał Wojciecha Dzieduszyckiego, który stał się jego głównym informatorem o sprawach polskich we wszystkich trzech zaborach. Dzieduszycki zorganizował mu podróż po Galicji i gościł go w Jezupolu.
Pewnego dnia do japońskiego gościa przyszła delegacja odświętnie ubranych chłopów. Po powitalnej przemowie i rozmowie, w której tłumaczem był gospodarz, chłopi zaczęli coś gorączkowo mu tłumaczyć. Dzieduszycki długo się wahał, aż wreszcie wyjawił ich prośbę: dowiedzieli się, że cesarz Japonii nie jest chrześcijaninem, i martwili się, że tak dzielny władca, który pobił Moskali, trafi po śmierci do piekła. Prosili więc, by gość pomógł cesarzowi Mutsuhito (Meiji) przyjąć chrzest.
Makino po latach śmiał się z tego wspomnienia, ale przyznawał, że wtedy był szczerze wzruszony – polscy chłopi chcieli ofiarować jego monarsze to, co uważali za najcenniejsze. Fryling był jednak przekonany, że całą scenę w najdrobniejszych szczegółach wyreżyserował sam Dzieduszycki.
Na podstawie: Jan Fryling, „Wojciech Dzieduszycki i cesarz Meiji”, „Wiadomości” (Londyn), nr 44 (239), 29 października 1950, s. 2.
O Wojciechu Dzieduszyckim pisaliśmy TUTAJ
Dziękuję Pawłowi Kądzieli za podesłanie artykułu!
MD







