W maju 1895 roku we Lwowie ukazał się katalog prezentujący zbiory Muzeum im. Dzieduszyckich, napisany i wydany w liczbie tysiąca sztuk przez Włodzimierza Dzieduszyckiego. W dedykacji skierowanej do ukochanych wnuków i młodzieży podkreślał on znaczenie i obowiązek odkrywania i dokumentowania spuścizny po przodkach w imię miłości do „tej Ziemi i tego Ludu”.
Możemy tam przeczytać o początkach pasji, która dzięki rodzicom, wychowawcom i przyjaciołom przybrała na koniec kształt muzeum: „Młody chłopiec zaczął składać w małej szafeczce dziecinnego pokoju przyniesione ze spaceru ślimaki, chrząszcze, łapane kapelusikiem motyle, kwiatki i rośliny przy drodze zbierane a chowając się we Lwowie, znosił te przedmioty z Pohulanki, z Zofijówki, Cetnerówki, Żelaznej Wody i.t.d.; a najzacniejsi i światli rodzice, kochający gorąco chłopca i krajowe rzeczy i krajową przyrodę i wszystko co rodzime, wprowadzali pomału syna w otwartą otaczającą go naturę i przyzwyczajali do patrzania i wpatrywania się w ten świat otaczającej go przyrody, i ułatwiali mu to jego zbieranie, a i matka sama pomagała i uczyła oczyszczać zebrane ślimaki, nazywać je, porównywać, w czem jej przez nią samę zebrany znaczny zbiór muszli różnych krajów dopomagał”.
Z biegiem lat zbiory tak się powiększyły, że Włodzimierz zaczął myśleć o złożeniu ich w odpowiednim miejscu: „A i powstała myśl przewodnia lat temu 50 prawie, zrobić i zestawić Muzeum, które by dawało obraz ile możności wierny tego wszystkiego, co przyroda ma i miała na dawnym obszarze naszej ziemi”. I tak w miejsce starej kamienicy („Kupiło się tedy kamienicę”) na ulicy Teatralnej 18, po licznych, bardzo skomplikowanych, remontach powstało muzeum, z labiryntem sal, korytarzy i tajemnych przejść, w którym zostały umieszczone w specjalnych szafach i gablotach zbierane przez lata eksponaty.
Z wzruszającą gościnnością i starannością Włodzimierz oprowadza nas po swoim ukochanym muzeum, w którym – nie jest to dziwne – czuje się jak w domu: „Po czterech schodkach wchodzimy do sieni czyli właściwie do głównej klatki schodowej. Przed sobą mamy wejście do pokojów właściciela a na lewo wejście na główne schody, prowadzące na górne piętra muzealne. Tu jest garderoba, gdzie zwiedzający składają laski, parasole, płaszcze itp. We framugach okien są umieszczone szafki, zawierające katalogi i wydawnictwa muzealne, które nabyć można u dozorcy według cen oznaczonych. (…) Na ścianie między oknami widzimy dwie głowy dzicze z Poturzyckich rewirów. Pod niemi widzimy trzy rysunki roboty p. Juliusza Kossaka. Pierwszy od góry przedstawia polowanie na lisa z chartami, puszczonymi z sanek, drugi przedstawia polowanie na wilki z prosięciem, trzeci przedstawia polowanie na wilki na Ukrainie z chartami”.
Trudno sobie wyobrazić, że czytanie jakiegokolwiek katalogu może być pasjonującą lekturą, ale w tym przypadku rzeczywiście tak jest. Oprócz profesjonalnych, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, opisów i numerów katalogowych znajdujemy również takie informacje:
O słowikach: Przychodzimy teraz do naszych słowików i przyznaję, że są tu jeszcze bardzo źle reprezentowane; żal mi je bowiem zabijać. (s.51)
O bobrze z Gródka: Szkielet z łapy i dwa zęby sieczne bobra złapanego w Rodatyczach (pow.Gródek) w r. 1851. Przysłano mi go w mięsie, ale tak był zepsuty, żem tylko na pamiątkę tę łapę zatrzymał; nie zbierałem bowiem wówczas jeszcze zwierząt ssących.
O szaraku z Babki: Najciekawsza odmiana szaraka. Okaz zupełnie czarny. Zabity 8 stycznia 1882 w księstwie Poznańskiem (Leśnictwo Babki) Konarzewo pod Poznaniem. Objadał szczepy przed leśnictwem w nocy; zabił go z ganku w nocy leśniczy p. Dramiński.
Warto przeczytać!
Przewodnik po Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie, 1895, Biblioteka Śląska w Katowicach