Skip to main content

Tak pisał w 1872 roku Maurycy Dzieduszycki w monografii Kościół Katedralny Lwowski obrządku łacińskiego – jednej z pierwszych naukowych opracowań historii tej świątyni, wydanej we Lwowie nakładem X.O. Hołyńskiego. Dzieduszycki, historyk-amator, wicekurator Ossolineum i późniejszy poseł na Sejm Galicyjski, poświęcił IV rozdział swojej książki dramatycznym czasom Jana Kazimierza. Wspomnienie króla wracającego z wygnania ze Śląska i modlącego się w katedrze przed obrazem Matki Bożej Łaskawej musiało mieć szczególne znaczenie dla historyka piszącego w kraju pod zaborami.

Widok Kościoła Katedralnego, lit. u J. Kostkiewicza we Lwowie, polona.pl

Obraz opisał w następujący sposób:

„ Gdy w roku 1598 umarła Wojciechowi Domagaliczowi obywatelowi i ławnikowi lwowskiemu i Katarzynie z Wolfowiczów małżonkom, córka Katarzyna, wymalował na jej pamiątkę jej dziad Józef Wolfowicz obywatel lwowski  i jeometra, ze sztuką malarską obeznany, na tablicy drewnianej nieco wyżej nad łokieć a na trzy ćwierci wysokiej wizerunek Najś. Panny siedzącej na tronie z dzieciątkiem Jezus w prawem ręku, po prawej zaś stronie tego obrazu żeńskiego jeniusza jakoby cień wnuczki swojej w modlącej się postaci przedstawił, a rodzice zawiesili ten wizerunek we framudze ściany smętarza z tyłu wielkiego ołtarza (…).”1.

Katedra Łacińska we Lwowie, fot. Mateusz Dzieduszycki

Jan Kazimierz znał lwowską katedrę bardzo dobrze „ustawicznemi walkami w te strony sprowadzany”. Maurycy Dzieduszycki wylicza jego wizyty ze skrupulatnością kronikarza – 1649, 1651, 1652, 1656, 1660, 1663 – i podkreśla, że każda naznaczona była modlitwą przed cudownym obrazem Matki Boskiej Łaskawej w kaplicy Domagaliczów – tym samym, przed którym lud lwowski zbierał się w najtrudniejszych chwilach.

Ale żadna wizyta nie miała takiej wagi jak ta z 1656 roku.

Dzieduszycki – aby jak najwierniej opowiedzieć o powierzeniu przez króla Rzeczpospolitej opiece Maryi – sięga po XVII-wieczne kroniki Wespazjana Kochowskiego (Annalium Poloniae climacter secundus) oraz kanonika Jana Tomasza Józefowicza (Kronika Miasta Lwowa od roku 1634 do 1690).

Przypomina o tym, jak papież Aleksander VII upominał króla, aby „nie upadał na umyśle, ale błagał Boga o pomoc przez pośrednictwo Matki Najśw. i patronów królestwa”. Jan Kazimierz posłuchał. Powrócił ze Śląska przez Żywiec, Duklę, Krosno, Łańcut. Wkroczył do miasta z małym pocztem i rozpoczął przygotowania do uroczystości, która odbyła się 1 kwietnia 1656 roku w sobotę, w oktawę Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny.

Rano król udał się do kaplicy Domagaliczów. Wziął obraz Matki Boskiej Łaskawej – „pięknie przystrojony, od dwóch duchownych niesiony” – i odprowadził go procesjonalnie do katedry. Ustawiono go przed wielkim ołtarzem. Kościół był pełny ludzi – obecne były wszystkie stany i bractwa kościelne, licznie przybyli mieszkańcy Lwowa.

Jan Matejko, 1893, MN we Wrocławiu, https://muzeumcyfrowe.mnwr.pl/obiekt/p/mnwr_viii-21

Nuncjusz apostolski Piotr Vido odprawił mszę i odśpiewał wotywę. Po przyjęciu Komunii św. król podszedł z senatorami do ołtarza, przykląkł na pierwszym stopniu i odczytał ślub po polsku, głośno, przed całym zgromadzeniem:

„Wielka Boga-człowieka Rodzicielko i Panno Najświętsza! ja Jan Kazimierz, z łaski Syna Twego, Króla królów i Pana mego i z Twego miłosierdzia król, padłszy do stóp Twoich najświętszych, Ciebie za Patronkę moją i za Królową państw moich dzisiaj obieram. I siebie i moje królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflandzkie i czernichowskie, wojska obudwu narodów i ludy wszystkie Twej osobliwszej opiece i obronie polecam i o Twoją pomoc i miłosierdzie w tym nieszczęśliwym i przykrym królestwa mego stanie przeciw nieprzyjaciołom świętego rzymskiego Kościoła pokornie błagam. A że największemi dobrodziejstwy Twemi pobudzony pałam wraz z moim narodem nową i najszczerszą chęcią służenia Tobie, więc przyrzekam też i na przyszłość w mojem i ludów moich imieniu Tobie Najświętsza Panno i Synowi Twojemu Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć Waszą i chwałę przenajświętszą zawsze po wszystkich krajach mego królestwa z wszelką usilnością pomnażać i utrzymywać będę. Obiecuję prócz tego i ślubuję: iż gdy za świętym Twym pośrednictwem i wielkiem Syna Twego miłosierdziem, nad nieprzyjaciółmi a osobliwie Szwedami, Twoją i Syna Twego cześć i chwałę wszędzie po nieprzyjacielsku prześladującymi i zupełnie zniszczyć usiłującymi, zwycięstwo odniosę, u stolicy Apostolskiej starać się będę, aby ten dzień na podziękowanie za tę łaskę Tobie i Synowi Twojemu corocznie jako uroczysty i święty na wieki obchodzono i polecę czuwać nad tem biskupom królestwa mego, aby to, co przyrzekam, od ludów moich dopełnione było. A ponieważ z wielkim bolem serca mego poznaję, że za łzy i krzywdy włościan w królestwie mojem Syn Twój sprawiedliwy Sędzia świata od siedmiu już lat dopuszcza na nas kary powietrza, wojny i innych nieszczęść, przeto obiecuję i przyrzekam oprócz tego: iż ze wszystkiemi memi stanami po przywróceniu pokoju użyję troskliwie wszelkich środków dla odwrócenia tych nieszczęść i postaram się, aby lud królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków był uwolniony. Uczyń to Najmiłosierniejsza Pani i Królowo, abyś tak samo jakoś najszczerszą chęć we mnie, w moich urzędnikach i stanach do wyznania tego ślubu wzbudziła, także nam łaskę u Syna Twego dla wypełnienia tego ślubu uprosiła. Amen.”

Kiedy król skończył, senatorowie i szlachta uklękli pod przewodnictwem biskupa przemyskiego Andrzeja Trzebickiego i złożyli ten sam ślub – dosłownie, słowo w słowo.

Dzieduszycki odnotowuje, co było potem:

„obraz cudowny najbogobojniej z nachyloną głową uszanowawszy, ucałował najpierw król, a po nim wszyscy senatorowie krucyfiks i każdy złożywszy jakąś dobrowolną ofiarę, na swoje miejsce powrócił.”

Historycy zwracają uwagę na zobowiązanie społeczne, które zawierał ślub. Król przyznał wprost, że przez siedem lat Bóg karze Polskę – między innymi za krzywdy wyrządzane chłopom. I obiecał, że po wojnie to zmieni. Obietnica nie została dotrzymana, ale  samo wypowiedzenie tego zobowiązania – publicznie, sprzed ołtarza, przed całym stanem – było czymś bez precedensu w polskiej polityce XVII wieku.

Dzieduszycki, piszący w 1872 roku, nie komentuje tego wydarzenia. Opisuje ceremonię z powściągliwą czcią, podobnie jak wszystkie inne wydarzenia, których katedra była bohaterem. Budynek, który przetrwał oblężenia tatarskie, kozackie i szwedzkie, przechował w swoich kaplicach, rzeźbach i nagrobkach pamięć pokoleń, którą stara się zachować autor. Z pełnym respektem dla potrzeb współczesnych, do których zwrócił się we wstępie: „Nie zaniedbawszy zresztą żadnych przystępnych mi źródeł i mogąc każdy szczegół usprawiedliwić odpowiednimi cytatami, nie myślę wszakże nastrzępiać niemi każdej stronicy, gdyż są najczęściej dość obojętne dla czytelników, niemających zwykle ani czasu, ani nawet ochoty ani nawet możności ich sprawdzenia”.

Więcej na temat 370 rocznicy ślubów króla Jana Kazimierza we Lwowie: Joanna Pacan Świetlicka „Śluby lwowskie króla Jana Kazimierza w polskiej historii, tradycji i sztuce”, Kurier Galicyjski 16 kwietnia 2026.

Tekst został oparty na rozdziale IV „Katedra od czasów Jana Kazimierza” z książki Maurycego Dzieduszyckiego, Kościół Katedralny Lwowski obrządku łacińskiego pod wezwaniem Wniebowzięcia Najśw. Panny (Lwów, nakład X. O. Hołyńskiego, 1872), s. 39–43. Kroniki cytowane przez Dzieduszyckiego: Wespazjan Kochowski, Annales Poloniae (1683) oraz ks. Jan Tomasz Józefowicz, Kronika Miasta Lwowa od roku 1634 do 1690 (oryginał łaciński; przekład polski Lwów, 1854).

  1. Maurycy, podobnie jak król Jan Kazimierz, miał możliwość oglądania oryginału obrazu, który obecnie znajduje się w skarbcu na Wawelu w Krakowie.

Leave a Reply