Skip to main content

Czy dziedzictwo można zmierzyć? A jeśli tak – w czym: w kilogramach zdobytych artefaktów, w metrach przeczytanych dokumentów, listów, artykułów, w godzinach wysłuchanych opowieści i rozmów ze świadkami i badaczami historii? Według WSJP dziedzictwo, to „coś, co pozostało po minionych czasach i wcześniejszych pokoleniach”. Poniższy medal z brązu waży 140 g.  Był wyrazem wdzięczności wystawców, którzy mogli zaprezentować swoje wyroby publiczności na Wystawie rolniczo-przemysłowej we Lwowie w 1877 roku. Z całą pewnością należy do przeszłości, którą możemy poznać dzięki lekturze artykułów, katalogów, zdjęć i dokumentów pochodzących z epoki. Szukając informacji o medalu, możemy dowiedzieć się o radościach, wyzwaniach, kłopotach, ciekawostkach, atmosferze, a nawet poczuć euforię, jaka towarzyszyła twórcom wystawy. Poniższy wybór materiałów jest subiektywny, bo dla każdego odkrywanie dziedzictwa waży co innego.

Medal autorstwa C. Radnitzky’ego wybity z okazji Wystawy rolniczej i przemysłowej we Lwowie 1877; Archiwum ZRD

Medal autorstwa C. Radnitzky’ego wybity z okazji Wystawy rolniczej i przemysłowej we Lwowie 1877; Archiwum ZRD

Na otwarciu Wystawy były girlandy, muzyka i tłumy gości, którzy przyjechali dorożkami:

„W czwartek dnia 6 września o godzinie 11ej wobec licznie zgromadzonej publiczności Hr.Włodzimierz Dzieduszycki, prezes wystawy, otworzył wystawę krajową rolniczą i przemysłową. Już od wczesnego rana uwijały się doróżki na wszystkich ulicach prowadzących do placu wystawy. Od godziny 10ej do jedenastej ciągnęły się one jednym sznurem przez ulicę Zieloną wioząc gości na Wystawę. Przy wjeździe w ulicę Wystawy wzniesiono na prędce tryumfalną bramę ubraną w zieleń. Sam zaś gmach wystawy i brama wchodowa przyozdobiona w chorągwie narodowe i zieleń bardzo miłe sprawiały wrażenie. Liczba gości nie da się dokładnie obliczyć. Było około 2 tysięcy. Serdeczna szczeropolska przemowa prezesa sympatycznie przyjętą została (…) a przy słowach „otwieram wystawę” dały się słyszeć działa i muzyka zagrała coś melancholijnego”. „Tydzień Literacki, Artystyczny, Naukowy i Społeczny”, R.5, T.6, nr 2 (9 września 1877)

„Gazeta Lwowska” z 8 września 1877 roku pisała o zainteresowaniu widzów i kraju działem etnograficznym, który przygotował Włodzimierz Dzieduszycki.

Na zakończenie wystawy 8 października odbył się niezwykły pochód z pochodniami, który został opisany w „Gazecie Polskiej” 18 października 1877 roku. Reporter odnotował obecność kilkunastu tysięcy ludzi (!). Była muzyka, a Włodzimierz przemawiał z balkonu swojego domu przy ulicy Kurkowej. 

„Wdzięczna publiczność tutejsza, ceniąc zasługi hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego, który przyczynił się najbardziej do świetnego powodzenia wystawy Iwowskiej, postanowiła złożyć mu dowód uroczysty swego uznania. W tym celu urządzono wczoraj wieczorem, olbrzymi pochód z pochodniami. Orszak wyruszył, wśród odgłosu muzyki, z placu Jabłonowskiego, i zmierzał przez ulice Pańską, Czarneckiego i Kurkową, ku pałacowi hr. Dzieduszyckiego, dokąd następnie weszła deputacya, złożona z najpoważniejszych obywateli, aby podziękować prezesowi wystawy, w imieniu miasta i kraju, za pożyteczną jego działalność uwieńczoną tak pomyślnym skutkiem. Przed pałacem jednocześnie kapela odegrala stosowny hymn, i rozległy się pełne zapału okrzyki, które powtórzyły się jeszcze goręcej, gdy hr. Dzieduszycki, wyszedłszy na balkon, przemówił do publiczności, składając nawzajem swoje podziękowania. Brało udział w tem oddaniu hołdu zacnemu obywatelowi, kilkanaście tysięcy ludzi; kierowały zaś uroczystością osoby powszechnie tu znane, zasłużone i wpływowe. Widok pochodu, zarówno jak i wszelkie szczegóły tej owacyi, nadzwyczaj miłe sprawiały wrażenie”. 

 

W relacjach często podkreślano, że wystawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Czasami brakowało biletów, które wydawano przy turnikietach.

„W niedzielę zaś przy sprzyjającej pogodzie wszystkie zarządzenia komitetu przy wstępie okazały się niewystarczajacemi. W takich dniach wydawanie biletów tuż przy turnikietach [bramki obrotowe] jest niepodobieństwem, lecz trzeba otworzyć okna na zewnątrz od ulicy, a publiczność puszczać wszystkiemi drzwiami. Niepodobna także wymagać, aby publiczność zachowywała bilety przy sobie i następnie oddawała je na wychodnem. Wczoraj zwiedziło wystawę 19,840 osób. Można sobie tedy wyobrazić, jaki był ścisk u bramy. Godzinami trzeba było czekać na kolej. Kobietom obrywano suknie, a niektórzy panowie dozorujący zamiast zaradzić niedogodności i obmyśleć ułatwienia, wysilali się na role policjantów. Jeden z nich, folwarcznej fizjonomji człowiek, nie wahał się nawet kobiety roztrącać kułakami.(…) Na domiar wszystkiego w kasach nie starczyło biletów. Nowa stagnacja. I wtedy nie już nie pomogły regulaminy. Musiano puszczać wszystkiemi otworami”. „Dziennik Polski” 1877.09.11

Tego samego dnia sprawozdawca odnotował, że w południe przy pawilonie nafciarskim (tzw. „grupa przemysłu naftowego” nr 18) przewrócił się kilkumetrowy świder. Widać go na fotografii Edwarda Trzemeskiego zamieszczonej na głównej stronie. Członkiem tej grupy był niejaki Robert Doms, który próbował sił w kopalnictwie ropy naftowej. Ciekawa jest historia odkrycia przez niego złóż ozokerytu. 

„W połowie XIX wieku rozpoczął się w Galicji burzliwy rozwój górnictwa naftowego, w którym Robert Doms odegrał ważną rolę. Pewnego razu, przypadkowo zainteresował się sprzedawaną na wiejskich targach szczególną mazią, którą miejscowa ludność używała w swoich gospodarstwach, głównie jako środek przeciwzapalny, przeciwbólowy, leczenia wrzodów i ran. Pobrał odpowiedni materiał do badań i przesłał do akademii technicznej we Lwowie. Pierwsza informacja na ten temat ukazała się w grudniu 1853 roku na łamach „Gazety Lwowskiej”, a w 1854 roku oficjalnie ogłoszono, że Robert Doms odkrył znaczne złoża wosku ziemnego (ozokeryt) w okolicy Borysławia. Potwierdzono wtedy, że dostarczone przez Roberta Domsa próbki dotyczą cennego minerału „…kopalnego wosku, a w świecie uczonym przezwany ozokeritem..”. W tym samym roku ukazał się artykuł w austriackim specjalistycznym piśmie górniczym, informujący, że lwowski przedsiębiorca Robert Doms odkrył znaczne złoża ozokerytu w okolicy Borysławia. Cztery lata później, w 1858 roku, to samo pismo donosiło, że Robert Doms podjął eksploatację wosku ziemnego i osiągał z jednego szybu około 400 funtów dziennego urobku. Była to bardzo duża produkcja, inni producenci osiągali maksymalnie 200 funtów. Odkryte przez Domsa złoża ziemnego wosku to jedne z największych tego typu na świecie (i są nadal). Niewielka mieścina Borysław stała się znana na całym świecie. Jednocześnie prowadził zakład rafinerii ropy naftowej (pod warstwami ozokerytu znajdują się na ogół złoża ropy). W wyniku destylacji ropy, zakład produkował znaczne ilości oleju oświetleniowego. Na tym odcinku jego przedsiębiorstwo lokowano na trzecim miejscu w Galicji, a on sam zasłynął ze znacznych osiągnięć w przemyśle naftowym. Na własny rachunek prowadził wydobycie ostrożnie, bez ryzykownych posunięć, chociaż w 1861 roku zastosował, jako pierwszy wiercenia udarowe (metodę przez niego zastosowaną przez pewien czas nazywano metodą Domsa). Nie podjął jednak wydobycia na większą skalę, z czasem sprzedał swoje uprawnienia do wydobycia ropy naftowej i wosku ziemnego. Prowadził również eksploatacje węgla brunatnego w Galicji Wschodniej w rejonie Żółkiewskim. Ale te kopalnie nie pracowały w sposób ciągły”. Za: Archiwum R. Gubrynowicza, którego przodek Władysław Gubrynowicz zajmował się „grupą dział wychowania i nauki” nr 33

Na koniec – warto zajrzeć do katalogu, aby zobaczyć, jak skrupulatnie była przygotowana ta wystawa.

Ciekawostka: Komitet wystawy miał swoją siedzibę w Zakładzie Ossolińskich na pierwszym piętrze – w dzisiejszej Lwowskiej Narodowej Bibliotece im. W. Stefanyka.

Katalog Krajowej Wystawy Rolniczej i Przemysłowej we Lwowie 1877 (za: polona.pl)  

Fotografia na stronie tytułowej pochodzi z Bibliothek des Vereines fur osterreichische Volkskunde w Wiedniu.